<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059</id><updated>2012-02-02T13:00:07.876+01:00</updated><category term='Inne bajki'/><category term='Miesiąc Fotografii w Krakowie'/><category term='Ranciere'/><category term='La Strozzina'/><category term='transkultura'/><category term='Eva Marisaldi'/><category term='Stefania Gurdowa'/><category term='Steyerl'/><category term='Klub Osiedlowy Wola Duchacka'/><category term='Alfred Kubin'/><category term='Galeria Biała'/><category term='Kultura dla Tolerancji'/><category term='Minaret'/><category term='Palazzo Strozzi'/><category term='Tobias Putrih'/><category term='patriotyzm'/><category term='Angelika Markul'/><category term='Bunkier Sztuki'/><category term='Barney'/><category term='Robert Kuśmirowski'/><category term='Wenecja'/><category term='Rok Wyspiańskiego'/><category term='nolocal'/><category term='domy kultury'/><category term='Tomasz Tatarczyk'/><category term='Laura Pawela'/><category term='kuratoring'/><category term='wystawa Last News'/><category term='emigracja'/><category term='Galeria ZPAF i Ska'/><category term='przestrzeń publiczna'/><category term='Wolność od-zysku'/><category term='Adam Chodzko'/><category term='wystawy'/><category term='Araki'/><category term='Joanna Pawlik'/><category term='Wojtek Doroszuk'/><category term='Justyna Köke'/><category term='Mircea Cantor'/><category term='lubelskie BWA'/><category term='Galeria Zderzak'/><category term='najnowsze pomniki w Polsce - Lublin'/><category term='CSW Toruń'/><category term='muzea'/><category term='Diego Perrone'/><category term='Art Now'/><category term='podsumowanie'/><category term='Kresy nr 77-78'/><category term='AUSCHWITZWIELICZKA'/><category term='maska'/><category term='Magazzino d&apos;Arte Moderna'/><category term='Maria Friberg'/><category term='exgirls'/><category term='Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Krakowie'/><category term='Na okrągło'/><category term='kolekcjonerstwo'/><category term='Kultuhuset Sztokholm'/><category term='Andreas Golinski'/><category term='FAMA'/><category term='ArtBoom'/><category term='Kraków'/><category term='lesbijki'/><category term='Muzeum Narodowe w Krakowie'/><category term='polskość'/><category term='Karolina Kowalska'/><category term='instytucje'/><category term='cenzura we Włoszech'/><category term='Monika Drożyńska'/><category term='Muzeum Śląskie'/><category term='Jan Michalski'/><category term='Lucim'/><category term='krytyka'/><category term='Pawilon Wyspiański 2000'/><category term='Wojtek Wilczyk'/><category term='Zalipie'/><category term='Kongres Kultury Polskiej'/><category term='fotografia'/><category term='Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie'/><category term='szopki'/><category term='Mirosław Bałka'/><category term='Manggha'/><category term='Grupa Ładnie'/><category term='wychowanie'/><category term='warsztaty'/><category term='cenzura w Polsce'/><category term='telewizja publiczna'/><category term='netart'/><category term='Luigi Ontani'/><category term='MAMbo Bologna'/><category term='nocne zwiedzanie'/><category term='Juszczak'/><category term='archiwum'/><category term='Nico Docx'/><category term='dizajn'/><category term='Tom McCarthy &quot;Remainder&quot;'/><category term='Witkacy'/><category term='krajobraz kulturowy'/><category term='Partia Kobiet'/><category term='sztuka wiązania'/><category term='sztuka kobiet'/><category term='męskość'/><category term='najnowsze pomniki w Polsce'/><category term='religia klasyczna'/><category term='Runa Islam'/><category term='shibaru'/><category term='Sędzia Główny'/><category term='Niewinne oko nie istnieje'/><category term='Delikatesy'/><category term='Adrian Paci sakralność'/><category term='Jadwiga Sawicka'/><category term='sztuka publiczna'/><category term='Rok Stanisława Wyspiańskiego'/><category term='Cecylia Malik'/><category term='sztuka zaangażowana'/><category term='feminizm'/><category term='Stare Podgórze'/><category term='kryminały'/><category term='sztuka wsi'/><category term='biennale'/><category term='Joanna Rajkowska'/><category term='Tomasz Kowalski i Norman Leto'/><category term='Stary Sącz'/><category term='reklama zewnętrzna'/><category term='Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Lublinie'/><category term='Galeria Labirynt'/><category term='miasto'/><category term='Galleria Civica di Modena'/><category term='Roma'/><category term='Berlin Biennale 2008'/><category term='Vincent Delbrouck'/><category term='Nosadella Due'/><title type='text'>Krytyk sztuki na skraju załamania nerwowego</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>193</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-801567062029286344</id><published>2012-01-31T12:39:00.006+01:00</published><updated>2012-01-31T23:59:58.505+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-r1pBYc3hBFU/TyfUdFOcYNI/AAAAAAAAAkw/sY1xc48RZxw/s1600/IMG_9392.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="187" src="http://2.bp.blogspot.com/-r1pBYc3hBFU/TyfUdFOcYNI/AAAAAAAAAkw/sY1xc48RZxw/s320/IMG_9392.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Monika Drożyńska, z cyklu &lt;i&gt;Libretto&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Smutna historia &lt;i&gt;Halki&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Niedawno, botuż przed świętami, 23 grudnia, odbyła się oczekiwana i szeroko komentowanapremiera &lt;i&gt;Halki&lt;/i&gt;. Teatr Wielki OperaNarodowa wystawił dzieło w reżyserii Natalii Korczakowskiej i opracowaniumuzycznym Marca Minkowskiego. &lt;i&gt;Halka &lt;/i&gt;zebraław większości pozytywne recenzje, otrzymując pochwały przede wszystkim za próbęuwspółcześnienia dzieła. Została uznana za dowód na to, że dzieło powstałe zeszlachetnych intencji i nie lokujące się najwyżej w rankingach arcydzieł, możedać dzisiejszym widzom coś, co ich zainteresuje. Na przykład intertekstualnązabawę, satysfakcję estetyczną, komentarz na tematach współczesności. JoannaBator pisze jednak o straconej okazji, bo kiedy pierwszy akt dawał nadzieję naukazanie sytuacji kobiety uprzedmiotowionej, nie mającej możliwości anipodejmowania decyzji, ani działania wedle własnej woli, to dalsza część &lt;i&gt;Halki &lt;/i&gt;gubiła swoją społeczną wymowę wbogactwie pomysłów inscenizacyjnych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pisząc tesłowa Joanna Bator nie zdawała sobie sprawy z tego, że obecna premiera &lt;i&gt;Halki &lt;/i&gt;nie tylko zapomina o mówieniuprawdy o położeniu kobiet, ale i w pewnym sensie – kobiety lekceważy. W pewnymsensie, bo teraz pragnę opowiedzieć niezbyt budującą historię niezawiązaną zsamą operą, lecz z jej organizacją. Z dzisiejszą &lt;i&gt;Halką&lt;/i&gt; bowiem wiąże się historia pewnej artystki, którą najpierwzaproszono do współpracy, by następnie jej obecność pośpiesznie wymazać zprzestrzeni teatru i z towarzyszącej &lt;i&gt;Halce&lt;/i&gt;publikacji. To historia uwewnętrznionej cenzury, cenzury prewencyjnej orazprzykład tego, jak narodowa instytucja postępuje z twórcami.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A było tak.Na jesieni 2011 roku z Moniką Drożyńską skontaktował się kierownik DziałuLiterackiego Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Zaprosił ją do współpracypowołując się na wcześniejsze dokonania artystki. Tryb pracy został omówionytelefonicznie i mailowo. Artystka kilka razy udała się także na osobistespotkanie do teatru. Umówiono się na kształt pracy, termin jej oddania,honorarium, ustalono do czego zostanie wykorzystana. Monika miała współtworzyćprogram towarzyszący inscenizacji opery &lt;i&gt;Halka.&lt;/i&gt;Została poproszona o wykonanie serii prac w technice haftu, które miałybyzłożyć się na wystawę w foyer, a także posłużyłyby jako materiał wizualny wpublikacji.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wszystkozdawało się zmierzać do szczęśliwego finału. Brakło jedynie umowy, która miałanadejść pocztą lada dzień. Do premiery zostało niewiele ponad półtora miesiącaczasu, pracy było multum, artystka przystąpiła więc do tworzenia haftów.Pracowała dzień w dzień, zleciła także wykonanie pewnej ilości elementówzaufanej współpracowniczce, pod własnym nadzorem. Dział Literacki TeatruWielkiego przysyłał jej wybrane fragmenty libretta, ona zaś miała wolną rękę wich interpretacji. Projekty poszczególnych prac były wysyłane do teatru i niktnie miał zastrzeżeń co do ich zawartości. Co więcej, osoby, z którymi artystkabezpośrednio się kontaktowała, twierdziły, że projekty zostały podane dowiadomości dyrekcji.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gotową seriędzieł artystka przesłała do Teatru. Na niewielkich obrazkach wyhaftowanezostały kompozycję tekstowo-wizualne. Elementy wizualne to odrobinę zmienionelogotypy sieci handlowych, a także symbole polityczne. Całość nawiązuje dopublicystycznych plakatów i afiszy. Założeniem było dodanie do &lt;i&gt;Halki &lt;/i&gt;współczesnego, krytycznegokomentarza.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I tutajzaczyna się coś bardzo dziwnego. Prace, dostarczone w terminie, zawisły najakiś czas na ścianie foyer. Obecnie jednak na żadnej ścianie, do której możnasię dostać, nie wiszą. W tajemniczy sposób zniknęły też z programu. W tejchwili Monika Drożyńska nie istnieje jako artystka zaproszona do współpracyprzy inscenizacji &lt;i&gt;Halki &lt;/i&gt;w OperzeNarodowej. Nie dostała żadnej informacji o przyczynach zdjęcia wystawy iwycofania z druku ustalonej wersji programu, do której stworzyła częśćwizualną, dopiero zaś miesiąc po tajemniczym zniknięciu dzieł, dostaławiadomość o planowanym ich odesłaniu do niej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To, cooficjalnie wiadomo, to po pierwsze fakt, że prace zostały zamówione; po drugie,że zostały dostarczone, a po trzecie, że nie wiadomo było co się z nimi stało iz jakiego powodu zniknęły. Pewne jest spowodowanie nieobecności MonikiDrożyńskiej z inscenizacji &lt;i&gt;Halki &lt;/i&gt;jak zadotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pewne jest niestety, że wystawy nie ma wfoyer, jak również nie uświadczysz jej prac w programie. Prawda, drogąnieoficjalną dotarły do artystki skąpe informacje. Jej wystawa została zdjęta wdniu konferencji prasowej z powodu dyspozycji wydanej – jakże by inaczej –ustnie przez pełnomocnika dyrektora naczelnego Katarzynę Nowicką. Przyczynąusunięcia prac miała być obawa przed niepoprawnością polityczną i sprawamisądowymi. W ostatniej chwili Opera Narodowa zmieniła drukowany program, żebywymazać obecność niepoprawnych jej zdaniem prac.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Do dniadzisiejszego Monika Drożyńska nie została oficjalnie poinformowana przez TeatrWielki Operę Narodową ani o samym fakcie usunięcia prac, ani o przyczynach tejdecyzji. Zamiast komentować tę sytuację (nie znam bowiem stanowiskadyrekcji), pragnę pozostawić czytelników z kilkoma pytaniami. Po pierwsze, czyprzypadek Moniki jest odosobniony, czy Teatr Wielki Opera Narodowa zwykł w tensposób postępować ze wszelkimi artystami z nim współpracującymi? A jeśli nie,to jakie jest kryterium, doboru „lepszych” i „gorszych” artystów? Następniecisną się na usta pytania o to czy przedstawiciel instytucji narodowej(publicznej po prostu) może sobie pozwolić na podejmowanie decyzji, która jestzaprzeczeniem dotychczasowych zobowiązań tej instytucji i która nawet wminimalnym stopniu nie szanuje ani pracy zaproszonego autora, ani samej jegoosoby? Czy pełnomocnik dyrektora może podejmować decyzje w kwestii ocenypoprawności politycznej dzieła? Czy może to czynić jednoosobowo i nie tłumaczyćprzed nikim z tej decyzji?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ta historia –jak widać – nie ma happy endu. Jak to zwykle z historiami cenzury bywa.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://monika.drozynska.pl/index.php?mact=News,cntnt01,detail,0&amp;amp;cntnt01articleid=34&amp;amp;cntnt01dateformat=%25d.%25m.%25Y&amp;amp;cntnt01lang=pl_PL&amp;amp;cntnt01returnid=52"&gt;&lt;i&gt;Libretto &lt;/i&gt;Moniki Drożyńskiej &lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-801567062029286344?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/801567062029286344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2012/01/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/801567062029286344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/801567062029286344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2012/01/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html' title=''/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-r1pBYc3hBFU/TyfUdFOcYNI/AAAAAAAAAkw/sY1xc48RZxw/s72-c/IMG_9392.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-8719382654767842827</id><published>2012-01-02T11:35:00.000+01:00</published><updated>2012-01-02T20:02:32.052+01:00</updated><title type='text'>Widzenie Ezechiela</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-BMrvew2XDXI/TwGHa-wxL-I/AAAAAAAAAkQ/i-dVVs7_jjg/s1600/zdj%25C4%2599cie2514_001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-BMrvew2XDXI/TwGHa-wxL-I/AAAAAAAAAkQ/i-dVVs7_jjg/s320/zdj%25C4%2599cie2514_001.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zobaczone 1 stycznia 2012 na znaku drogowym, po wyjeździe z wiaduktu na Miodowej, tuż obok muru nowego cmentarza żydowskiego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-8719382654767842827?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/8719382654767842827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2012/01/widzenie-ezechiela-wg-rafaela-beatles-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8719382654767842827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8719382654767842827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2012/01/widzenie-ezechiela-wg-rafaela-beatles-i.html' title='Widzenie Ezechiela'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-BMrvew2XDXI/TwGHa-wxL-I/AAAAAAAAAkQ/i-dVVs7_jjg/s72-c/zdj%25C4%2599cie2514_001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3840092414536713843</id><published>2011-12-14T22:23:00.014+01:00</published><updated>2011-12-15T18:50:19.467+01:00</updated><title type='text'>O krytyce</title><content type='html'>W przedostatnim numerze "Tygodnika Powszechnego" &lt;a href="http://tygodnik.onet.pl/0,71550,nobel_2040,komentarz.html"&gt;Marian Stala komentuje inicjatywę&lt;/a&gt; "Gazety Wyborczej", by wybrać najwybitniejszych przedstawicieli młodej literatury w Polsce - po to, żeby przewidzieć kto dostanie literackiego Nobla 2040. (&lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/JasKapela/Nobel2040/menuid-244.html"&gt;Inicjatywę punktuje złośliwie Jaś Kapela&lt;/a&gt;). Wiadomo, media się stabloidyzowały, nie mogą napisać nic nudnego, za długiego, zbyt poważnego, wymagającego więcej niż kilka sekund (pół minuty to już za dużo) uwagi. Dobry przekaz medialny elektryzuje, angażuje emocje, więc trzeba robić głupie rankingi, kompletnie bez sensu oprócz zasadniczego sensu marketingowego. Nie zamierzam dłużej się znęcać nad tym pomysłem, dodam tylko, że nie pojmuję skąd akurat pomysł na Nobla 2040, a nie Nobla 2020 czy 2060. W czym rok 2040 góruje nad innymi datami? Oświećcie mnie, bo jestem oporna. Czy twórcy w żłobkach, bądź nieco starsi, nie są warci uwagi? Witkowski ma być lepszy od Rudnickiego, a Masłowska od Stasiuka? Bez sensu. A pozostając przy tak infantylnym sposobie myślenia o przyszłości, dlaczego nie pomijać faktu, że przyszli geniusze e-bookowej literatury właśnie się rodzą? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mariana Stalę akcja "Nobel 2040" zainspirowała do wyciągnięcia daleko idących wniosków. Ponieważ mowa jest o dzisiejszym stanie krytyki, jego komentarz można rozciągnąć na inne dyscypliny. Cytuję: "...kto dzisiaj pisze o&amp;nbsp;najnowszej literaturze, kto wpływa  na kształtowanie jej obrazu? Skład powołanego przez „Gazetę” jury  sugeruje, że ekspertami w&amp;nbsp;dziedzinie nowej i&amp;nbsp;najnowszej literatury  (inaczej: w&amp;nbsp;dziedzinie tego, co jest aktualnie wydawane) są najczęściej  dziennikarze działów kulturalnych codziennych gazet i&amp;nbsp;opiniotwórczych  tygodników; akademiccy literaturoznawcy liczą się wtedy, gdy pojawiają  się we wspomnianych mediach. Znaczy to – między innymi – tyle, że model  krytyki, wykształcony w&amp;nbsp;drugiej połowie XX w., przechodzi głęboki  kryzys, a&amp;nbsp;słowo „krytyk” powinno być używane oszczędnie." - pisze Stala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic dodać, nic ująć. Mamy do czynienia ze schyłkiem znaczenia krytyki, w sensie dokonywania głębszej interpretacji. Pozycję krytyka podmywa bardzo silny prąd: kierowanie się mediów w stronę rozrywki. Infotainment. Culttainment, kult skandali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiednikiem ankiety mogą być &lt;a href="http://www.polityka.pl/paszportypolityki"&gt;Paszporty "Polityki"&lt;/a&gt;. Oczywiście, Paszporty to dłuższa historia, już pewna tradycja i wyrobiona "marka" (nie znoszę tego słowa). Paszporty, jak wskazuje na to ich historia i lista zwycięzców, wynikają zapewne z chęci bycia spektakularnym i z logiki rozrywki. Właśnie ogłoszone nominacje za rok 2011 mają otrzymać szersze potwierdzenie (nie tylko środowisko je akceptuje, lecz i świat szerszy). Stąd wzięło się aż dziesięciu członków jury w kategorii "Sztuki wizualne" - i znaleźli się tu po połowie kobiety i mężczyźni, jest tu i wpływowa bloggerka i pisma branżowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwaga Stali pozostaje mimo to aktualna. Nie ma tu żadnych akademików, są przedstawiciele albo popularnych mediów, albo mediów branżowych, ale jednak bardziej strawnych dla "ludzi z zewnątrz". Oczywiście, nie chodzi mi o to, żeby nagroda była przyznawana ludziom nominowanym tylko przez nasze środowisko, zwracam tylko uwagę na pewne tendencje. Same w sobie nie są złe i doskonale zgadzają się z tendencją galerii publicznych, by iść w stronę "edukacji" i zwiększonej "partycypacji". Dobrze jednak, że istnieje przeciwieństwo Paszportów "Polityki" ciągnących w stronę kontrolowanej popularności (co wschodząca klasa średnia polubi): &lt;a href="http://msl.org.pl/ms2/article/1701/sub,wydarzenia/pic,4310"&gt;Nagroda Kobro, przyznawana w Łodzi&lt;/a&gt; przez artystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak osoby nie trawiące "naukawego" języka towarzyszącego najczęściej interpretacjom nowej sztuki, a mające potrzeby wychodzące poza poziom "Faktu", no może trochę więcej, ale niewiele, nie znajdą strawy w akcji "Polityki" - pisma, które tymi nagrodami ma potwierdzić fakt bycia wyznacznikiem zmian w stylu życia starej inteligencji: sytuującej się pomiędzy wygranymi nowego czasu (pretendentami) a&amp;nbsp; starą inteligencją proweniencji lewicowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mam na myśli? Ułatwię Wam: nie jest to ostra, wyrazista krytyka, lecz osobiste "get no satisfaction": dobrze, że istnieją takie akcje i nagrody, ale co na to poradzę, że mnie śmiertelnie nudzą? Są nijakie i mało twórcze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3840092414536713843?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3840092414536713843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/12/w-przedostatnim-numerze-tygodnika.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3840092414536713843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3840092414536713843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/12/w-przedostatnim-numerze-tygodnika.html' title='O krytyce'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1957092821200483165</id><published>2011-11-26T17:12:00.001+01:00</published><updated>2011-11-26T17:14:06.725+01:00</updated><title type='text'>Zupa</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Na wystawie Tillmansa w Zachęcie pokazują wiele zdjęć zaaranżowanych przez samego artystę, jak piszą w objaśnieniach wystawowych, w wielką instalację, gdzie tematy seksualności przeplatają się z politycznymi, a te z czystą estetycznością zdjęcia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Gdy wybierałam się do Zachęty, ostrzegano mnie: „po co się tam wybierasz, czeka cię nuda, a nuda to coś najgorszego co w sztuce może się zdarzyć”. Zgadzam się, że nuda jest trudna do zniesienia, aczkolwiek ja sama właściwie z nudą się przyjaźnię, jest moją starą przyjaciółką.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Wybrałam się. Miły pan spytał mnie „pierwszy raz w Zachęcie?” – i uznałam to za komplement. Był bardzo opiekuńczy, wyjaśnił mi, że nie ma karteczek z objaśnieniami, co ludziom zasadniczo się nie podoba, ale tak chciał artysta. Czułam się trochę przytłoczona opiekuńczością.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Wystawa za to jest pełna powietrza, kolorów. Obrazy nie atakują, ale otaczają. Ulubione tematy laureata nagrody Turnera z 2000 roku to kwiaty, fragmenty z codziennych martwych natur, jakie serwuje nam nasze prywatne życie (brudne naczynia w zlewie itp.), ludzie, manifestacje polityczne, artykuły, maile, ilustracje prasowe, źle wydrukowane. Tillmans wykorzystuje wizualne archiwum, jakie nieustanne gromadzi. Rzeczy, które wpadają mu w oko. A oko ma wszystkożerne, mimo to wszystko nosi wyraźny ślad jego wyboru i osobistych upodobań.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Uderzające jest to, że Tillmans traktuje wszystko w ten sam sposób, ludzi i przedmioty, źle zadrukowane kartki papieru, dobrze zadrukowane kartki, które jednak są pomięte, maile o błędzie w dostarczaniu wiadomości, informacje prasowe, twarze, widoki z balkonu; kolory, plamy, płaszczyzny i obrazy. Z równą uwagą traktuje złe widzenie i dobre. Płaskie zdanie kuratorki wystawy, że widzi „piękno świata” po zastanowieniu wydaje się trafne. Otóż piękno, wartości estetyczne są najważniejszymi dla niego (jak się zdaje) w kwestii wyboru takiego a nie innego obrazu. Wycięcia tego obrazu z widzianego przez niego świata. Obraz gotującego się groszku jest tak samo ważny jak obraz świateł w dyskotece. Ludzie nie są tak bardzo ważni, można nawet powiedzieć, że Tillmans przejawia poważne schorzenie widzenia. Psychologowie dowiedli, że cechą ludzkiej percepcji jest wyszukiwanie w każdym motywie twarzy. Tillmans odwrotnie: w twarzy widzi to samo co w obrazie drzew w parku, miasta widzianego z lotu ptaka, zwierzęcia w zoo czy zbliżenia kwiatu. Widzi fragmenty, większe i mniejsze. Kilka tematów pojawia się z mocą refrenu, moją uwagę przyciągnęły obrazy snu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dlHicFT_yPI/TtEO9c1fbnI/AAAAAAAAAjY/lbytjOGxF-g/s1600/WT11_20.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-dlHicFT_yPI/TtEO9c1fbnI/AAAAAAAAAjY/lbytjOGxF-g/s320/WT11_20.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Lecz z jeszcze większą siłą zatrzymało mnie jedno zdjęcie. To &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Ursuppe &lt;/i&gt;(2010). Nie podoba mi się ten tytuł, niepotrzebnie dopowiada. Zdjęcie jest sporych rozmiarów wydrukiem z drukarki atramentowej. Przedstawia całkiem ładną kompozycję, płaską, pozbawioną głębi. Jej kolorystyka to chromowe zielenie, ciepłe odcienie, wpadające w żółcie i brązy. Kolory błota i gnicia. Kolory bezformia. I rzeczywiście, to obraz tak wykadrowany, by nie było widać całości, fragment chodnika i ulicy, pokrytych liśćmi lub jakiegoś płytkiego zbiornika wodnego i jego obrzeżenia, wszystko przysypane liśćmi. Liście te leżą i grubą warstwą pokrywają grunt. I zmieniają swój stan skupienia. To zdjęcie pokazuje zmianę czegoś określonego w coś, co jest pozbawione definicji. Forma liści się psuje, wszystko staje się jedną masą. Obraz śmieci, gnicia, butwienia, stawania się masą, nawozem. Obraz ten jest bardzo piękny. Co w nim intryguje, to przemiana, zanikający kształt, osobowość rzeczy. Za chwilę przestaniemy rozróżniać formę liści.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;To tak jak w komputerowej sztuce Tillmansa. Masz wrażenie, że nie liczą się indywidualności, konkrety. W jego oczach wszystko się miesza i tworzy pierwotną zupę obrazów, miazgę fragmentów, które razem składają się na jakąś masę. Trochę tak, jakby zmieszać ze sobą plastelinę o różnych kolorach. Tworzy się wtedy szarobury. Kolor ziemi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://www.zacheta.art.pl/"&gt;zacheta.art.pl &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1957092821200483165?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1957092821200483165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/11/zupa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1957092821200483165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1957092821200483165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/11/zupa.html' title='Zupa'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dlHicFT_yPI/TtEO9c1fbnI/AAAAAAAAAjY/lbytjOGxF-g/s72-c/WT11_20.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6271417625149923520</id><published>2011-11-25T13:33:00.000+01:00</published><updated>2011-11-25T13:33:16.521+01:00</updated><title type='text'>Festiwal performance</title><content type='html'>W Zamku Ujazdowskim trwa właśnie EPAF - Europejski Festiwal Performance.&lt;br /&gt;W tym roku odbywa się już 6. edycja, nacisk został położony na młodych artystów, gośćmi specjalnymi są performerzy i performerki z Chin.&lt;br /&gt;Zapraszam do czytania relacji - na stronie bloga festiwalowego!&lt;br /&gt;&lt;a href="http://epaf-festival.blogspot.com/"&gt;epaf-festival.blogspot.com&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6271417625149923520?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6271417625149923520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/11/festiwal-performance.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6271417625149923520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6271417625149923520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/11/festiwal-performance.html' title='Festiwal performance'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1305611302523540863</id><published>2011-11-14T19:42:00.042+01:00</published><updated>2011-11-15T18:31:18.662+01:00</updated><title type='text'>W sprawie artystów i zwierząt</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wracam po przerwie i dziękuję za czytanie tekstów i kibicowanie blogowi w trakcie mojej nieobecności. Wasza uwaga wiele dla mnie znaczy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na początek zwracam uwagę na recenzję z wystawy akcjonistów wiedeńskich, jaka właśnie otworzyła się w krakowskim muzeum Mocak. Dorota Jarecka w "Gazecie Wyborczej" pisze: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;To prawda: wiedeńscy akcjoniści urządzali drastyczne akcje połączone z  zarzynaniem zwierząt i spuszczaniem z nich krwi. Prawdą jest jednak  także, że nie była to powierzchowna i głupawa reakcja na to, że  wiedeńczycy chodzą do opery i jedzą knedle, ale generalne odrzucenie współczesnej kultury jako zakłamanej.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Zgoda, nie zatrzymywali się na knedlach. Zgoda, gwałtownie kontestowali austriacką, zakłamaną &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Gemütlichkeit. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Brus był najinteligentniejszy, a Mühl zbłądził? Nie za łatwe? Co z tego wynika? Dlaczego jeden jest oceniany jako ten, co się utrzymał w granicach sztuki, a drugi - trzymając się tej samej logiki - poza nie wyszedł? Dorota cytuje krytyczną opinię Michela Houellbecqua z "Cząstek elementarnych" i twierdzi, że autor się myli. &lt;i&gt;Pod płaszczykiem artystycznych wyczynów akcjoniści wiedeńscy, tacy jak  Nitsch, Muehl czy Schwarzkogler, dopuszczali się masakrowania zwierząt  na oczach publiczności. Tłumy kretynów patrzyły, jak (...) rozciągają  organy i wnętrzności, zanurzają ręce w mięsie i krwi, doprowadzając  niewinne zwierzęta do ostatecznych granic cierpienia - podczas gdy jakiś  palant fotografował czy filmował tę jatkę, by wystawić otrzymane w ten  sposób dokumenty w galerii sztuki.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Teraz czego ja bym się chciała dowiedzieć, to dlaczego etyczny wymiar traktowania zwierząt u akcjonistów, nie jest tak ważny jak ich cel. Oczywiście, gwałt, przemoc, agresja - i rytuały. A jednak to podstawowy problem, jak przebrnąć przez krew, przez litry przelanej krwi i przez mękę zwierząt zaszlachtowanych dla potrzeb artystów. Zabite jagnięta&amp;nbsp; w ilościach przemysłowych, świnie, przelana krew, nadzy ludzie polewani krwią zabitych zwierząt. Trupia sztuka. Potrzeba o tym wspomnieć i zapytać czy można występować w słusznej sprawie posługując się niesłusznymi środkami?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A dodatkowo przypomnę tylko, że wielka afera w Polsce lat 90. wybuchła wokół &lt;i&gt;Piramidy zwierząt &lt;/i&gt;Katarzyny Kozyry&lt;i&gt;. &lt;/i&gt;Akcjoniści działali jednak dawno, nie w Polsce, i dodatkowo byli facetami - to powód, dla którego wszystko jest OK. No i jeszcze rynek sztuki ma ich w swoim posiadaniu. Kozyra nie tworzyła zaś żadnego teatru ani orgii, po prostu wykorzystała jednego konia i tak skazanego na rzeź. Notabene, właśnie otwiera się jej "Wystawa" w krakowskim Muzeum Narodowym.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,10635958,Wykrwawiona_rewolucja.html"&gt;tekst Doroty Jareckiej&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1305611302523540863?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1305611302523540863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/11/tejsdzien-dobry.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1305611302523540863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1305611302523540863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/11/tejsdzien-dobry.html' title='W sprawie artystów i zwierząt'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3259061526837918440</id><published>2011-09-03T03:00:00.009+02:00</published><updated>2011-09-08T01:12:32.197+02:00</updated><title type='text'>Aktualia</title><content type='html'>&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;W maju 2011 roku premier Donald Tusk podpisał Pakt dla Kultury stworzony przez Obywateli dla Kultury. Ciekawe, choć często nieadekwatne komentarze do treści Paktu&amp;nbsp; można znaleźć na stronach „Dwutygodnika”. Oprócz oceny samej inicjatywy Obywateli dają także obraz mentalności ludzi kultury, przede wszystkim związanych z Warszawą, jej układem sił, jej instytucjami i organizacjami.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Tymczasem wakacje się kończą i zaczyna się dziać, także i w sferze kultury (ostatecznie to rok wyborczy, więc jeszcze coś się dzieje). Od dawna nie śledzę polskiej sceny artystycznej całościowo, oto zatem moje uwagi cząstkowe.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Dostałam maila od Kuby Szredera. Znajduje się tam informacja o stronie art-leaks.org, gdzie można opisywać haniebne praktyki związane z polityką kulturalną danego kraju, miasta, instytucji. To sprowokowało mnie do kilku uwag. Nie miałam zamiaru specjalizować się w wypowiadaniu pesymistycznych opinii o sytuacji wysoko kwalifikowanych pracowników&amp;nbsp; kultury w Polsce, to jednak ta strona przypomniała o całej rzeszy pozbawionych głosu osób (bo i nie chcących sobie szkodzić wypowiedziami – lęk jest cały czas w Polsce niezwykle ważnym elementem kształtującym postawy ludzi sztuki w sferze publicznej, a i po prostu kalkulacja kosztów, zamykająca usta, spychająca postawy reformatorskie do sfery plotkowania, niezwykle rozwiniętego w naszej branży). Tak więc, dlaczego w polskiej dyskusji o pracy nie ma się świadomości o całkowitym zejściu do nizin ludzi związanych z kulturą? Kulturą pierwszego kontaktu? Wszyscy instruktorzy, wychowawcy i pisarze, ale także i krytycy i kuratorzy, żyją z tak często i z lubością przez sympatyków lewicy opisywanej „precarious work” – pracy, która tylko uzależnia człowieka nie pozwalając mu na nic innego, daje tak nędzne pieniądze, że pozwalają one na przeżycie co najwyżej dwóch tygodni. W Polsce ta haniebna sytuacja nie dotyczy jedynie pracowników ochrony czy supermarketów. Dotyczy ona w całej rozciągłości kultury. Do powszechnej w kulturze pensji 1400 czy 1500 na rękę trzeba dorobić, żeby przeżyć. Ci, którzy niezłomnie apelują o etyczność kuratorów i krytyków powinni uwzględnić także ich sytuację życiową. Z tego właśnie powodu namawiam pracowników kultury do tego, żeby raz na zawsze przestać je dofinansowywać własne instytucje. Przy śmieciowej pensji, zarzutach o nieetyczność i braku zrozumienia dla pracy twórczej nie wkładać własnych funduszy w przygotowywanie projektów w miejscach pracy! Proszę mi pokazać która instytucja interesuje się finansowaniem wyjazdów i kupowaniem książek. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Pracę w kulturze można porównać do pracy w Biedronce – to, aż przykro mi to pisać, praca „śmieciowa”: płaca nie pozwala na przetrwanie. To praca taka, jak opisywane przez Barbarę Ehrenreich zajęcie w amerykańskim Wal-Mart. Masz pracę (a w kulturze masz także i umiejętności), a pozostajesz pariasem. Popatrz na pracowników jakiejkolwiek instytucji sztuki najnowszej w Polsce, a dostrzeżesz tę prostą i aktualną zasadę rynku pracy.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Nagłaśniana przez Ogólnopolskie Forum Sztuki Współczesnej historia kuratorki Milady Slizińskiej, która po latach pracy i wielu niezłych wystawach została zwolniona przez dyrektora Fabbia Cavalucciego, wydaje się potwierdzać moje uwagi. Oczywiście, rzeczą niezwykłej wagi jest solidarność środowiskowa i uznanie zawodowe, których wyrazy są publikowane w dużej ilości przez OFSW. Dlaczego jednak Forum wywiera presję na dyrektorze CSW? Dlaczego go &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;de facto &lt;/i&gt;oskarża? Decyduje się na konkretną interwencję nie zdając sobie sprawy z gry interesów, jaką akcja ujawnia, publikując emocjonalne głosy osób oburzonych, wkraczając bezceremonialnie w życie instytucji kultury? Rzecz jasna, środowisko ma prawo wyrażać krytykę instytucji i jej dyrektora (w tym wypadku poprzez swojego przedstawiciela), jednak, by być wiarygodne, powinno swoje zaangażowanie w konkretne spory przenosić także na płaszczyznę bardziej generalną, powinno używać maksymalnej rozwagi: spokojnie i merytorycznie wyjaśniać swoje cele, zaangażować profesjonalistów, poza podejrzeniami o rozgrywanie swoich interesów. Inaczej będzie się niewiarygodnym i nieskutecznym w walce o jakość pracy w kulturze. Tymczasem zaangażowanie OFSW powiela najgorsze wzory reakcji środowiskowej i pokazuje dlaczego nasze środowisko jest tak słabe i pozbawione realnego oddziaływania na świat zewnętrzny: posługuje się emocjami, szantażem, wykluczeniami, hasłami typu „my wiemy, jak tam jest źle, a wy nie wiecie”. Cała akcja zawiera niewiele argumentów merytorycznych i pachnie nagonką na Cavalucciego. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Chcę przy tym być dobrze zrozumiana: nie staję po niczyjej stronie w tym sporze, pragnęłabym – jeśli w ogóle, to wyrazistszego go naświetlenia. Jednak pamiętajmy, że dyrektor postąpił zgodnie z prawem i argumenty na swoją obronę posiada. Oczywiście, jestem całym sercem za poszanowaniem pracy kuratorów, pracy twórczej w instytucjach kultury, prawa do zachowania własnej indywidualności. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;"&gt;Życzyłabym sobie jednak przede wszystkim, aby przedstawiciel mojego środowiska mniej uczestniczył w czymś, co łatwo zasłuży na zarzut rozgrywek o władzę, a bardziej zaangażował się w ustanawianie kodeksu dobrych praktyk w polskich instytucjach kultury w ogóle. I żeby zdawał sobie sprawę z realnych warunków pracy w kulturze dzisiaj – czyniąc to punktem wyjściowym do pracy nad ich polepszeniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3259061526837918440?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3259061526837918440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/09/aktualia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3259061526837918440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3259061526837918440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/09/aktualia.html' title='Aktualia'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-411958437287567522</id><published>2011-09-02T13:51:00.005+02:00</published><updated>2011-09-02T14:03:14.198+02:00</updated><title type='text'>Laureaci FAMY</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;FAMA dobiegła już końca.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Dla warsztatów krytyki i grupy artystycznej wieści bardzo dobre.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Wśród laureatów znalazło się aż siedem (w porywach osiem) osób z nami związanych!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Tytuł HONOROWEGO LAUREATA FESTIWALU za wysoki poziom swoich prezentacji, otrzymały m.in. w kategorii "sztuki plastyczne" Magdalena Sawicka i grupa Kuku Kuku (Katarzyna Kukuła, Agata Kus) z ASP w Krakowie (a także Szymon Piasta z Politechniki Radomskiej), zaś w kategorii "dziennikarz - Tomasz Płomiński.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;NAGRODĘ IM. MARKA KASZA dla najlepszego dziennikarza festiwalu otrzymały Joanna Figarska i Magdalena Zięba – Kierownice gazety „Famazine”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Związana z warsztatem krytycznym Marta Marciniak otrzymała z kolei NAGRODĘ IM. MARIANA REDWANA, przyznawaną za poziom prezentowanych tekstów i całokształt prac związanych z literaturą na festiwalu (razem z Karoliną Iwańczyk).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Wszystkim Laureatkom i Laureatom serdecznie gratuluję!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;a href="http://www.fama.org.pl/fama2011/"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Lista wszystkich nagrodzonych&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.scribd.com/doc/62813285/Famazine-Nr1-Web-1"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Famazine 1 online&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;&lt;a href="http://www.scribd.com/doc/63604505/Famazine-2-Web"&gt;Famazine 2 online&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-411958437287567522?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/411958437287567522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/09/laureaci-famy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/411958437287567522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/411958437287567522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/09/laureaci-famy.html' title='Laureaci FAMY'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-8020969422196529367</id><published>2011-08-21T15:53:00.003+02:00</published><updated>2011-09-02T13:27:34.333+02:00</updated><title type='text'>wystawy FAMA Świnoujście</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ox6za6kblwk/TlehWyRRauI/AAAAAAAAAi8/jlMVIvD30ZI/s1600/wyatawa021.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ox6za6kblwk/TlehWyRRauI/AAAAAAAAAi8/jlMVIvD30ZI/s320/wyatawa021.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Agata Kus i Kasia Kukuła, czyli Kuku kuku na otwarciu wystawy "Siostro, basen!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-rGDX6JD5Dq8/Tlehey2AHUI/AAAAAAAAAjA/dWB7nFO8luI/s1600/wyatawa019.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-rGDX6JD5Dq8/Tlehey2AHUI/AAAAAAAAAjA/dWB7nFO8luI/s320/wyatawa019.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;rysunki Magdy Sawickiej, wystawa "Siostro, basen!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--beirMEv-RU/TlehnWvo_rI/AAAAAAAAAjE/eqZDI0oQVm0/s1600/wyatawa018.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/--beirMEv-RU/TlehnWvo_rI/AAAAAAAAAjE/eqZDI0oQVm0/s320/wyatawa018.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Robot Eweliny Borowieckiej, wystawa "Siostro, basen!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-u7UZsILEUpA/TleiT_eI-9I/AAAAAAAAAjI/dD7eH8gT868/s1600/wyatawa014.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-u7UZsILEUpA/TleiT_eI-9I/AAAAAAAAAjI/dD7eH8gT868/s320/wyatawa014.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;"Piksele" Agaty Dębickiej, wystawa "Siostro, basen!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-rGNQiyshcv8/TleiZ82PqtI/AAAAAAAAAjM/q7gtxTJOQ9U/s1600/wyatawa012.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-rGNQiyshcv8/TleiZ82PqtI/AAAAAAAAAjM/q7gtxTJOQ9U/s320/wyatawa012.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Praca grupy z Radomia, wystawa "Siostro, basen!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_kIPFWjfmpc/TleipgSwpoI/AAAAAAAAAjQ/R0i1-CjgAKQ/s1600/kukukuku001.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-_kIPFWjfmpc/TleipgSwpoI/AAAAAAAAAjQ/R0i1-CjgAKQ/s320/kukukuku001.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Plakat wystawy plażowej "W tych pięknych okolicznościach przyrody"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ydIj8I5TLyI/Tleiye3baiI/AAAAAAAAAjU/mhf8df2jAOs/s1600/kukukuku002.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-ydIj8I5TLyI/Tleiye3baiI/AAAAAAAAAjU/mhf8df2jAOs/s320/kukukuku002.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wystawa plażowa "W tych pięknych okolicznościach przyrody"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie fotografie: Karolina Falkiewicz, &lt;a href="http://cannon-cat.blogspot.com/"&gt;cannon-cat.blogspot.com&lt;/a&gt; - można tam znaleźć więcej zdjęć z tegorocznej Famy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj otwarcie "Siostro, basen!" - wystawy młodych artystów w Basenie Północnym w Świnoujściu. A wcześniej projekt na plaży - grupy Kuku Kuku z Krakowa! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.iswinoujscie.pl/artykuly/19219/"&gt;Siostro, basen!&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.iswinoujscie.pl/artykuly/19224/"&gt;W tych pięknych okolicznościach przyrody &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-8020969422196529367?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/8020969422196529367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/08/wystawy-fama-swinoujscie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8020969422196529367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8020969422196529367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/08/wystawy-fama-swinoujscie.html' title='wystawy FAMA Świnoujście'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Ox6za6kblwk/TlehWyRRauI/AAAAAAAAAi8/jlMVIvD30ZI/s72-c/wyatawa021.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-50045083911255490</id><published>2011-08-20T20:55:00.001+02:00</published><updated>2011-08-21T15:43:28.978+02:00</updated><title type='text'>FAMA blog Świnoujście</title><content type='html'>Polecam: wizualno-tekstowy dziennik ze Świnoujścia w trakcie trwania &lt;a href="http://famateksty.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?0"&gt;FAMY&lt;/a&gt;, autorzy: Marta Marciniak i Janek Owczarek. Odkrywanie miasta w szczycie sezonu turystycznego i znanego festiwalu młodych artystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwaga! Trzeba kliknąć w zakładkę "czytaj bloga"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-50045083911255490?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/50045083911255490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/08/fama-blog.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/50045083911255490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/50045083911255490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/08/fama-blog.html' title='FAMA blog Świnoujście'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-838147588608131258</id><published>2011-06-29T23:20:00.001+02:00</published><updated>2011-06-29T23:26:38.321+02:00</updated><title type='text'>Osobisty przewodnik po Lublinie</title><content type='html'>Polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stowarzyszenie Homo Faber w Lublinie organizuje indywidualne oprowadzanie po mieście!&lt;br /&gt;Jak ogłaszają organizatorzy programu "Lublin Szeptany" - &lt;i&gt;Nie chcemy oprowadzać wszystkich. Oprowadzimy każdego z osobna! &lt;/i&gt;Pomysł jest świetny: różne osoby, które mają do powiedzenia coś niebanalnego i osobistego o mieście, prowadzą swoim szlakiem po Lublinie. To jest zarejestrowane i do ściągnięcia ze strony:&lt;span class="style" style="line-height: 24px;"&gt;&lt;/span&gt; www.szeptany.lublin.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można wybierać wśród różnych tras, np. "Lublin żydowski" (oprowadza Robert Kuwałek), "Kryminalny" (Marcin Wroński), "Opozycyjny" (Barbara i Andrzej Pleszczyńscy, Michał Stanowski, Dariusz Wójcik), "Anarchistyczny" (Kazik Malinowski) i wiele innych., a także zaproponować trasy w językach obcych, włączając arabski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ładujesz oprowadzanie na swoją mp trójkę i wędrujesz po mieście kiedy chcesz z własnym osobistym przewodnikiem. Spróbujcie sami!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.szeptany.lublin.pl/Szeptany_Lublin/Home.html"&gt;Lublin Szeptany&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-838147588608131258?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/838147588608131258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/osobisty-przewodnik-po-lublinie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/838147588608131258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/838147588608131258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/osobisty-przewodnik-po-lublinie.html' title='Osobisty przewodnik po Lublinie'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-708879449113144570</id><published>2011-06-14T00:42:00.074+02:00</published><updated>2012-01-02T19:55:05.149+01:00</updated><title type='text'>Podstawowa niejasność</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-B-DD1m3L5AM/TfaPBC-_x_I/AAAAAAAAAiw/7KLyypp6Tlg/s1600/BLU.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240px" src="http://4.bp.blogspot.com/-B-DD1m3L5AM/TfaPBC-_x_I/AAAAAAAAAiw/7KLyypp6Tlg/s320/BLU.JPG" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-RZfyCQGL5Dc/Td-PWa3Ng4I/AAAAAAAAAig/rEvb4f4XLn4/s1600/blu.JPG"&gt;&lt;span style="color: blue; text-decoration: none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;mural Blu na Starym Podgórzu w Krakowie, maj 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę się w tym miejscu rozpisywać o festiwalu ArtBoom, którego - jak zgodnym chórem twierdzą krytycy - Kraków bardzo potrzebuje. Do tej pory nie miałam okazji&amp;nbsp;uczestniczyć w jego wydarzeniach, choć mam nadzieję, że to się w końcu uda.&amp;nbsp;Festiwal dopiero się zaczął. Już teraz jednak mogę zwrócić uwagę,&amp;nbsp;że opisany na stronie &lt;a href="http://www.artboomfestival.pl/"&gt;http://www.artboomfestival.pl/&lt;/a&gt; program wydarzeń bywa enigmatyczny. Trudno dojść&amp;nbsp;gdzie się co odbywa. Są także wydarzenia, na które trzeba się zapisywać i jest mało miejsc. Znakiem tego roku jest - jak się zdaje -&amp;nbsp;często odwołanie do „ekskluzywności”.&amp;nbsp;Być może dlatego program został ogłoszony ledwie na 2 tygodnie przed otwarciem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zapominajmy, że Festiwal ArtBoom, którego organizatorem jest Krakowskie Biuro Festiwalowe, to – cytując za stroną internetową – &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;eksplozja sztuki współczesnej w przestrzeni publicznej, sztuki, która prowokuje, zastanawia, wchodzi w interakcję z widzem, sprzyja kontemplacji&lt;/i&gt;. Wydarzenie wchodzi w skład serii festiwali mających za zadanie podtrzymać wizerunek Krakowa jako polskiej stolicy kultury. Powyższa strategia promocji miasta nazywa się „6 zmysłów” i powstała w 2008 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest trzecia edycja ArtBoomu,&amp;nbsp;którego dyrektorem artystycznym jest Małgorzata Gołębiewska, związana z&amp;nbsp;Fundacją Wschód Sztuki&amp;nbsp;i galerii Art Agenda Nova. Poprzednie dwie edycje traktowane były przez krytyków mimo wszystko ulgowo, krytykowane, ale jednak mówiono, że miasto potrzebuje, że to niezbędny oddech wolności w straszliwie klaustrofobicznym Krakowie itp. Tegoroczna strategia jest inna, mniej artystów, mniej sław, jeszcze więcej za to kuratorów i osób odpowiedzialnych. I haseł o zwrocie w stronę samego miasta, jego mieszkańców i&amp;nbsp;jego problemów. Stworzony został ZOM - Zakład Odzyskiwania Miasta, złożony z grupy kuratorów i kuratorek, którzy we współpracy z miejskimi aktywistami deklarują utworzenie &lt;i&gt;laboratorium miejskości. &lt;/i&gt;Oprócz sław i spektakularnych realizacji, jak Jenny Holzer (która wcześniej za tym samym pobytem pojawiła się w Poznaniu) i David Černy, pojawił się przenośny namiot, gdzie głos oddano&amp;nbsp;aktywistom, artystom,&amp;nbsp;pracownikom&amp;nbsp;domów kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to zapowiada się nieco enigmatycznie, może niezbyt spójnie (tzn nie stoi za tym jakaś wizja po co i dla kogo właściwie ten festiwal), lecz ciekawie. O wydarzeniach może jeszcze napiszę, a na razie wspomnę tylko o zasadniczej niejasności, której poczucie towarzyszy mi od momentu gdy zapoznałam się z pierwszymi przejawiami ArtBoom 2011. Dwa przykłady. Mural BLU na Starym Podgórzu. Pojawił się bodaj najwcześniej - jako zapowiedź festiwalu. Notabene, Stare Podgórze zdaje się być ulubioną dzielnicą dla arbitralnych lokalizacji dzieł artystycznych w "przestrzeni publicznej". Jest to miejsce bardzo wygodne, bo nie opanowane doszczętnie przez developperów, stąd łatwiej pewnie uzyskać zgody na lokalizacje, a przy tym znajdujące się odpowiednio blisko do centrum i jednocześnie w bezpieczny oddaleniu od Wawelu. W podobnej lokalizacji znalazł się w 2009 roku korytarz Mirosława Bałki i rzeźba &lt;i&gt;Kardynał &lt;/i&gt;Joanny Rajkowskiej w Wildze. Nowy mural, autorstwa renomowanego autora, wygląda z drugiej strony Wisły jak… reklama wielkiego kufla piwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobieństwo błędnego odczytania treści muralu wzmaga fakt, że tuż obok znajduje się znany pub i miejsce koncertów – Drukarnia, które notabene – jak wieść niesie – będzie się zwijało z powodu podwyżek czynszu. W miejscu tym powstało już jednak zagłębie knajpiane dla młodej, dorabiającej się klasy średniej, więc mural jak najbardziej na miejscu. A jednak to, co z daleka wygląda jak reklama złocistego trunku, z bliższego dystansu okazuje się być hybrydą dzwonu z emblematami papieskimi z tubą do głośnego mówienia.&amp;nbsp;Tak więc wymowa prosta: ogłupieni ludzi (odmalowani u dołu) podążają ślepo za Kościołem. I tu pytanie: dlaczego miasto zamawia antypapieski mural? To samo miasto, które angażuje się organizacyjnie i finansowo w organizację beatyfikacji Jana Pawła II. Skoro tak, to mural BLU jest mrugnięciem okiem w stronę młodszej publiczności – „wiemy jak to jest, jesteśmy fajni i… pseudokrytyczni”. Problemami gentryfikacji miejsca lokalizacji muralu BLU żaden z licznych autorów / kuratorów / organizatorów ArtBoomu nie zaprząta sobie przy tym głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny przykład niejasności. Festiwal reklamuje się&amp;nbsp;filmikiem. Bodajże w telewizji tramwajowej poznałam jedno z tegorocznych haseł:&amp;nbsp;„odzyskać miasto”,&lt;br /&gt;się także w nazwie&amp;nbsp;kolektywu ZOM.&amp;nbsp;I ja nie rozumiem. Jak to? Miasto chce odzyskać miasto? Prezydent Majchrowski , który zaprasza na "ArtBoom Festival " odzyskuje? Dla kogo? W imię czego i kogo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiadomo, neoliberalizm potrafi wchłonąć wszystko, przerobić nawet najbardziej szlachetne i szczere hasła na rozrywkę. Miasto zatem w 3. Edycji ArtBoomu firmuje krytyczny namysł nad samym sobą i zaprasza do programu rozmaitych działaczy miejskich, których przez resztę roku ma w nosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafię pozbyć się wrażenia, że ArtBoom, mimo zdecydowanie większego wysiłku włożonego w tym roku w przemyślenie programu,&amp;nbsp;traktuje mieszkańców Krakowa jako rodzaj dekoracji. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-708879449113144570?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/708879449113144570/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/podstawowa-niejasnosc.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/708879449113144570'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/708879449113144570'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/podstawowa-niejasnosc.html' title='Podstawowa niejasność'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-B-DD1m3L5AM/TfaPBC-_x_I/AAAAAAAAAiw/7KLyypp6Tlg/s72-c/BLU.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6072545620538423112</id><published>2011-06-08T20:35:00.001+02:00</published><updated>2011-06-08T20:36:35.519+02:00</updated><title type='text'>Mały komentarz</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Mały komentarz do w „Połowie puste” – półfikcyjnej biografii Oskara Dawickiego autorstwa Łukaszów Gorczycy i Rondudy, która w zamierzeniu miała zrobić wiele towarzyskiego hałasu i która zebrała wiele entuzjastycznych recenzji. Autorzy książki założyli bloga.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;A teraz wyobraźcie sobie, że Jerzy Pilch zakłada bloga, żeby śledzić recenzje, jakie powstały po wydaniu jego ostatniej książki. Że wkłada wysiłek, żeby zapoznać się z nimi, wypowiedzieć o nich opinię. Albo że Marcin Świetlicki poświęca czas na śledzenie i recenzowanie kwestii odbioru swojego tomiku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Zdumiewające: stworzyć coś i kontrolować odbiór. Wydać książkę i recenzować recenzentów. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Strategia strachliwa, utopijna i narcystyczna zarazem.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://www.wpolowiepuste.blogspot.com/"&gt;www.wpolowiepuste.blogspot.com&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6072545620538423112?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6072545620538423112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/may-komentarz.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6072545620538423112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6072545620538423112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/may-komentarz.html' title='Mały komentarz'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1880261019895558832</id><published>2011-06-01T00:05:00.009+02:00</published><updated>2011-06-06T00:04:56.040+02:00</updated><title type='text'>Po otwarciu Mocaku</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:TrackMoves/&gt;   &lt;w:TrackFormatting/&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:DoNotPromoteQF/&gt;   &lt;w:LidThemeOther&gt;PL&lt;/w:LidThemeOther&gt;   &lt;w:LidThemeAsian&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeAsian&gt;   &lt;w:LidThemeComplexScript&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeComplexScript&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;    &lt;w:SplitPgBreakAndParaMark/&gt;    &lt;w:DontVertAlignCellWithSp/&gt;    &lt;w:DontBreakConstrainedForcedTables/&gt;    &lt;w:DontVertAlignInTxbx/&gt;    &lt;w:Word11KerningPairs/&gt;    &lt;w:CachedColBalance/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;   &lt;m:mathPr&gt;    &lt;m:mathFont m:val="Cambria Math"/&gt;    &lt;m:brkBin m:val="before"/&gt;    &lt;m:brkBinSub m:val="&amp;#45;-"/&gt;    &lt;m:smallFrac m:val="off"/&gt;    &lt;m:dispDef/&gt;    &lt;m:lMargin m:val="0"/&gt;    &lt;m:rMargin m:val="0"/&gt;    &lt;m:defJc m:val="centerGroup"/&gt;    &lt;m:wrapIndent m:val="1440"/&gt;    &lt;m:intLim m:val="subSup"/&gt;    &lt;m:naryLim m:val="undOvr"/&gt;   &lt;/m:mathPr&gt;&lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" DefUnhideWhenUsed="true"  DefSemiHidden="true" DefQFormat="false" DefPriority="99"  LatentStyleCount="267"&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="0" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Normal"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="heading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="35" QFormat="true" Name="caption"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="10" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" Name="Default Paragraph Font"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="11" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtitle"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="22" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Strong"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="20" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="59" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Table Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Placeholder Text"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="No Spacing"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Revision"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="34" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="List Paragraph"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="29" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="30" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="19" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="21" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="31" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="32" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="33" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Book Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="37" Name="Bibliography"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" QFormat="true" Name="TOC Heading"/&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-priority:99; mso-style-qformat:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin-top:0cm; mso-para-margin-right:0cm; mso-para-margin-bottom:10.0pt; mso-para-margin-left:0cm; line-height:115%; mso-pagination:widow-orphan; font-size:11.0pt; font-family:"Calibri","sans-serif"; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-theme-font:minor-fareast; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;a href="http://www.dwutygodnik.com.pl/artykul/2230-muzeum-nowe-problemy-stare.html"&gt;Karol Sienkiewicz w „Dwutygodniku”&lt;/a&gt; trafnie wypunktował uwagi o nowym muzeum, jakie padały w rozmowach ludzi zajmujących się / interesujących się sztuką i życiem artystycznym.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Co do tekstów, jakie dotychczas ukazały się w “Gazecie Wyborczej” i w “Rzeczpospolitej”, to dla mnie przykład krytyki nierozumiejącej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;W punktach:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;1. Wszystko to, co muzeum powinno mieć: wygładzone betony, szklane tafle ścian, wydizajnowana kawiarnia, bookstore – a jednak jakieś bez ducha, cech szczególnych. Może z czasem duch to miejsce oswoi? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;2. Miła obsługa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;3&lt;span style="color: black;"&gt;. Co odróżnia wystawę muzealną od wystawy w galerii?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;4. Wystawa o historii powinna nosić nazwę „Nazizm i Holocaust w sztuce (z nieśmiałymi wycieczkami w inne miejsca i czasy)”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;5. Co czyni wystawę wystawą kuratorską, czy wystarczy postawić tylko na różnorodność postaw artystów, zwłaszcza po tym, jak temat obecności historii w sztuce przedyskutowano w polskim życiu artystycznym na wiele sposobów przez ostatnie kilka lat? Po książce Izy Kowalczyk „Podróż do przeszłości. Interpretacje najnowszej historii w polskiej sztuce krytycznej” (2010), po numerach “Kontekstów”, “Literatury na Świecie”, dyskusjach na “Obiegu”?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;6. Dużo dobrych prac, wiele znanych, lepiej oglądać je bez czytania komentarzy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;7. Komentarze – stanowią przykład przerostu interpretacji i mają zastępować narrację na wystawie. Oprócz tekstów do obrazów Matejki i Malczewskiego, które wypunktował &lt;a href="http://tygodnik.onet.pl/33,0,63714,polemicznie,artykul.html"&gt;Piotr Kosiewski w „Tygodniku Powszechnym”&lt;/a&gt;, uderza chociażby komentarz do &lt;i&gt;Bitwy pod Kłobuckiem &lt;/i&gt;Jerzego&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Kosałki – jest to, jak się okazuje, przykład zgubnego wpływu szkolnej edukacji PRL. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;8. Często wątłe powiązania między pracami lub ich brak. Co robią tu przypadkowe zdjęcia przechodniów z ulicy Szewskiej w Krakowie autorstwa Beata Streulego? Dlaczego sofa Piotra Blamowskiego i to jeszcze z komentarzem, że barok był chory? Dlaczego karykatury Wyspiańskiego?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;9. Wszystko poprzyklejane do ścian. Prawie nic nie wychodzi w przestrzeń. Nisko i cicho, bo filmy nie gadają w przestrzeni, wszystko na słuchawkach. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;10. Jaką można zrobić wystawę na ten sam temat:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- dużą, historyczną pokazującą dzieje polskiego obciążenia historią w sztuce;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- problemową: tropiącą wybrane wątki współczesnych dyskusji o związkach sztuki i historii;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- wypowiadającą własny głos w polskich (i nie tylko) dyskusjach o obciążeniu historią, np. przez zaproszenie specjalistów (naukowców, intelektualistów), by wybrali swoje dzieła i zaproponowali interpretacje, nowe realizacje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;11. &lt;span style="color: black;"&gt;wystawa kolekcji – Piotr Kosiewski zastanawiał jakiej to intrygującej kolekcji zaczątek, tymczasem dominującym wrażeniem jest chaos, brak zaznaczonych wątków, kierunków, wedle jakich kolekcja ma się rozwijać. Nieujawnione kryteria dokonywania selekcji owocują wrażeniem przypadkowości – Sienkiewicz odnosi wrażenie, że kurator i tej wystawy, Maria Anna Potocka, obraziła się na najważniejszych polskich artystów. Stąd pojawił się Tomasz Bajer, stąd niedobra praca Kuśmirowskiego, stąd nie wiadomo dlaczego właściwie obrazy Bartka Materki. Można znaleźć lepsze od tych dzieł przykłady sztuki zaangażowanej politycznie, historycznie, socjologicznie. A nie ma wyjaśnienia w jakim to kontekście te, a nie inne prace są najwłaściwsze. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;12. &lt;span style="color: black;"&gt;Mam dokładnie to samo wrażenie co Karol Sienkiewicz: do sprzedaży jako miły artystyczny gadżet wybrano wyłącznie prace artystek i takie, które trzymają się stylistyki „sztuki kobiet”: robótki, szmatki, cycuszki i waginki.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Co właściwie sprawia, że budynek arbitralnie nazwany „muzeum” przeistacza się w muzeum z krwi i kości? Mocak ma być wszak muzeum miejskim i to muzeum sztuki. Nie pracują jednak w nim żadni odpowiednio wykształceni specjaliści, kustosze, nie dowiadujemy się jak owo muzeum widzi swoje zadania: jak zamierza zbierać artefakty przeszłości bądź teraźniejszości, jak je naukowo opracowywać i udostępniać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="color: black;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Na razie widzimy kilka wystaw, które kreują koncepcję Mocaku jako sporych rozmiarów galerię autorską, bo jeszcze nie centrum sztuki współczesnej. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt;"&gt;www.mocak.com.pl&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1880261019895558832?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1880261019895558832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/po-otwarciu-mocaku.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1880261019895558832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1880261019895558832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/06/po-otwarciu-mocaku.html' title='Po otwarciu Mocaku'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2596029161599309392</id><published>2011-05-24T22:18:00.003+02:00</published><updated>2011-05-24T23:36:33.426+02:00</updated><title type='text'>Modraszek</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EwmoA-fxQjA/Tdwc5uvhHCI/AAAAAAAAAic/9vgDj02vSlw/s1600/rodzina+modraszkow.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-EwmoA-fxQjA/Tdwc5uvhHCI/AAAAAAAAAic/9vgDj02vSlw/s320/rodzina+modraszkow.jpg" width="215" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;fot. &lt;a href="http://www.domfotografii.com.pl/"&gt;Podgórski Dom Fotografii w Krakowie&lt;/a&gt;, motyle skrzydła - Justyna Koeke&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Modraszek Kolektyw jest przedsięwzięciem obywatelskim, które ma za cel pokazać, że wspólne działanie ma  nie tylko sens i jest społecznie użyteczne, lecz pokazuje władzy, że powinna liczyć się z obywatelami partnera. Jest przy tym działaniem radosnym, optymistycznym, integrującym i pełnym poczucia humoru. Walka o ochronę przyrody i zachowanie niezabudowanych miejsc w mieście nie musi być przecież ponura.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://modraszekkolektyw.blogspot.com/"&gt;modraszekkolektyw.blogspot.com&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2596029161599309392?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2596029161599309392/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/modraszek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2596029161599309392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2596029161599309392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/modraszek.html' title='Modraszek'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EwmoA-fxQjA/Tdwc5uvhHCI/AAAAAAAAAic/9vgDj02vSlw/s72-c/rodzina+modraszkow.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2753475207644397069</id><published>2011-05-16T21:29:00.000+02:00</published><updated>2011-05-16T21:29:58.108+02:00</updated><title type='text'>Ostatnio widziane</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-i9ORA1jQ2Rg/TdF6FAIEUeI/AAAAAAAAAiU/b_OvzrI6y0k/s1600/graf.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-i9ORA1jQ2Rg/TdF6FAIEUeI/AAAAAAAAAiU/b_OvzrI6y0k/s320/graf.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kraków, ul. Starowiślna, dzisiaj&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2753475207644397069?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2753475207644397069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/ostatnio-widziane.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2753475207644397069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2753475207644397069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/ostatnio-widziane.html' title='Ostatnio widziane'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-i9ORA1jQ2Rg/TdF6FAIEUeI/AAAAAAAAAiU/b_OvzrI6y0k/s72-c/graf.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-7939608720128952266</id><published>2011-05-10T15:23:00.003+02:00</published><updated>2011-05-14T23:11:42.385+02:00</updated><title type='text'>O cierpieniu płynącym z twórczości</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0yLKBECeeYc/Tc7rncm7wSI/AAAAAAAAAiQ/At87Ch5cgps/s1600/dbs.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-0yLKBECeeYc/Tc7rncm7wSI/AAAAAAAAAiQ/At87Ch5cgps/s320/dbs.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Do książek Alaina de Bottona zachęciła mnie nota wydawcy – Czułego Barbarzyńcy (którego właściciel Tomasz Brzozowski występuje&amp;nbsp;w reklamach zupek w proszku). De Botton wspiął się na szczyty popularności sięgając po tematykę szczęścia, świadomego podróżowania i prostego życia. Tekst na okładce nie zostawia niedomówień: &lt;i&gt;zdobył światową sławę jako twórca błyskotliwych, odkrywczych i dowcipnych książek eseistycznych określanych jako „filozofia życia codziennego”, które stały się bestsellerami w wielu krajach. W swych rozległych intelektualnych poszukiwaniach dotyka najistotniejszych niepokojów współczesnego człowieka...&lt;/i&gt; Natrafienie na &lt;i&gt;Sztukę podróżowania&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Architekturę szczęścia&lt;/i&gt; w księgarence Lokatora – miejscu bezkompromisowym w handlowaniu wyłącznie dobrą literaturą – było dodatkową rekomendacją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko poszłoby dobrze, książki bym przeczytała i prędko zapomniała (zapominam zresztą o wszystkim, co przeczytam: daje mi to niezwykłą możliwość studiowania tego samego po wielokroć i z jednakowym zainteresowaniem), gdyby nie ciekawość. Zaczęłam szukać więcej na temat tak hojnego dla czytelników, a wcześniej nieznanego mi autora. To, co znalazłam, potwierdziło starą prawdę: twórczość nie musi odpowiadać temu, jakim człowiekiem jest autor. Możesz malować błogie pejzażyki i przypalać papierosem żonę / męża. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lektura De Bottona daje sporo przyjemności, płynącej z tego, że czytelnik zgadza się z poglądami autora. Inteligentne spostrzeżenia potrafiące otworzyć oczy na rzeczy dotąd niedostrzegane wywołują westchnienia: „no nie, myślę tak samo! Dlaczego wcześniej tego&amp;nbsp;nie napisałam / nie napisałem!”. Na przykład dlaczego podróże są tak ważne. Bo ważne jest wprowadzenie władz myślenia w stan lekkiej dezorientacji. To uspokaja gdy coś dzieje się za oknem pociągu, gdy przesuwa się krajobraz, na którym można zawiesić oko. Wtedy nie odczuwamy konieczności działania, bo dzieje się samo z siebie. Każdy z tym się zgodzi oprócz tych, co mówią "nie" z zasady, na wszystko. I wszystkie te smakowite opowieści, jak niezrealizowana angielska podróż Des Esseintes w &lt;i&gt;Na wspak&lt;/i&gt; Huysmansa, jak Flaubert marzący o Egipcie i w końcu do niego trafiający, jak wątłej postury i dziwacznie stawiający kroki Wordsworth odbywający codzienne wędrówki w Krainie Jezior! Takie pisanie daje relaks i rozrywkę i jeszcze coś, co przyczynia się do niebywałej popularności De Bottona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest pisanie szczególnie porywające czy angażujące, autor nie mocuje się&amp;nbsp;z własnymi demonami. Czepia się drobiazgów. Zauważył długi blond włos u wezgłowia łóżka i dumał nad tym, że jego właścicielka (bądź właściciel) przebywa już na innym kontynencie. Rzeczowo i bez uniesień. De Botton daje czytelnikom coś ważnego: zamienia nas w swoich wspólników. W nas też drzemią pisarze, skoro mamy takie myśli jak on. Daje nam&amp;nbsp;potwierdzenie, że należymy do wyższej kasty ludzi obytych z kulturą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Syn głównego bankiera Banku Rotschildów w Zurychu, pochodzi z rodziny Żydów sefardyjskich, wywodzącej się z Kastylii. W wieku ośmiu lat został posłany do szkoły z internatem w Anglii, potem studiował historię i filozofię w Cambridge. Zna francuski, niemiecki i angielski. Zanim zabrał się za eseje, pisał coś w rodzaju powieści. Jest producentem filmowym, dziennikarzem, angażuje się w sprawy związane z wychowywaniem, a także z architekturą. Jego najbardziej znane dzieła to: &lt;i&gt;Jak Proust może zmienić twoje życie&lt;/i&gt; (1997), a także &lt;i&gt;O pocieszeniach, jakie daje filozofia&lt;/i&gt; (2000), nawiązujące wprost do Boecjusza. Nie korzysta z majątku pozostawionego przez ojca, utrzymuje się z pisania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnicy&amp;nbsp;albo go uwielbiają, albo wyśmiewają. Pochwały: przybliża filozofię i literaturę ludziom. Zarzuty: znalazł sposób na trzaskanie książek taśmowo, wpisuje się w kulturę poradnikową „jak żyć” wykorzystując do tego celu „poważną” filozofię i literaturę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2009 roku wygrał konkurs i stał się pisarzem-rezydentem na Heathrow w Londynie. Tydzień mieszkania na lotnisku spędził na obserwacji przepływów i odpływów podróżnych. Owocem specyficznego doświadczenia stała się książka – jakżeby inaczej – &lt;i&gt;Tydzień na lotnisku&lt;/i&gt;. Czytelnicy mieli mieszane uczucia. Co tu dużo mówić, nawet jeśli komuś po drodze z tematyką bezpośredniego sponsoringu działalności twórczej – to jest obciach. Zwłaszcza, że Heathrow bardzo zależało na zbudowaniu dobrego wizerunku w sytuacji gdy po przebudowie zdarzyły się spektakularne wpadki. Z drugiej jednak – trochę zabawne: być oficjalnym pisarzem lotniska. De Botton stanął poniekąd w tradycji, w której znaleźli się artyści... kościelni czy dworscy, służący dawnym władzom, jak: Hans Holbein Młodszy czy Francisco Goya. Jak widać, ta linia tradycji nie poskąpiła&amp;nbsp;arcydzieł. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym 2009 roku De Bottonowi puściły nerwy i napisał na blogu: &lt;i&gt;będę pana nienawidził aż do śmierci.&lt;/i&gt; Wybuch został sprowokowany przez recenzję autorstwa Caleba Craina w „New York Timesie”. Wystarczy przeczytać kilka zdań, by się zorientować, że ten De Botton radykalnie oddalił się od pozy wrażliwca i eleganta intelektualnego, jaką zwykł przybierać. &lt;i&gt;To recenzja sprowokowana przez prawie maniakalne pragnienie, by oczerniać autora i perwersyjnie pozbawiać go jakiejkolwiek wartości.&lt;/i&gt; Bezprzykładny wybuch wziął się z faktu, że zła recenzja wpłynie na sprzedaż książki &lt;i&gt;Pleasures and Sorrows of Work&lt;/i&gt;. Eseista pisał do Craiga: &lt;i&gt;zabił pan moją książkę w Stanach Zjednoczonych. … dwa lata pracy wylądowały na śmieciach z powodu nieszczęsnego tekstu na 900 słów&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mimo, że można podskoczyć z wrażenia na słowa &lt;i&gt;będę pana nienawidził aż do śmierci&lt;/i&gt;, to są one w jakiś sposób uzasadnione. Artyści nie mają jak się bronić przed recenzentami. Co zrobić, gdy recenzent powodowany jest złą wolą, ma zły humor? Zjedzie dzieło odmawiając mu prawa do jakiejkolwiek wartości? Co zrobić gdy recenzent nie ma talentu, wrażliwości, taktu? Są, jak widać jeszcze miejsca w świecie, gdzie krytycy potrafią zaszkodzić żywotnym interesom artystów. Pytanie o granicę – którędy przebiega ta oddzielająca recenzję płynącą ze złej woli od tej, która punktuje rzeczywiste minusy dzieła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jednak rzeczywiście sprawa jest tak prosta? Recenzenci nie mają wszak łatwego życia. Co wrażliwsi mogą nawet podupaść na zdrowiu borykając się z dylematem: pozbawić artystę godziwego zarobku, bo nie udało mu się dzieło czy nie – i w ten sposób zaprzeczyć swojej własnej działalności jako krytyk. Odejmować chleb od ust dzieciom artysty? Być może dzieło De Bottona jest w oczach Craina bardzo złe i dał temu wyraz bez cienia złośliwości – może nawet dawał autorowi szansę, by ten w przyszłości wziął uwagi do serca i się poprawił. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z całej tej afery najbardziej rozbawił mnie fakt, że gwałtowna reakcja pisarza ujawniła tak bezpośrednio i bez ogródek finansowe tło literatury dla pięknoduchów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Sztuka podróżowania&lt;/i&gt; jest całkiem sympatyczną, inspirującą książką, o ile przełknie się zwyczaj autora koncentrowania się na sobie i lekki brak poczucia humoru. Podoba mi się zwłaszcza idea przewodnika, który zostałby stworzony wedle osobistych zainteresowań osoby zwiedzającej, a nie według ustalonych hierarchii zabytków i innych obiektów koniecznie do zobaczenia w danym miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.alaindebotton.com/"&gt;www.alaindebotton.com&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-7939608720128952266?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/7939608720128952266/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/o-cierpieniu-pynacym-z-tworczosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7939608720128952266'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7939608720128952266'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/o-cierpieniu-pynacym-z-tworczosci.html' title='O cierpieniu płynącym z twórczości'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-0yLKBECeeYc/Tc7rncm7wSI/AAAAAAAAAiQ/At87Ch5cgps/s72-c/dbs.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2185220387730981344</id><published>2011-05-08T22:48:00.000+02:00</published><updated>2011-05-08T22:48:55.793+02:00</updated><title type='text'>Z cyklu "Podróże najbliższe"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--P6QSmv0gfQ/TccAcZok9UI/AAAAAAAAAiI/a1ObCPU0Drs/s1600/DSC02092.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="236" src="http://4.bp.blogspot.com/--P6QSmv0gfQ/TccAcZok9UI/AAAAAAAAAiI/a1ObCPU0Drs/s320/DSC02092.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6nBwIkijX_Q/TccBKs0s2yI/AAAAAAAAAiM/4Lwaujhet00/s1600/DSC02093.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="239" src="http://2.bp.blogspot.com/-6nBwIkijX_Q/TccBKs0s2yI/AAAAAAAAAiM/4Lwaujhet00/s320/DSC02093.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobczyce, dzisiaj&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2185220387730981344?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2185220387730981344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/z-cyklu-podroze-najblizsze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2185220387730981344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2185220387730981344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/05/z-cyklu-podroze-najblizsze.html' title='Z cyklu &quot;Podróże najbliższe&quot;'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/--P6QSmv0gfQ/TccAcZok9UI/AAAAAAAAAiI/a1ObCPU0Drs/s72-c/DSC02092.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3807365905260918300</id><published>2011-04-11T00:24:00.000+02:00</published><updated>2011-04-11T00:24:53.179+02:00</updated><title type='text'>To znowu ja!</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:TrackMoves/&gt;   &lt;w:TrackFormatting/&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:DoNotPromoteQF/&gt;   &lt;w:LidThemeOther&gt;PL&lt;/w:LidThemeOther&gt;   &lt;w:LidThemeAsian&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeAsian&gt;   &lt;w:LidThemeComplexScript&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeComplexScript&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;    &lt;w:SplitPgBreakAndParaMark/&gt;    &lt;w:DontVertAlignCellWithSp/&gt;    &lt;w:DontBreakConstrainedForcedTables/&gt;    &lt;w:DontVertAlignInTxbx/&gt;    &lt;w:Word11KerningPairs/&gt;    &lt;w:CachedColBalance/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;   &lt;m:mathPr&gt;    &lt;m:mathFont m:val="Cambria Math"/&gt;    &lt;m:brkBin m:val="before"/&gt;    &lt;m:brkBinSub m:val="&amp;#45;-"/&gt;    &lt;m:smallFrac m:val="off"/&gt;    &lt;m:dispDef/&gt;    &lt;m:lMargin m:val="0"/&gt;    &lt;m:rMargin m:val="0"/&gt;    &lt;m:defJc m:val="centerGroup"/&gt;    &lt;m:wrapIndent m:val="1440"/&gt;    &lt;m:intLim m:val="subSup"/&gt;    &lt;m:naryLim m:val="undOvr"/&gt;   &lt;/m:mathPr&gt;&lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" DefUnhideWhenUsed="true"  DefSemiHidden="true" DefQFormat="false" DefPriority="99"  LatentStyleCount="267"&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="0" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Normal"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="heading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="9" QFormat="true" Name="heading 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 7"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 8"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" Name="toc 9"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="35" QFormat="true" Name="caption"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="10" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" Name="Default Paragraph Font"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="11" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtitle"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="22" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Strong"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="20" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="59" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Table Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Placeholder Text"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="1" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="No Spacing"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" UnhideWhenUsed="false" Name="Revision"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="34" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="List Paragraph"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="29" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="30" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Quote"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 1"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 2"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 3"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 4"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 5"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="60" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="61" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="62" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="63" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="64" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="65" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="66" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="67" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="68" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="69" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="70" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="71" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="72" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="73" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 6"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="19" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="21" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Emphasis"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="31" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="32" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Reference"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="33" SemiHidden="false"   UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Book Title"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="37" Name="Bibliography"/&gt;   &lt;w:LsdException Locked="false" Priority="39" QFormat="true" Name="TOC Heading"/&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-priority:99; mso-style-qformat:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin-top:0cm; mso-para-margin-right:0cm; mso-para-margin-bottom:10.0pt; mso-para-margin-left:0cm; line-height:115%; mso-pagination:widow-orphan; font-size:11.0pt; font-family:"Calibri","sans-serif"; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-theme-font:minor-fareast; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; mso-bidi-theme-font:minor-bidi;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Drodzy Czytelnicy,&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Bardzo przepraszam za milczenie, jakim raczyłam Was od stycznia tego roku. Zrobiłam sobie przerwę od bloga, ale widzę, że moje archiwalne zapiski wciąż wzbudzają Wasze zainteresowanie, co daje mi podnietę do powrotu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Przerwa wynikała z większego projektu związanego z pisaniem, w który byłam zaangażowana, a który wymagał ode mnie całkowitego poświęcenia uwagi. Z czasem zapowiem jego rezultaty na blogu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W czasie kiedy nie pisałam, działo się wiele. Na razie wspomnę o warsztatach z &lt;i&gt;creative writing&lt;/i&gt;. Dzięki Galerii Labirynt w Lublinie już po raz trzeci miałam okazję spotkać się z osobami, które są zainteresowane krytyką sztuki. Warsztaty umożliwiają spotkanie z ludźmi, którzy mają zdolności literackie i pragną wypróbować swoje siły w pisaniu. Przygotowując się do zajęć i prowadząc je zorientowałam się z jednej strony w niezwykłym potencjale tkwiącym w młodych ludziach, o ich gotowości do kontaktu ze sztuką współczesną, z drugiej zaś strony o tym, że studia humanistyczne nadal nie dają ich uczestnikom umiejętności praktycznych (mówiąc oględnie). Jest także i trzeci aspekt sprawy oraz przyczyna popularności moich zajęć: krytyka sztuki to w Polsce teren niezwykle zaniedbany.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Można długo wyliczać czego nie ma. Ograniczmy się do kilku najbardziej dotkliwych braków: nie ma więc historii polskiej krytyki sztuki – ani w całości, ani tej najnowszej od przełomowego roku 1989. Nie ma wydań zbiorowych tekstów najznaczniejszych postaci wśród krytyki, nie ma opracowań najważniejszych problemów, nad którymi krytycy debatowali. Skoro wśród ludzi piszących o sztuce brak świadomości ich bezpośrednich poprzedników, trudno się dziwić, że nie istnieje tutaj ani ciągłość, ani tradycja, ani jakaś ogólniejsza refleksja po co w ogóle krytyka istnieje, żadnych wizji uprawianej dyscypliny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt; &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Z tych wszystkich zaniedbań na dobre zdałam sobie sprawę przygotowując się do warsztatów. I wspominam o nich nie po to, by narzekać, lecz raczej po to, by zmobilizować siebie, moich warsztatowiczów i czytelników do zapełniania białych plam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Warsztaty z pisania tekstów o sztuce same w sobie są dla mnie świetnym doświadczeniem i okazją do przemyślenia tego, co ja sama robię jako krytyk (a raczej krytyczka), po co i jakich narzędzi do tego używam. Być może urodzi się z tych doświadczeń i przemyśleń coś większego, na razie zachęcam do odwiedzania bloga młodych krytyków w Lublinie, gdzie można znaleźć teksty z nie tylko z lokalnego podwórka: http://bil-art-teksty.blogspot.com/ &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3807365905260918300?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3807365905260918300/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/04/to-znowu-ja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3807365905260918300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3807365905260918300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/04/to-znowu-ja.html' title='To znowu ja!'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-749019205638437673</id><published>2011-01-30T17:12:00.000+01:00</published><updated>2011-01-30T17:12:44.984+01:00</updated><title type='text'>Jeszcze można zagłosować!</title><content type='html'>Głosujcie na Krakowski Szlak Kobiet - świetna inicjatywa młodej Fundacji Przestrzeń Kobiet, inna twarz miasta, znakomita praca, dostępne są publikacje (przewodniczki)! Interesuje mnie nie tylko ze względu na przywracanie pamięci o niezwykłych postaciach kobiecych, które zostawiły ślad po sobie w Krakowie, a których nie wspominają żadne przewodniki. Również inne szlaki po mieście, inne od tych najbardziej spopularyzowanych sposoby zwiedzania go - są niezwykle inspirujące. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.krakowskiszlakkobiet.pl/"&gt;strona Krakowskiego Szlaku Kobiet&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-749019205638437673?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/749019205638437673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/01/jeszcze-mozna-zagosowac.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/749019205638437673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/749019205638437673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/01/jeszcze-mozna-zagosowac.html' title='Jeszcze można zagłosować!'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1837752783504482758</id><published>2011-01-19T00:56:00.004+01:00</published><updated>2011-01-19T01:25:54.726+01:00</updated><title type='text'>Sennik egipski</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Z Sennika Egipskiego: podsumowania tworzyć – w ciężkim znoju żyć, podejmować się czegoś, co&amp;nbsp; ciebie przerasta.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Po przeczytaniu podsumowania roku 2010 w sztuce, opublikowanego „Obiegu”, jak zwykle czuję się zobligowana do stworzenia odpowiedzi, dania wyrazu mojemu stanowisku. chciałabym powiedzieć za moim ulubionym felietonistą Jasiem Kapelą z „Krytyki Politycznej”, który komentując ranking rzeczy, które każdy inteligent znać powinien z „Polityki”, z ulgą stwierdza: jak to dobrze, że nie jestem inteligentem. Ja też bym tak chciała, jak bardzo chce mi się zadeklarować: „jak dobrze, że nie jestem krytyczką / kuratorką / historyczką sztuki / eseistką (jak to Paweł Leszkowicz onegdaj pisał o sobie w notach biograficznych, a ja mu bardzo zazdrościłam) / (no i chyba w sumie najważniejsze) bloggerką”. Jednak jestem, nie da się zaprzeczyć. Co mogę więcej powiedzieć? Wy, kilkoro autorów, którzy się postaraliście, wybaczcie, wiecie o kogo chodzi, ja zaś nie chcę nikogo faworyzować. Znana jest moja awersja do podsumowań kolejnych lat w dziedzinie sztuki, jakie organizuje łaskawie goszczący mnie w bloggerskim wcieleniu „Obieg”. Niewinne w sumie zamierzenie, jakim są podsumowania, zawiera w sobie jednak nieustannie niezwykły potencjał ujawniania. Jest niewygodnym podarunkiem dla polskiego świata sztuki. Co roku bowiem, z regularnością zegarka, zdradza mianowicie z bezlitosną oczywistością, mentalną nagość, a może wręcz goliznę świata sztuki. Jeśli zamierzenie „Obiegu” jest właśnie takie – to składam najszczersze gratulacje. Jeśli nie – to udaje im się mimochodem trafiać w samo sedno nędzy owego świata.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Jak to wszystko bowiem streścić? (I znowu, wybaczcie mi, ci którzy się postaraliście, przemyśleliście i macie niezbędny dystans do siebie.) To, czym można podsumować rzekome podsumowanie roku 2010, to: krótkowzroczność, kompleks niższości, niedouczenie, kompleks erudycyjności, wąskie horyzonty, mody, czyli zwracanie uwagi na to, co wypada i czego nie wypada, rozbuchany narcyzm, cynizm przejawiający się w wykorzystywaniu owych słabości, poczciwość i robienie swojego na własnej placówce, stany niezrównoważenia emocjonalnego, brak szerszego oglądu, brak ambicji do tego, by rzeczywiście osiągnąć równowagę emocjonalną i profesjonalną, brak poczucia – bo ja wiem? Przyzwoitości? Do tego dochodzą zniechęcenie i znużenie u co bardziej świadomych sytuacji polskiego świata sztuki. Tak bym zdiagnozowała stan ducha biorących udział w podsumowaniach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Co przedziwne, mimo, że w gruncie rzeczy zdiagnozowanie stanu sztuki w 2010 roku stanowi pretekst do rozszerzenia diagnozy na całe dziesięciolecie, to nikt się o to nie postarał. Można powiedzieć "żałuj, że nie wzięłaś udziału w podsumowaniu. Dlatego nie ma wzmianek o twojej działalności." Jeszcze o mojej coś się znajdzie, ale co powiedzieć o (propozycje przychodzą do głowy &lt;i&gt;ad hoc&lt;/i&gt;) o działalności kuratorskiej niezmiennie aktywnego i świadomego swego zawodu Romana Lewandowskiego czy o odnowionym BWA w Lublinie? &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Pragnę zatem zwrócić uwagę intelektualistów i intelektualistek na wydarzenia roku 2011 . To niezbyt szczęśliwa data, ale zapamiętajcie proszę oprócz Żmijewskich, Kozyr i Liber także wystawy innych, nie tak szczęśliwych artystek, wystawiających np. w BWA w Olsztynie. Wierzcie mi, wystawy Eli Jabłońskiej i Basi Bańdy w tej galerii&amp;nbsp; były zjawiskowe (naśladując terminologię wykorzystywaną w podsumowaniu "Obiegu").&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Całe szczęście, że nie jestem inteligentką… i nie uczestniczę w rankingu "Obiegu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ranking można odnaleźć na stronie &lt;a href="http://www.obieg.pl/"&gt;"Obiegu".&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;felieton &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/JasKapela/Cokazdyinteligentwiedziecpowinien/menuid-244.html"&gt;Jasia Kapeli&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1837752783504482758?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1837752783504482758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/01/sennik-egipski.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1837752783504482758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1837752783504482758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/01/sennik-egipski.html' title='Sennik egipski'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-5993519597912276677</id><published>2011-01-10T10:13:00.001+01:00</published><updated>2011-01-10T10:15:07.785+01:00</updated><title type='text'>Elżbieta Jabłońska "Nadzwyczaj (nie) udane dzieło" w BWA Olsztyn</title><content type='html'>Serdecznie zapraszam na wystawę Elżbiety Jabłońskiej "Nadzwyczaj (nie) udane dzieło" w Galerii BWA w Olsztynie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa jest całościowym projektem, próbą spojrzenia za siebie, po to, by na chwilę przystanąć i zastanowić się nad tym co dalej. Znajdziecie tu stare prace, lub pozostałości po nich - zmiksowane w nowych instalacjach. Do tego prace nowe, wykonane specjalnie na wystawę. Główną ideą "Nadwyczaj (ne) udanego dzieła" są kryteria, według jakich oceniamy dzieła i wystawy. Wystawa stara się także pokazać przebiedg procesu twórczego, huśtawkę nastrojów pomiędzy akceptacją własnego dzieła a zniechęceniem i zmęczeniem z powodu tego, że materializacja idei nie jest taka, jak by się chciało. To wahanie pomiędzy akceptacją własnej pracy i zapałem do niej, a chęcią jej porzucenia jest udziałem i autorki wystawy, i kuratorki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.bwa.olsztyn.pl/index.php/wystawy/aktualne/elzbieta-jablonska.html"&gt;Elżbieta Jabłońska, NADZWYCZAJ(NIE)UDANEDZIEŁO&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sala Główna • 14 stycznia - 24 lutego 2011 &lt;br /&gt;wernisaż: 13 stycznia (czwartek) godz. 18.00&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.bwa.olsztyn.pl/"&gt;Galeria Sztuki Współczesnej BWA, Olsztyn&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-5993519597912276677?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/5993519597912276677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/01/elzbieta-jabonska-nadzwyczaj-nie-udane.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5993519597912276677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5993519597912276677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2011/01/elzbieta-jabonska-nadzwyczaj-nie-udane.html' title='Elżbieta Jabłońska &quot;Nadzwyczaj (nie) udane dzieło&quot; w BWA Olsztyn'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-8315267938844531047</id><published>2010-12-10T14:58:00.003+01:00</published><updated>2010-12-13T15:44:03.609+01:00</updated><title type='text'>Kładka Bernatka</title><content type='html'>Bardzo ciekawy tekst, autorstwa Ewy Zamorskiej-Przyłuskiej, ukazał się na portalu &lt;a href="http://podgorze.pl/co-sie-stalo-z-nasza-kladka/"&gt;podgorze.pl&lt;/a&gt;. Jedną z najnowszych inwestycji w Krakowie jest wybudowanie kładki Bernatka, wiodącej z Kazimierza na Stare Podgórze. Z jednej strony kładka cieszy się wielką popularnością, w dobrą pogodę podążają nią tłumy spacerowiczów, ożywiając i zapełniając do granic możliwości sympatyczne dawniej i ciche zakątki po drugiej stronie Wisły (właściciele tamtejszych knajp nie mogą narzekać). Jeśli ponownie ruszy budowa Muzeum Kantora, to i Cricoteka będzie czerpać z tego korzyści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na kładce pojawiły się nawet kłódki zakochanych - zastanawiam się czy nie jest to sprytny zabieg marketingowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej jednak strony inwestycja wzbudza wiele wątpliwości. Kładka jest umieszczona bardzo blisko mostu Piłsudskiego. Czy nie lepiej więc było wybudować pierwsze piesze przejście przez rzekę w obrębie starego Krakowa gdzieś, gdzie by się bardziej przydało, np. pomiędzy Wawelem a Centrum Sztuki i Kultury Japońskiej Manngha? Do Mannghi nie jest łatwo dotrzeć i sprawa wybudowania jakiegoś przejścia w tamtej okolicy była dyskutowana już od dawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważniejsze jest jednak co innego: kwestia różnicy pomiędzy zwycięskim projektem a realizacją. Właśnie o tym możecie przeczytać na &lt;a href="http://podgorze.pl/co-sie-stalo-z-nasza-kladka/"&gt;podgorze.pl&lt;/a&gt;. Różnica jest zasadnicza i na niekorzyść tego, co zostało zrealizowane. Kładka miała mieć lekką i ażurową konstrukcję przypominającą liść. To, co powstało, liścia bynajmniej nie przypomina, tylko przyciężkawy inżynieryjny szkielet, dominujący okolicę, a co gorsza, zasłaniający zabytkowy most Piłsudskiego - najpiękniejszy most krakowski.&lt;br /&gt;Pamiętam, jak w opisach po rozstrzygnięciu konkursu anonsowano, że kładka będzie harmonijnie wnikać w dotychczasowy krajobraz kulturowy. Nie wnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stało się tak dlatego, że projektant nie wziął pod uwagę wymogów związanych z ochroną Wisły. Trzeba było zmienić formę łuków, by w zimie zasolona woda nie spływała prosto do rzeki... Przeczytajcie zresztą sami. Powstaje pytanie, czy właśnie tak powinny wyglądać konkursy. Wiadomo, jakiś margines zmian powinien być dozwolony w stosunku do projektów, które zwyciężyły. Na jakim etapie powinno się jednak weryfikować projekty pod względem wykonawczym? Kto to powinien robić, żeby nie dopuścić do sytuacji, że konkursy stają się fikcją i realizowane są projekty gorsze i znacznie różniące się od tych, które wybrano? Przecież dozwolono na inny i mniejszy stopień ingerencji w krajobraz miejski niż to, co w końcu zrealizowano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie działo się w przypadku wcześniejszych inwestycji miejskich, w tym obśmiany już przez lokalne media tzw. "kryształ" - fontanna na Rynku Głównym, przypominająca bardziej wywietrznik szaletu. Także całkiem udany projekt na nowe urządzenie Placu Bohaterów Getta. Plac jest zapełniony metalowymi krzesłami, ale już oświetlenia do tej pory nie uruchomiono.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe jak pod tym względem będą wyglądać następne realizacje, rewitalizacje placów miejskich Kazimierza, na które konkursy rozstrzygnięto. Aż się boję pomyśleć, zwłaszcza, że projekty są wymagające. Nawierzchnia Placu Wolnica ma być pokryta drewnem egzotycznym. Czy mam rozumieć, że nagle okaże się, że wymogi konserwatorskie nakażą tutaj kłaść wyrób drewnopodobny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że nie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-8315267938844531047?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/8315267938844531047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/12/kadka-bernatka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8315267938844531047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8315267938844531047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/12/kadka-bernatka.html' title='Kładka Bernatka'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-5882558603827424209</id><published>2010-12-06T01:04:00.001+01:00</published><updated>2010-12-06T01:27:13.640+01:00</updated><title type='text'>Po wyborach</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Druga tura wyborów prezydenckich w Krakowie zdaje się wskazywać na zachowanie istniejących układów, także i w kulturze. Wydarzenia i wypowiedzi ostatnich tygodni sprowokowały mnie do kilku refleksji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Mam wrażenie, że strach jest wszędzie, co jest dziwne, bo przecież żyjemy w demokracji i władze miasta z pewnością nie chciałyby, żeby ich się bać, a wręcz przeciwnie: mówienie publicznie prawdy świadczyłoby o zdrowej demokracji i zdrowych relacjach w mieście. Mam nadzieję, że mechanizmy współpracy z demokratycznie wybraną władzą lokalną zrobią swoje i nie będę mogła więcej doświadczać zjawiska tego, że ja jedna uosabiam głos środowiska w obliczu jego strachu przed narażeniem się władzom miasta i ich poplecznikom, po prostu – lenistwa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dlaczego żaden z dziennikarzy czy żaden z krytyków nie uwikłanych instytucjonalnie – jak ja jestem – o tym nawet się nie zająknął? O „tym”, czyli o sytuacji kultury w Krakowie, o czym wszyscy mają bardzo wiele do powiedzenie w rozmowach towarzyskich. Nikt z prowadzących instytucje miejskie nie zaprotestował publicznie przeciwko drastycznym cięciom.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dlaczego my, ludzie kultury, nie potrafimy wydusić z siebie ani słowa o tym jak żałosna jest sytuacja kultury w Krakowie w roku 2010, w roku wyborczym, w sytuacji gdy tegoroczny budżet instytucji miejskich został już na początku roku obcięty o 30% i gdy miejski budżet na kulturę rozdawany jest wedle niejasnych kryteriów, oprócz jednego: nacisku na festiwale, a lekceważenie codzienności kultury i lekceważenia potrzeb licznych w Krakowie domów kultury, sytuowanych nie w tych dzielnicach, które ze stolicą kultury się kojarzą. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dodatkowo, w świetle ostatnich wydarzeń dręczy mnie pytanie jakie są granice żenady, braku profesjonalizmu i zaprzeczania samemu sobie na publicznych stanowiskach w kulturze, by ktoś uprawniony i opiniotwórczy wreszcie zareagował? I czy muzeum może nazywać się muzeum tylko dlatego, że chce tego prezydent miasta? A raczej, ile ma trwać okres tworzenia muzeum, pozwalający na wymijanie zapisów ustawy o muzeach?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;To, co chciałabym przekazać tym wpisem, to dodanie odwagi ludziom kultury w naszym mieście. Jeśli bowiem damy się przekonać indolencji urzędniczej i po prostu lekceważeniu naszej – obywatelskiej – opinii pod płaszczykiem poprawnych prawnie (ślimaczych, bo zależnych od prezydenta) decyzji w kwestiach kluczowych, tzn. trybu obsady stanowisk, to kultura w Krakowie zostanie zdana na pastwę festiwalowiczów i będzie po prostu wypadkową woli władzy i partykularnych podpowiedzi. Czym zresztą już od 4 lat jest, więc dobrze by było trochę przyhamować.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-5882558603827424209?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/5882558603827424209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/12/po-wyborach.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5882558603827424209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5882558603827424209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/12/po-wyborach.html' title='Po wyborach'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-922255437565299082</id><published>2010-11-10T01:03:00.008+01:00</published><updated>2010-11-15T22:47:59.072+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Galeria Labirynt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='warsztaty'/><title type='text'>Warsztaty z krytyki artystycznej</title><content type='html'>W Galerii Labirynt w Lublinie prowadzę warsztaty z pisania tekstów o sztuce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstał właśnie blog warsztatowy &lt;a href="http://bil-art-teksty.blogspot.com/2010/11/o-blogu.html"&gt;&lt;b&gt;Bilart&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;. Zapraszam do czytania i komentowania!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-922255437565299082?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/922255437565299082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/11/warsztaty-z-krytyki-artystycznej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/922255437565299082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/922255437565299082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/11/warsztaty-z-krytyki-artystycznej.html' title='Warsztaty z krytyki artystycznej'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-5694503749596360791</id><published>2010-11-03T23:50:00.007+01:00</published><updated>2010-11-06T23:11:31.407+01:00</updated><title type='text'>Sztuka, nie film</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TNXSE6AkAzI/AAAAAAAAAhY/dW60ba_fX9I/s1600/TMurak.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="209" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TNXSE6AkAzI/AAAAAAAAAhY/dW60ba_fX9I/s320/TMurak.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Orońsko, rzeźba Teresy Murak &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TNXSKIskJLI/AAAAAAAAAhc/7qLVTnnxhJM/s1600/KBednarski.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="187" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TNXSKIskJLI/AAAAAAAAAhc/7qLVTnnxhJM/s320/KBednarski.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;Orońsko, rzeźba Krzysztofa Bednarskiego &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze raz powracam do wizyty w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Zawsze przyjazd tam jest niezwykłym przeżyciem. Park jest miejscem jedynym w swoim rodzaju, bardzo malowniczym, pełnym starych drzew i bardzo dobrej energii (istnieje legenda o orońskich czakramach). Do tego jednak dochodzi realna i wyjątkowa kolekcja współczesnej rzeźby polskiej. Rzeźb jest naprawdę wiele, w gruncie rzeczy powszechna opinia głosi, że za dużo. Często wchodzą sobie w paradę, przeszkadzają sobie, jak na trawniku przed dworkiem Brandta, gdzie pojawiła się wściekle niebieska laska Krzysztofa Bednarskiego, obrośnięta mrowiem mniejszych laseczek (jak w opowieściach, którymi straszy się dzieci), która psuje kontekst dla świetnej pracy artystki z Norwegii Marit Arnekleiv, z drewnianymi schodami, na których wszyscy lubią siadać, pozować do zdjęć, grzać się w słońcu, patrzeć na otoczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak właśnie to niezwykłe nagromadzenie rzeźb, tę wręcz geologiczną ekspozycję ukazującą na konkretnych przykładach dzieje rzeźby w Polsce, uważam za unikalną. Jak relacjonowano mi ostatnio, są chętni, by ten stan rzeczy zmienić. Moim zdaniem, mija się z celem pragnienie, by plenerową ekspozycję uporządkować. Stałaby się wtedy jedną z wielu na świecie ekspozycji tematycznych, zrobionych wg jednego projektu. Tak jak z wnętrzami mieszkań, z których zdecydowanie bardziej cenię, te, których wyposażenie narasta w miarę wydarzeń życiowych mieszkańca niż te, które są zrealizowane z żelazną konsekwencją, zaprojektowane przez projektanta wnętrz (oczywiście, zaprzyjaźnionego i oczywiście we współpracy z właścicielami lokum). Tymczasem to właśnie spontaniczne narastanie kolekcji odzwierciedla dzieje samego Centrum Rzeźby i fluktuacje nie tylko stylów rzeźbiarskich, ale i samego pisania o rzeźbie, jej interpretacji. Pokazuje także style wystawiennicze i sposoby myślenia przez rzeźbiarzy o przestrzeni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W ramach tegorocznego pleneru polsko-norweskiego „Inside out / Outside in” pojawiło się tam kilka prac, które poruszają problemy natury ogólniejszej. Pierwsza to performance Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca. Zasadniczy znak zapytania dotyczy kwestii czy to działanie jest jeszcze performance. Moim zdaniem nie, ale mniejsza o to. Artyści zaprosili wszystkich uczestników projektu polsko-norweskiego na party, podczas którego częstowali żywnością wegańską. Wydarzenie to miało za cel propagowanie żywności bezmięsnej i wegańskiej. Przyjemna i sympatyczna akcja, za cel mająca &lt;i&gt;last but not least &lt;/i&gt;umożliwienie spotkania ze sobą różnych ludzi. Doskonały przykład zastosowania estetyki relacyjnej, aczkolwiek jestem pewna, że porównanie to nie jest najważniejszym elementem interpretacji pracy. Jeśli chodzi o jej przesłanie i do kogo jest adresowana: akcja odbywa się w ramach seminarium teoretycznego. Zaprasza się na nią wąską, ściśle wyliczoną grupę. Grupę elitarną. Są to ludzie sztuki, uczestnicy wydarzenia. Czy zatem Czekalskiej i Golcowi rzeczywiście zależy na popularyzacji wegetarianizmu? Nie za wszelką&amp;nbsp; cenę, jak wynika z akcji. Wynika z niej, że zależy im bardziej na propagowaniu idei wśród wyselekcjonowanych ludzi, którzy są opiniotwórczy i mogliby ideę ponieść dalej. Elitaryzm. o którym łatwo się zapomina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ela Jabłońska miała znakomity pomysł, który nie miał szansy na wcielenie w rzeczywistość. Otóż, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku zostało ulokowane w centrum Polski, niedaleko Radomia, Polski nie nazwanej protekcjonalna nazwą „Polska B”, ale będącej domeną małych miasteczek i jednak – biedy, niekoniecznie samych tylko mieszkańców, ale i &amp;nbsp;po prostu biedy infrastrukturalnej, państwa. Ludzie w jej miejscowościacj, nie tylko wsiach i miasteczkach, ale i większych miastach, w biedniejszych dzielnicach, mają zwyczaj kupować towar na kredyt – w skromnych sklepikach, rzeczy podstawowe do przeżycia: chleb, mąka itp. Artystka zaplanowała, żeby kwotę przeznaczoną na realizację dzieła wydać na spłacanie zeszytowych długów w kilku sklepach znajdujących się w okolicy Orońska. Byłby z tego znakomity, niewidoczny projekt, artystka jako „niewidzialna ręka”, nie nagłaśniany, po postu kilku klientów przeżyłoby szok przychodząc do sklepu i dowiadując się, że nie mają już długu. Jak w filmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Lecz to miała być sztuka, nie film. Nie udało się. Wymogi dotyczące rozliczenia projektu spowodowały konieczność umieszczenia pracy w obrębie galerii. A przecież intencje kuratorów całego projektu były przeciwne! Deklarowali bowiem, że są zainteresowani akcjami interwencyjnymi, wychodzeniem poza galerię, poszukiwaniem nowej publiczności i niestandardowym procesem prezentacji. Okazało się, że realna praca społeczna wykracza poza możliwości tolerancji instytucji. W zamian za to Elżbieta urządziła regał w muzeum, gdzie znalazły się produkty spożywcze pierwszej potrzeby (mąka, makaron, oliwa – zupełnie jak z Biedronki). Można je sobie brać pod warunkiem wpisania się do specjalnego zeszytu. Tak więc z pierwotnego projektu nie ocalało nic. Nie ma solidarności z potrzebującymi i niezobowiązującej pomocy dla nich. Jest za to banalna w gruncie rzeczy praca, która pobudza cynizm pewnej grupy odbiorców. Można zrobić reportaż na temat rzekomo zaangażowanej sztuki i tego, jak regał Eli Jabłońskiej wzbogaca kuchenne zasoby (inna rzecz, że nędznie opłacanych) pracowników Centrum Rzeźby Polskiej. Tutaj rodzi się &amp;nbsp;pytanie o odpowiedzialność instytucji za kształt zaproponowanych dzieł. Jestem przekonana, że samo CRP Orońsko wolałoby mieć pracę w pierwotnym kształcie, która niewątpliwie zapisałaby instytucję w kronikach historii sztuki w Polsce. Czy na pewno wykorzystano wszystkie sposoby, by umożliwić jego realizację? „Nie da się” – to namolny i zbyt łatwy refren działania polskich instytucji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Teresa Murak stworzyła nową pracę w miejsce realizacji &lt;i&gt;Słońce&amp;nbsp; wschodzi z ziemi. &lt;/i&gt;Eulalia Domanowska w swoim omówieniu projektu polsko-norweskiego pisze, że powinno się przedyskutować kwestię odpowiedzialności artysty za losy własnego dzieła w obrębie instytucji. Uważam, że to bardzo ważna sprawa. Dzieło znajdujące się w instytucji, mające już swoje miejsce w historii sztuki najnowszej, będące do dyspozycji publiczności, nie jest prywatną własnością artysty, nawet jeżeli umowa opiewa inaczej. Artysta nie może po prostu wchodzić na wystawę, niszczyć jedno dzieło bez uzgodnienia z kimkolwiek i wykonywać następne angażując w to potężne środki, których zwrotu domaga się od instytucji. Nawet jeżeli jego decyzje byłyby jak najbardziej uzasadnione przemianami w jego twórczości, to nie ma on prawa niszczyć czegoś, co stało się dobrem wspólnym. To dowód arogancji wynikającej ze skupienia się wyłącznie na własnej twórczości. Artysta ma do tego prawo ale instytucja nie może mu w tym towarzyszyć. Niezależnie od rodzaju umowy, jaki podpisała instytucja z autorem dzieła, dzieło staje się &amp;nbsp;czymś więcej niż tylko utworem autora. W przypadku dzieła wybitnej artystki Teresy Murak wchodzi w grę jedna w najlepszych realizacji w przestrzeni otwartej, która uległa zniszczeniu, bo artystka zapragnęła miejsce po nim wypełnić nową pracą. Ta nowa praca ta, mimo wartości, jest gorsza od poprzedniej. Pozostaje pytanie: czy artyści rzeczywiście mogą &amp;nbsp;rozporządzać swoimi dziełami nawet jeżeli znajdują się one w kolekcji instytucji publicznych i oddane są do użytku publicznego, np. w parku w Orońsku? Trudno mi zrozumieć jakim sposobem Centrum Rzeźby Polskiej mogło się zgodzić na taką zmianę... &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-5694503749596360791?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/5694503749596360791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/11/jeszcze-oronsko.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5694503749596360791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5694503749596360791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/11/jeszcze-oronsko.html' title='Sztuka, nie film'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TNXSE6AkAzI/AAAAAAAAAhY/dW60ba_fX9I/s72-c/TMurak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-7702855251068949418</id><published>2010-10-20T01:03:00.001+02:00</published><updated>2010-10-20T01:05:13.380+02:00</updated><title type='text'>Gościnność</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TL4jHDSdmAI/AAAAAAAAAhU/ks-wEcMO7js/s1600/Jaworki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TL4jHDSdmAI/AAAAAAAAAhU/ks-wEcMO7js/s320/Jaworki.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jaworki, Czarna Woda, październik 2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jeśli on cię nie zagryzie, to ja cię zastrzelę". Zdumiewające. Do tego stopnia się boimy?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-7702855251068949418?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/7702855251068949418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/10/goscinnosc.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7702855251068949418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7702855251068949418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/10/goscinnosc.html' title='Gościnność'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TL4jHDSdmAI/AAAAAAAAAhU/ks-wEcMO7js/s72-c/Jaworki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3019293800676735800</id><published>2010-09-24T21:10:00.016+02:00</published><updated>2010-09-25T00:35:09.755+02:00</updated><title type='text'>Obciach</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TJ0nFpSRs4I/AAAAAAAAAhQ/BjrkBIZvnoo/s1600/kolek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TJ0nFpSRs4I/AAAAAAAAAhQ/BjrkBIZvnoo/s320/kolek.jpg" width="219" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;Tatiana Czekalska, Leszek Golec, z wystawy "Piąta aktywność", Muzeum Sztuki w Łodzi, 1996 (Avatar i kot Kołek)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio usłyszałam, że powoływanie się na pewnych autorów to obciach. Dziwnym trafem zbiegło się to w czasie z przeczytaniem przeze mnie wywiadu z Agnieszką Brzeżańską, w którym artystka wyznaje: &lt;i&gt;tekstów o sztuce nie jestem już w stanie czytać, nużą mnie one potwornie, są zbiorami kalek, które nie generują żadnej wiedzy ani informacji, są zazwyczaj jałowym tekstem &lt;/i&gt;(„Notes na 6 tygodni”, nr 62, lipiec-sierpień 2010)&lt;i&gt;. &lt;/i&gt;Westchnęłam z ulgą, że mam towarzyszkę niedoli, bowiem poczucie pustki i ssania w żołądku towarzyszy mi nader często przy obcowaniu z tekstami o sztuce. Czytam ich coraz mniej, bo mało który jest dla mnie intelektualną przygodą, polska krytyka jest mdła i nijaka, a na dokładkę niesłychanie przewidywalna. Lepiej zająć się literaturą, a – w moim przypadku chociażby kryminałami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Krytyka wytwarza zgrabne i nikomu niepotrzebne teksty, najczęściej solenne opisy – polska krytyka omówieniami stoi! – rodzaj rytualnych gestów: „ ja popieram tego, a ty popierasz tamtego”. Nie ma odkryć, nie ma ekscytujących wyczynów, mało co lub kto daje do myślenia i odkrywa nowe lądy. Cytuje się w kółko to samo, przywołuje się wciąż te same nazwiska. Jeśli polemiki, to według schematu tańca dworskiego lub testosteronowego naparzania się kogutów, z których wynika, że trwa walka o bycie opiniotwórczym. Zgadzam się w tym poglądzie z Jakubem Banasiakiem, który właśnie pożegnał się z krytyką. Wypalił się szybko, trzeba przyznać. Nie zgadzałam się z jego dążnością do jałowych dysput i nadużywaniem słów, ale zgadzam się zdecydowanie: trzeba więcej życia, ryzyka osobistego, więcej energii i emocji włożyć w krytykę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dlatego też uważam, że powoływanie się na nieoczywistych autorów, z ryzykiem, że autor nie jest na intelektualnym topie, powinno raczej dobrze świadczyć o krytyce aniżeli być źródłem poczucia obciachu. Obciach – co to w ogóle za kryterium? Towarzyskie, pozamerytoryczne, wykluczające, odbierające odwagę i umiejętność prowadzenia poszukiwań na własną rękę. Kto powiedział, że polski świat sztuki to indywidualiści? Przeciwnie: jest niezwykle zuniformizowany.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;*&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Pogląd na temat obciachu został przywołany przez Adama Mazura, gdy omawiał on twórczość Leszka Golca podczas seminarium w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Leszek Golec i współpracująca z nim Tatiana Czekalska to artyści działający na marginesach polskiego życia artystycznego. Marginalizacja w ich przypadku oznacza zatem tylko tyle, że uczestniczą w nim na własnych zasadach, od czasu do czasu, konsekwentnie opierając się o własny światopogląd. Prawdopodobnie nie zależy im na medialnej popularności. Ich działalność, postawa radykalnie antyantropocentryczna, ich poglądy są tego rzędu, że ich sztuka staje się stopniowo coraz bardziej trybuną do propagowania idei wegetarianizmu, wyciszonego trybu życia, medytacji, wyzbycia się agresji, nowej duchowości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Jeżeli w ogóle zatem są to artyści zmarginalizowani, to z własnego wyboru. Nie widziałabym jednak ich sytuacji w ten sposób, wielokrotnie pisano o nich, pamiętają o nich aktywni dziś aktorzy sceny sztuki – organizatorzy wystaw itd. Rozumiem jednak, że chodzi raczej o pewną bezradność krytyki w interpretowaniu tej działalności. Krytyka po sztuce krytycznej i manifeście Żmijewskiego nie wie co począć z Czekalską i Golcem. Krytyka ich nie reinterpretuje i nie lokuje w jakimś miejscu na mapie wydarzeń artystycznych. Są gdzieś bardzo z boku na zasadzie egzotycznego dodatku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;A tymczasem można ich działalność ująć w kontekście nowej koncepcji duchowości, Steiner i Agamben się kłaniają, a nie tylko Heidegger przywoływany onegdaj przez Marka Goździewskiego, estetyka relacyjna aż się prosi o zastosowanie. No a ja miałam czelność przywołać w kontekście działalności Golca i Czekalskiej – nazwisko Anthony De Mello. To według Adama dowód mojej odwagi czy bezrefleksyjności w kwestii konfrontowania się z obciachem. Intelektualnym zapewne. Zaczekam aż Adam opublikuje tekst i wtedy może napiszę dłuższą polemikę. Teraz jednak chcę powiedzieć, że De Mello, Jezuita, wszechstronnie wykształcony Hindus, zdobył również w Polsce popularność w latach 90., jako autor łączący tradycję duchowości Zachodu ze Wschodem. Jego pisma, pisane bardziej kolokwialnym językiem i przystępniejsze niż Thomasa Mertona, odegrały podobną rolę do pism amerykańskiego Trapisty, Ericha Fromma czy np. D.T.Suzuki. Zasadne i adekwatne jest sięganie do intelektualnego tła danego czasu, gdy omawia się twórczość danych autorów, a nie ahistoryczne sięganie po modnych w naszym momencie autorów (którym przecież nie odmawiam wartości). O Agambenie czy estetyce relacyjnej w Polsce się w latach 90. nie słyszało (ta druga powstała po 2000 roku). Natomiast wydawnictwa takie, jak Pusty Obłok, Santorski czy Zysk i Spółka (i wiele innych) wydawały zasadnicze pozycje z kanonu fascynacji wschodnimi systemami duchowo-filozoficznymi. Nie sądzę, by pisma Agambena współkształtowały postawę Golca i Czekalskiej. Tamto tło było natomiast ważne, nawet jeśli nie oddziałało wprost.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Tak zatem, ostrożnie z tym obciachem – to może być oznaka ignorancji.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3019293800676735800?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3019293800676735800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/09/obciach-i-zmarginalizowani-artysci.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3019293800676735800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3019293800676735800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/09/obciach-i-zmarginalizowani-artysci.html' title='Obciach'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TJ0nFpSRs4I/AAAAAAAAAhQ/BjrkBIZvnoo/s72-c/kolek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-4178828183208074452</id><published>2010-09-18T17:57:00.004+02:00</published><updated>2010-09-18T20:41:58.108+02:00</updated><title type='text'>Nowy konkurs na stanowisko dyrektora Bunkra Sztuki – i jakie refleksje prowokuje</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ponieważ w bloggerze mam teraz możliwość przeglądania statystyk, widzę, że państwo interesują się moimi wpisami dotyczącymi konkursu na stanowisko dyrektora galerii Bunkier Sztuki. Bardzo mnie to cieszy. Uważam, że jest bardzo ważne, by krytycznie towarzyszyć urzędnikom mającym realny wpływ na kształt powstającej kultury, by sprawować obywatelską kontrolę (chociaż oni tego bardzo nie lubią i robią wszystko, by nie musieć być obserwowanym i ocenianym). Kultura, wysoka kultura, kreująca rzeczy, które mogą być niezrozumiane, bulwersujące, które z jakichś względów nie odpowiadają powszechnemu gustowi decydujących o istnieniu instytucji kultury urzędników czy większości odbiorców, powinna być wzięta pod ochronę. Nie dość o tym przypominać, ale wysoka, ambitna kultura jest po prostu niezbędna dla rozwoju społeczeństwa. Przypomina o wartościach, uczy krytycznego myślenia, nie pozwala zastygnąć w koleinach myślowych, uczy tolerancji i jeszcze wielu innych niezwykle wartościowych rzeczy. Instytucje, które wspomagają, więcej – grają kluczową rolę w wytwarzaniu kultury, powinny być traktowane ze szczególną starannością – i przez osoby zaangażowane w ich działalność, przez organizatorów i przez odbiorców. Oferują one bowiem szczepionkę przeciwko przekonaniom że „tak ma właśnie być”, nie może być inaczej. Sztuka uczy krytycyzmu, samodzielności myślenia, zajmowania własnego stanowiska. Uczy wrażliwości i – mimo obecnie rozwijającego się rynku – przekonania, że liczy się coś więcej, bezinteresowność. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W Polsce publiczne instytucje kultury nie przeżyły całościowej reformy zarządzania po 1989 roku. Oprócz nadzoru prawno-finansowego instancji założycielskich nikt nie sprawuje nad nimi kontroli, przez co wiele z nich stało się poletkiem działalności kolesiowskiej zatrącającej o korupcję, konflikt interesów, związanej z układami władzy. Forma, profil, zarządzanie naszymi instytucjami sztuki – wszystko to nadaje się do reformy i wielkiej przemiany. I nie zawsze, i nie tylko odpowiedzialni są dyrektorzy, którzy często poruszają się po polu minowym, między młotem a kowadłem, choć nie chcę także zwalniać ich z odpowiedzialności. Nigdy – oby mnie pamięć myliła – nie widziałam dyrektora instytucji kultury otwarcie protestującego wobec organu założycielskiego. Ile tu chęci utrzymania stołka, a ile odpowiedzialności za instytucję? Nie chcę w tej chwili rozsądzać, ale instytucje koniecznie trzeba otworzyć, w tym – ich zarządzanie uczynić bardziej transparentnym. Marnowanie energii ludzkiej, zdolności, jakie tam się odbywa, jest po prostu niezwykłe i karygodne.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Jako szeregowy pracownik na stanowisku „kurator / koordynator” w Bunkrze Sztuki, nie mogę udzielać się jednocześnie jako główny krytyk od instytucji w Polsce. To moje rozdarcie pokazuje też problem polskiej krytyki. Role pracownika instytucji i krytyka zajmującego się mechanizmami działania publicznych instytucji wyjątkowo się nie zgadzają ze sobą. Gdy więc czytam kąśliwe uwagi – ostatnio Jakuba Banasiaka – na temat polskiej krytyki, że ta powinna mieć wizje i towarzyszyć przełomom (a może po prostu je tworzyć), to – owszem – zgadzam się z nimi, ale dostrzegam większe potrzeby i większe braki. Dzisiaj, a zwłaszcza dzisiaj!, w rok po Kongresie Kultury, w ślad za którym powstało kilka inicjatyw społecznych, złożonych z twórców i menedżerów kultury, mających na celu stworzenie ruchu obywatelskiego, współkształtującego przemiany w obrębie instytucjonalnych ram polskiej kultury, nadszedł czas na okrzepnięcie. Pora na to, by owe ruchy wydoroślały i stworzyły techniki bardziej skutecznej działalności (bo urzędnicy sami z siebie nie będą łatwiejsi w obsłudze).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Wyjątkowo brakuje nam krytyki instytucji. Krytycznego opisu sposobu, w jaki działają, jak są sprofilowane, jaką mają wizję, jak się lokują w swoim miejscu działania, jak widzą swoją rolę, jak te rolę spełniają. Rozmowy z krytykami zatrudnionymi w najważniejszych mediach i z dziennikarzami zajmującymi się kulturą, wskazują, że wciąż nie jest to dobrze sprzedający się i nośny temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę o zgłaszanie się do mnie chętnych, spróbuję znaleźć sposoby na opłacenie osoby zdolnej do dokonania krytycznej analizy działalności polskich instytucji dzisiaj. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Przypomnę tylko: http://www.rewolucjakulturalna.pl/. Co dalej dzieje się z postulatami?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-4178828183208074452?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/4178828183208074452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/09/nowy-konkurs-na-stanowisko-dyrektora.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4178828183208074452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4178828183208074452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/09/nowy-konkurs-na-stanowisko-dyrektora.html' title='Nowy konkurs na stanowisko dyrektora Bunkra Sztuki – i jakie refleksje prowokuje'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-346393824831084186</id><published>2010-09-06T00:33:00.009+02:00</published><updated>2010-09-09T00:26:36.509+02:00</updated><title type='text'>Pusto tak</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TIgLzXYTUVI/AAAAAAAAAg4/l2pQwr2SBhk/s1600/far_archive5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TIgLzXYTUVI/AAAAAAAAAg4/l2pQwr2SBhk/s320/far_archive5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Far from you, część archiwalna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TIgL8is_9fI/AAAAAAAAAhA/Atd_MF4jH-g/s1600/far_monument1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TIgL8is_9fI/AAAAAAAAAhA/Atd_MF4jH-g/s320/far_monument1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Far from you, monument&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anetta Mona Chisa i Lucia Tkacova uczyniły Lidę Clementisovą bohaterką własnej pracy, bo jej losy nie dawały im spokoju. Dowiedziawszy się przypadkiem o żonie prominentnego słowackiego komunisty, Vladimira Clementisa, który tuż po wojnie był Ministrem Spraw Zagranicznych Czechosłowacji, a później został skazany w procesie pokazowym Slansky’ego na śmierć w 1952, poczęły z rosnącą uwagą zbierać informacje. Lida Clementisova to postać ważna nie ze względu na samą siebie, własne dokonania, poglądy czy dzieła. W oficjalnych wersjach historii najnowszej Czech i Słowacji, jeśli w ogóle pojawia się o niej wzmianka, to ze względu na męża. Nie istnieje bez Clementisa, jest mu oddana, z przekonaniem i do końca życia. Losy Lidy, nierozerwalnie splecione z losami męża, naznaczone zostały tragicznymi momentami. Jak kadry z filmu zapadają w pamięć i nie można się od nich uwolnić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Córka dyrektora banku i śpiewaczka operowa zaczęła fascynować się młodym prawnikiem, zaangażowanym działaczem komunistycznym. Fascynacja okazała się obopólna. Szczęście przed wojną nie trwało długo, Clementis został uwięziony i internowany, przebywał na emigracji, ona jeździła za nim, np. do Anglii, gdzie musiała sobie radzić bez dobrej znajomości języka i funduszy. Po wojnie Clementis na krótki czas znalazł się u szczytu władzy, będąc jednym z autorów zamachu stanu i współtworząc rząd CSRL. Już jednak w 1950 roku został oskarżony. Uwięziono go na 2 lata, poddano torturom, żonę także. Z rzadka wymieniali  się listami. On nie wiedział, że ona jest uwięziona, jej nie można było się z tym zdradzić. On nie wiedział, że ona wie, że został skazany na śmierć. Przed egzekucją Lidzie pozwolono spotkać się z nim. Była wycieńczona. Przedsięwzięto potworną maskaradę: ucharakteryzowano ją, by wyglądała na zdrową i żyjącą na wolności. Dano zastrzyki z arsenu, które spowodowały, że miała pełne policzki. Ostatnie spotkanie małżonków trwało kilka minut, podczas których nie mogli się zdradzić z uczuciami i wiedzą o własnej sytuacji. Lida przez całą noc szorowała podłogę w swojej celi. Po wykonaniu wyroku śmierci na Clementisie, została uwolniona. Resztę życia poświęciła upamiętnianiu męża. Wydała m.in. ich listy, w dwóch książkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postać Clementisovej stała się dla artystek wyzwaniem. Pragnęły oddać hołd jej wytrwałości i cierpieniu, poświęceniu. Droga, którą Clementisova wybrała, prowadziła  do przeznaczenia, jakie tradycyjnie jest udziałem kobiet przy wybitnych partnerach, i w ogóle kobiet, i – co tu dużo mówić – poddawana jest w wątpliwość już nie tylko przez awangardowe kręgi, uważana bywa za umartwianie się niż za zasługę. Postawa Clementisovej zakładała pominięcie własnych potrzeb, planów i ambicji, roztopienie ich w planach i ambicjach męża. Usunięcie się w cień, bycie użyteczną, czekanie, trwanie, pielęgnowanie pamięci o bohaterze. Clementisova jest przezroczysta, przez nią widać jej bohatera. Jest jak szyba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anetta Mona Chisa i Lucia Tkacova nie analizują tego zjawiska. Nie krytykują tym bardziej Lidy Clementisovej, nie dokonują krytycznej wiwisekcji pamięci zbiorowej. Ich zamiarem było upamiętnienie konkretnej kobiety na podstawie tego, co o niej wiadomo z rzeczy funkcjonujących w kolektywnej świadomości słowackiej i czeskiej. Wystawa skupia się na publicznym obrazie konkretnej kobiety. Z jego braku, i z jakichś resztek, które przeniknęły do pamięci zbiorowej, artystki tworzą swój hołd, choć bardziej adekwatne byłyby tu słowa „klecą”, „tkają”, „składają” (jak puzzle) – z nieobecności, niedopowiedzeń, resztek, mignięć w tle, widmowej obecności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro postać Lidy jest mglista i nie posiada wyraźnego konturu, to artystki nie usiłują schwycić jej w sieć spójnej, skończonej opowieści, nie starają się dopowiadać, zapełniać luki i dorysowywać linie tam, gdzie ich zabrakło. Na wystawie „Far from you” w Karlin Studios w Pradze mamy do czynienia z aranżacją skromną i prostą: paski zadrukowanego papieru wetknięte za szyby, mało widoczna projekcja... Trochę kserokopii z zapisem nutowym i schematycznym portretem kobiecym, kwiaty w doniczkach, pokaz slajdów, jakiś szkic na ścianie oraz projekcja uruchamiająca się od czasu do czasu. No i dywanik na podłodze. Tak to z grubsza wygląda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytałam o odzew na wystawę, o dyskusję, o gorętsze reakcje. Nic takiego się nie wydarzyło. Nie ma chyba dobitniejszego potwierdzenia, że Lida Clementisova z cienia nadal nie wyszła. W podobnym duchu zareagowała Wikipedia. Powstały hasła – angielskie i słowackie. Po jakimś czasie ktoś zgłosił zastrzeżenia do zasadności umieszczania informacji w postaci odrębnego artykułu poświęconego tej postaci. Nie ma na swoim koncie samodzielnych osiągnięć. Co jest nieprawdą, bo np. wydała kilka książek. Sens Wikipedii powinien zresztą polegać na tym, że przynosi wiedzę o postaciach mniej znanych, właśnie odkrywanych, takich, które nie miałyby szans na własne hasło w encyklopedii drukowanej. Angielskie hasło zostało jednak skasowane. Słowackie pozostało nietknięte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Puste miejsca – od tego zaczyna się wystawa. Mamy więc zdania wycięte z książek, wszędzie tam, gdzie znalazła się wzmianka o Clementisovej. Akcja rozlewa się na świat zewnętrzny. W bibliotekach, skąd pochodzą książki, znalazły się jakby negatywy działania. Cytaty zostały nielegalnie wycięte z książek, które z dziurami zostały zwrócone do miejsca wypożyczenia. W części wystawy zaplanowanej jako archiwalna przytoczone zostały dodatkowo listy małżeństwa – i znowu posłużyły do tego książki, które rozłożono na pojedyncze kartki. Nieliczne opublikowane zdjęcia Clementisovej zostały potraktowane okrutnie: wycięto jej twarz. Działanie proste, a nawet infantylne, przywodzi na myśl czynności mające zaklinać rzeczywistość, rzucić na kogoś klątwę. To także autodestrukcyjny gest kobiet niepogodzonych z własnym wyglądem, które chwytają za nożyczki, by usunąć siebie z pola widzenia, stosując cenzurę równie bezwzględną jak ta polityczna. Kawałek filmu dokumentalnego z wypowiedzią Clementisovej wyświetlany jest na szybę, przez co kobieta nabiera wyglądu widma. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko więc, podkreśla niewidzialność Lidy, jej brak znaczenia dla biografów męża i znawców historii. Niewyraźna obecność, na drugim planie, gdzieś z boku czy z tyłu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pozostałej części wystawy mamy do czynienia z czymś, co na pierwszy rzut oka przypomina zbieraninę różności. Mamy tu rzeczy bez większego ciężaru, mające rażąco wręcz krótki termin przydatności do użycia, a także błahe z punktu widzenia uznanych systemów wartości. Zaraz z brzegu natykamy się na wydruk porzucony niedbale na ziemi. Znalazła się na nim trawa i odciśnięta geometryczna struktura. Otóż, odwzorowany został odciśnięty plan celi więziennej. Każdy może wejść na zdjęcie i odczuć na własnej skórze jak ciasna była cela, w której miesiące spędziła bohaterka wystawy. Co więcej, zdjęcie było w rzeczywistości zorientowane według rzeczywistej lokalizacji więziennego pokoiku Clementisovej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film wyświetlający się na pustej ścianie przedstawiał szkolne dzieci recytujące ostatni list Clementisa do żony. List pełen napięcia i udawanego spokoju, by nie niepokoić żony, brzmi w ustach uczniów jak lektura szkolna, dzieci poszturchują się, jąkają, przestępują z nogi na nogę i przejmują występem przed kamerą. Wideo pokazuje jak tragiczna historia stopniowo się rozwadnia i właściwie nic z niej nie pozostaje w popularnym przekazie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mona Chisa i Tkacova obmyśliły także sposób na wykorzystanie dźwięków. Ostatni list do żony został transkrybowany na system dźwięków Solresol. Zapis nutowy był do zabrania przez każdego zainteresowanego. Tragiczne dzieje można było wykonać na instrumencie, zaśpiewać, zagrać. Lida Clementisova była przecież śpiewaczką operową. Można też było wcielić się w Lidę. Artystki przygotowały schemat makijażu, jaki stosowała na emigracji w Londynie, skąd pochodziło jej zdjęcie. Makijaż każdy może sobie zrobić. Tym samym własną twarz może zmienić odrobinę w twarz Lidy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co robiły w Karlin Studios doniczki z klematisami? Można je było zabrać. Artystki znów zastosowały model „zrób to sam”. Model majsterkowicza królował w naszych krajach za komuny, kiedy niedostatki w zaopatrzeniu w dobra materialne uzupełnialiśmy zaradnością i sprytem. Model ten powraca, trochę na fali ekologii, antykonsumpcjonizmu i poszukiwania możliwości wyrażenia swoistości naszego doświadczenia historycznego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artystki postanowiły, że nie będą budować pomnika dla Lidy. Wykorzystały pomniki już istniejące. Sfotografowały wszystkie monumenty w Pradze i pokazały jak można wykorzystać kwiaty, by kultywować pamięć o kimś. Nazwa „clematis” odnosi się do nazwiska małżonków. Jeśli zatem chcesz upamiętnić dzielną kobietę, posadź powojnik na wybranym przez siebie pomniku. Powojnik go oplecie zielonymi pędami, zakwitnie i przemieni statuę w pomnik bujnie pleniącej się natury i zapomnienia. Spod roślin nie będzie widać posągu. Bohater stanie się podpórką dla kwiatów. Ten pomysł wydaje się znakomity i nieunikniony. Bo jak inaczej upamiętnić tę kobietę? Nie da się jej postawić pomnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa bardzo mnie poruszyła, chociaż przeszkadzała mi w niej spora pomysłowość artystek. Można odnieść wrażenie, że mnożą one koncepty jednego rodzaju i jeden za drugim. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tych obiekcji, uważam „Far from you” za niezwykle ambitną próbę odniesienia się do historii kobiet i pamięci mieszkańców krajów postkomunistycznych. Jak złożyć hołd sile przetrwania? Jak wznieść pomnik cichemu bohaterstwu, które przez ową siłę się wyrażało? Jak mówić o miłości w czasach czystek stalinowskich? Chociaż brzmi to łzawo, gdyby nie uczucie, losy Lidy potoczyłyby się inaczej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogła mieć własne życie, była przecież śpiewaczką operową – kobietą, która miała głos, chociaż z niego zrezygnowała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.chitka.info/far.html"&gt;Far from you&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-346393824831084186?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/346393824831084186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/09/niewidzialnosc-w-miejsce-obecnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/346393824831084186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/346393824831084186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/09/niewidzialnosc-w-miejsce-obecnosci.html' title='Pusto tak'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TIgLzXYTUVI/AAAAAAAAAg4/l2pQwr2SBhk/s72-c/far_archive5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3722719372845400626</id><published>2010-08-23T13:59:00.002+02:00</published><updated>2010-08-24T00:02:15.527+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bunkier Sztuki'/><title type='text'>Erudycyjny esej</title><content type='html'>Czytam, że konkurs na dyrektora CSW w Warszawie wygrał Fabbio Cavalucci, który przedstawił erudycyjny esej o rodzajach instytucji kultury w dzisiejszych czasach. Gdy zadano mu pytanie o rozwiązania prawne, kandydat odparł przytomnie, że zamierza zatrudnić prawnika. Zaświtała we mnie nadzieja, że nie wszystko jednak w Polsce stracone. Jednak nie w Krakowie, gdzie szans na wygranie konkursu bez formalnego, poświadczonego zatem świadectwem pracy, doświadczenia na jakimkolwiek stanowisku kierowniczym, nie ma. Na podstawie erudycyjnego eseju i bycia po prostu znakomitym&amp;nbsp;specjalistą&amp;nbsp;z charyzmatyczną osobowością i z doskonałym rozeznaniem w kulturze, można co najwyżej mieć własną satysfakcję, a nie wygrywać konkursy na dyrektora Bunkra Sztuki. Każde dziecko dobrze wie, że konkursy wygrywa się dzięki czemu innemu, co poświadczają komentarze na moim blogu. W Krakowie konkurs jest bowiem o wiele bardziej... wymagający:&amp;nbsp;trzeba wkuwać ustawy, w szczególności zaś prawo o prowadzeniu działalności kulturalnej, ustawę o wolontariacie, kodeks pracy, ustawę o finansach publicznych – największą uwagą obdarzając kruczki prawne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjaśnienie jest proste: gdy nie ma pomysłu na galerię miejską, wtedy uwagę skupia się na ustawach. Wszystko wskazuje na to zatem, że wola miejskich decydentów jest taka, żeby z Bunkrem był święty spokój. Pisałam już, że przyszły rok będzie&amp;nbsp;w naszej galerii jeszcze gorszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3722719372845400626?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3722719372845400626/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/08/erudycyjny-esej.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3722719372845400626'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3722719372845400626'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/08/erudycyjny-esej.html' title='Erudycyjny esej'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1366933026247690304</id><published>2010-08-22T00:32:00.004+02:00</published><updated>2010-08-22T12:01:54.180+02:00</updated><title type='text'>Krásný ztráty (piękne przegrane) – czyli kurator z Polski w Pradze</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/THBYNNqEupI/AAAAAAAAAgw/ds2K7CbI91s/s1600/Gabi_Praga_2%2Bs.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/THBYNNqEupI/AAAAAAAAAgw/ds2K7CbI91s/s320/Gabi_Praga_2%2Bs.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;fot. Gabriella Csoszo &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rezydencja kuratorska w Pradze dobiegła końca. Zazdrościłam artystom, że mają o wiele łatwiej – przebierają w możliwościach wyjazdów i że jest tak mało podobnych okazji dla kuratorów. To się trochę zmienia. Rozmowa z Alberto di Stefano z Galerii Futura, której byłam gościem, pozwoliła mi na zrozumienie dlaczego tak się dzieje. Alberto uważa bowiem, że zaproszenie kuratora opłaca się obu stronom – i tej, którą zaproszony gość będzie badał jako środowisko miejscowe, i tej, którą sam reprezentuje. Bo przecież nie wyjeżdża tylko jako indywidualna, samotna postać, kurator otoczony jest grupą ludzi, opracowuje projekty, może czynić więcej połączeń między środowiskami niż artysta, może budować mosty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wedle Mariusza Szczygła Pragę należy odwiedzać na jesieni lub na wiosnę, ja byłam jednak w szczycie sezonu turystycznego. Miasto zalane przez tłumy ludzi – ale wcale nie tak trudne do życia, jak należałoby się spodziewać. Na pewno w dobrym znoszeniu problemów życia w letnim mieście, pomogła lokalizacja – poza centrum, lecz blisko, w dzielnicy Žižkov, która – jak określiła to jedna z osób piszących po polsku o Pradze – uważana jest przez przewodniki za Pragę Prag, coś w rodzaju „jedź tam jeśli chcesz odkryć prawdziwy smak Pragi”. Rzeczywiście, dzielnica przeżywa obecnie okres ożywienia, z podupadłej robotniczej, zamieszkałej także przez Romów, staje się żywym miejscem, gdzie dotychczasowi mieszkańcy mieszają się z przyjezdnymi, pojawiają się cudzoziemcy, liczne kolonie założyli tu np. Rosjanie, licznie – artyści. Ulica Bořivojova, jak powtarzają wszyscy, zawiera najwięcej knajp na m2 w Pradze. Wieść ta niekoniecznie mi imponuje, ale wygląda na prawdziwą. Przy okazji Žižkov nie stał się tak eleganckim i rezydencjonalnym miejscem, jak sąsiednie Vinohrady. Mieszkałam przy wieży telewizyjnej, ozdobionej czarnymi pełzającymi pionowo, niczym olbrzymie muchy, rzeźbami niemowląt Davida Černego. (W ogóle praskim sposobem na sztukę publiczną stało się ustawianie w niej zaskakujących i bardziej efekciarskich niż efektownych rzeźb). Wieża TV stanęła na terenie starego cmentarza żydowskiego, z którego ocalała jedynie część, widoczna w jej najbliższym sąsiedztwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tu o wiele bardziej wielokulturowo niż w jakimkolwiek mieście polskim. Uderzyła mnie wcale nie dobrze już znana amerykańska Praga, lecz znaczna liczba Rosjan czy Ukraińców, którzy związali swoje życie i kariery ze stolicą Czech. Jeden z moich rozmówców uświadomił mi, że na pięć nominacji do Nagrody Jindřicha Chalupecký’ego, czyli najważniejszej nagrody dla młodych artystów w Czechach (i siedmiu artystów, jakich te nominacje objęły), znalazła się m.in. trójka Rosjan, jedna Ukrainka i jeden artysta czeski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cechą charakterystyczną tutejszego życia sztuki jest przewaga prywatnej inicjatywy. Jak mi tłumaczono, wynika to z braku zainteresowania państwa wspieraniem sztuki współczesnej. Na pierwszy rzut oka wygląda to jednak raczej na utrzymywanie przez państwo nie tego, co trzeba, bo pompatycznych instytucji, jak Narodní Galerie z olbrzymim kubaturowo oddziałem poświęconym sztuce nowoczesnej i współczesnej, jakim jest Veletřzni Palac. Jest on powszechnie krytykowany i omijany z powodu urzędującego od czasu aksamitnej rewolucji generalnego dyrektora Galerii Narodowej Milana Knižaka. Biennale Młodej Sztuki prezentowała także Galerie Hlavního Mĕsta Prahy, ale poziomem nie dostawało ono do wystaw w instytucjach prywatnych. Bowiem trzy główne praskie instytucje od sztuki najnowszej: Futura, Dox i Meetfactory, powstały z inicjatywy prywatnej, chociaż otrzymują wsparcie miasta i ministerstwa. Do tych instytucji, o ambicjach centrum sztuki współczesnej (każde z nich sprofilowane jest zresztą inaczej: Futura jako ambitne centrum sztuki aktualnej, sondującej zwłaszcza sztukę czeską i ze wschodniej Europy, Dox jako miejsce bardziej popularne, pokazujące gwiazdy, robiące spektakularne, efektowne wystawy, z naciskiem na popularyzację i Meetfactory jako miejsce tworzenia sztuki, tworzone przez artystów dla artystów, multidyscyplinarne).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I sztuka… Z wierzchu jest podobna, również w rozważaniu przeklętych problemów, spośród których najważniejsze pozostają kwestia wolności, a także pamięci. Jest tu sporo ostrej sztuki politycznej. Tym stwierdzeniem wywoływałam zdecydowany opór rozmówców z Czech, którzy uznają, że takiej sztuki jest jednak więcej w Polsce, bo działają tutaj Peter Fuss, Zbigniew Libera, Artur Żmijewski czy Joanna Rajkowska, natomiast znakiem firmowym czeskiej sztuki są raczej neutralne rozważania postkonceptualne. A jednak w Czechach działa Guma Guar, a Milan Mikulaštik pracuje także jako kurator. Odważne działania w Galerii Roxy NoD, np. konkurs na zagospodarowanie Hradczan, który przyciągnął wiele uwagi, a także – to już akcja Gumy Guar – zrobienie fałszywej wystawy Milana Knižaka („Milan Knižak – Podivný Kelt”, Vernon Fine Art, styczeń 2008), z podrobieniem jego prac i CV, a także urządzenie wyprzedaży, to bardzo mocne i odważne gesty krytyki, na które w Polsce nikt by się nie poważył. Knižak, dawny Fluksusowiec i dysydent, który dzięki etosowi niezłomnego awangardysty i przeciwnika komuny, zyskał pozycję dyrektora generalnego Galerii Narodowej. Teraz jednak dawny opozycjonista jest powszechnie znienawidzony za dławienie wolności wypowiedzi artystycznej i wykorzystywanie własnej pozycji dla własnych korzyści. Dodam jeszcze, że w tym samym 2008 roku Guma Guar miała wystawę wspólnie ze Zbigniewem Liberą (Galeria Futura). Wiem, wspominam aktywność tylko jednej grupy, jednak ona generuje aktywność środowiska skupionego wokół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to, rzeczywiście, chyba jednak sztuka polityczna jest specjalnością środowisk anarchizujących. Wizyty na wystawach wskazują, że więcej tu projektów partycypacyjnych, społecznych, w tym sensie, że angażujących, wykorzystujących i opisujących małe społeczności lokalne. Artyści podążają ogólnie śladem Katařiny Šedy, jednak poszukując własnych rozwiązań, np. Barbora Klimová czy duet Alexey Klyuykov &amp;amp; Vasil Artamonov, jednak polska sztuka ma większy ciężar egzystencjalny. Dźwiga wręcz na barkach poczucie ciężaru losu, czego w Czechach w ogóle nie ma. Przyznam jednak, że nie mam zdania na ten temat – nie potrafię ocenić czy to dobrze, czy źle. Tęskno mi za sztuką inną niż ta ponura w Polsce, z drugiej strony jednak nie potrafię się od niej uwolnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O najlepszych wystawach, jakie widziałam w Pradze - w następnym wpisie.&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1366933026247690304?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1366933026247690304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/08/krasny-ztraty-piekne-przegrane-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1366933026247690304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1366933026247690304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/08/krasny-ztraty-piekne-przegrane-czyli.html' title='Krásný ztráty (piękne przegrane) – czyli kurator z Polski w Pradze'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/THBYNNqEupI/AAAAAAAAAgw/ds2K7CbI91s/s72-c/Gabi_Praga_2%2Bs.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-7535974294867071606</id><published>2010-07-08T19:28:00.044+02:00</published><updated>2010-07-13T23:25:49.716+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bunkier Sztuki'/><title type='text'>Bunkier Sztuki - konkurs</title><content type='html'>Drodzy czytelnicy tego bloga :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłam podać do wiadomości publicznej fakty związane z konkursem na dyrektora Bunkra Sztuki, ponieważ uczestniczyłam w nim i nie zostało mi przekazane, że dotychczasowe elementy konkursu, których zaznałam, zostały obdarzone klauzulą tajności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce obowiązuje od 2001 roku ustawa o dostępie do informacji publicznej, ale o ile obywatelu nie jesteś biegły w rozmaitych kruczkach prawnych i nie masz własnego prawnika, to na pewno nie wywalczysz prawa do bycia poinformowanych np. o przebiegu konkursów na dyrektorów instytucji kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Tak czy owak, pragnę napisać o tym, co mnie dotyczy w kwestii konkursu na dyrektora Bunkra Sztuki. Z tego, co wiem, komisja konkursowa ma zakaz mówienia o samym konkursie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak zatem wiele osób zaskoczyło zawarcie wśród wymagań organizatora w stosunku do przyszłego dyrektora obowiązek udowodnienia 3-letniego doświadczenia na stanowisku kierowniczym. Jako kandydatka oczekiwałam jasnej wykładni organizatora konkursu - co tak naprawdę znaczą owe 3 lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj dodam tylko dygresję, że wg współpracującego ze mną prawnika, ogłoszenie o konkursie zostało sformułowane tak, jakby Miasto Kraków - organizator Bunkra Sztuki - poszukiwał biegłego w kruczkach prawnych administratora, a nie menedżera biegłego w zarządzaniu instytucjami kultury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napisałam wraz z Martą Deskur pismo do Wydziału Kultury Krakowa z prośbą o wykładnię wymagań sprecyzowanych w ogłoszeniu o konkursie na dyrektora. Miałyśmy na myśli przede wszystkim owe nieszczęsne 3 lata na stanowisku kierowniczym (którego notabene w poprzednim konkursie, którego wygraną była Maria Anna Potocka, nie było), a także podobnie niebezpieczne, a nieprecyzyjne sformułowania jak biegła znajomość jakiegokolwiek języka obcego (mógłby to być zatem angielski sprawdzany przez zawodowego tłumacza, ale także rosyjski sprawdzany przez pracownicę Wydziału Kultury).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na list ów Komitet otrzymał odpowiedź p. Turlejskiej, zastępczyni dyrektora Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Kraków. W liście p. Turlejska głosiła, że 3 lata na stanowisku kierowniczym to także doświadczenie jako kurator wystaw i innych wydarzeń kulturalnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, już w trakcie samego konkursu okazało się, że Miasto Kraków nie chce mieć jako dyrektora Bunkra osoby, która jest praktykiem w świecie sztuki: chce mieć kogoś, kogo zaaprobuje prawnik miejski. Ów prawnik po prostu siadł nad papierami kandydatów oceniając co się nadaje. Prawnik ten cofnął moje papiery, ponieważ przez wiele lat byłam wolontariuszem pełniącym obowiązki kierownika działu sztuki w Kwartalniku Literackim "Kresy", a - jak się okazało - wg prawa z 2003 (o wolontariacie) nie jest to świadczenie pracy.Tak zatem posiadanie formalnego zapisu w świadectwie pracy - jako kierownik byle czego - jest zasadnicze. Tak zatem nad wnioskami siedzi prawnik miejski i ma w nosie wszelkie niuanse. Prawnik musi dostać odpowiedni dokument, inaczej kandydat odpada i pan Filip Berkowicz, Przewodniczący Komisji Konkursowej, to potwierdzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stąd zatem mój wniosek: akcja na rzecz dowartościowania pracy kuratorów. O tym pisałam wielokrotnie i to doprawdy paląca potrzeba. Dodam tylko, że jako obywatel płacący podatki na Gminę Miejską Kraków, tak zatem również na kulturę, płacę na byle co - ponieważ wykładnie prawnika są doprawdy w praktyce niewiele warte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dodatek, po tym, jak mój wniosek został oddalony (a miałam przygotowaną całościową wizję funkcjonowania galerii Bunkier Sztuki - o którą nie zapytał mnie nikt), okazało się, że w ogóle cały konkurs został nierozstrzygnięty i będzie prawdopodobnie ogłoszony na nowo, o ile Prezydent Majchrowski nie zdecyduje się na nominowanie własnego kandydata. Ciekawe kogo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie nie będę startować w nowym konkursie, bo wolę swą energię przeznaczyć na kreowanie własnych przedsięwzięć, a nie na:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. przekonywanie p. Stanisława Tabisza, że Bunkier Sztuki zrobi wystawę krakowskiemu ZPAP&lt;br /&gt;2. walkę z prawnikiem miasta Kraków, że doświadczenie kuratorskie i kierownicze od 1993 roku, a nie znajdujące odpowiedniego zapisu w świadectwie pracy, się liczy&lt;br /&gt;3. uczestnictwo w próbach udowodnienia, że nie znam się na kruczkach prawnych, jakby one decydowały, czy ktoś nadaje się na dyrektora, czy nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najsmutniejsza jednak w tym wszystkim jest dezynwoltura organizatora Bunkra Sztuki, Gminy Miejskiej Kraków, w traktowaniu tej instytucji. Z każdym dniem życia w zawieszeniu, bez dyrektora, sytuacja galerii, w której mam przyjemność pracować - i być autorką wielu głośnych wydarzeń w niej zrealizowanych - pogarsza się. Piszę o tym powodowana odpowiedzialnością za instytucję i zaniepokojona zastojem decyzyjnym, jaki wokół niej panuje. Już w tej chwili znajduje się w opłakanym stanie pod wieloma względami. Każdy dzień czekania na nowy konkurs sytuację pogarsza. Przypomnę, że Miasto zapowiadało bardzo szybkie rozpisanie konkursu, zaraz po odejściu Marii Anny Potockiej do budowanego muzeum, któremu nadała nazwę Mocak - w lutym tego roku. Z niezrealizowanych obietnic nikt Miasta nie rozliczył, a Galeria ledwie zipie z okrojonym o 30% w stosunku do poprzedniego, wcale też niezbyt obfitego w dotację miejską, roku. Nie jest w stanie też planować dalekosiężnych ruchów, w tym kompleksowego pozyskiwania środków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy mamy zatem szansę na kompetentny konkurs i wybranie dobrego fachowca - z wizją reformy instytucji i uczynienia z niej żywego ośrodka nowej sztuki? (A już dzisiaj widać, że przyszły rok będzie dla Bunkra stracony). Chciałabym wierzyć, że tak, ale niestety, moja wiara nie znajduje poparcia w rzeczywistości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-7535974294867071606?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/7535974294867071606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/07/bunkier-sztuki-konkurs-na-dyrektora.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7535974294867071606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7535974294867071606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/07/bunkier-sztuki-konkurs-na-dyrektora.html' title='Bunkier Sztuki - konkurs'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2625232151524741441</id><published>2010-06-29T11:08:00.001+02:00</published><updated>2010-06-29T14:53:14.871+02:00</updated><title type='text'>"Przekleństwa wyobraźni" w Bunkrze Sztuki</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TCnsY5PDVOI/AAAAAAAAAfg/YKrhL0BQT0Q/s320/gradient_tomekkowalski_maly.jpg" /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TCnseluaOLI/AAAAAAAAAfo/25KwiAvsaGc/s1600/lampka_dorotajurczak_mala.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TCnseluaOLI/AAAAAAAAAfo/25KwiAvsaGc/s320/lampka_dorotajurczak_mala.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;widok na rzeźby Tomka Kowalskiego i Lampkę Doroty Jurczak, fot. Rafał Sosin &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawę "&lt;a href="http://www.bunkier.art.pl/wystawy/pokaz/107"&gt;Przekleństwa wyobraźni"&lt;/a&gt; można oglądać w Bunkrze Sztuki do 22 sierpnia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nasze wspólne dzieło z Karoliną Bujnowicz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wystawie udział biorą:&amp;nbsp;Hans Bellmer, Kasia Fudakowski, Piotr Janas, Dorota Jurczak, Tomasz Kowalski, Goshka Macuga, Edmund Monsiel, Jakub Julian Ziółkowski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorką aranżacji przestrzeni jest Anna Mokrzycka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy tworzeniu wystawy czytałyśmy&amp;nbsp;dużo Leśmiana i Leirisa (i trochę Bataille'a). &lt;br /&gt;Jest o powrocie do wyobraźni i o nurcie "surrealizującym" w najnowszej sztuce. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Zapraszam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2625232151524741441?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2625232151524741441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/06/przeklenstwa-wyobrazni-w-bunkrze-sztuki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2625232151524741441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2625232151524741441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/06/przeklenstwa-wyobrazni-w-bunkrze-sztuki.html' title='&quot;Przekleństwa wyobraźni&quot; w Bunkrze Sztuki'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TCnsY5PDVOI/AAAAAAAAAfg/YKrhL0BQT0Q/s72-c/gradient_tomekkowalski_maly.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2131944302752243008</id><published>2010-06-29T11:01:00.000+02:00</published><updated>2010-06-29T11:01:16.882+02:00</updated><title type='text'>Targi Sztuki w Bielsku-Białej</title><content type='html'>Zapraszam do czytania &lt;a href="http://www.obieg.pl/recenzje/17947"&gt;relacji z Targów Sztuki Sfera&lt;/a&gt; w Bielsku-Białej. Do Bielska zawsze warto przyjeżdżać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2131944302752243008?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2131944302752243008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/06/targi-sztuki-w-bielsku-biaej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2131944302752243008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2131944302752243008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/06/targi-sztuki-w-bielsku-biaej.html' title='Targi Sztuki w Bielsku-Białej'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6183739682661571955</id><published>2010-06-07T20:35:00.011+02:00</published><updated>2010-06-08T10:59:15.049+02:00</updated><title type='text'>Co to będzie?</title><content type='html'>Adam Mazur &lt;a href="http://www.obieg.pl/felieton/17559"&gt;napisał &lt;/a&gt;o wysokości zarobków przewidzianych dla przyszłego dyrektora CSW. Zgadzam się, że 18 000 zł to astronomicznie dużo, od siebie dodam, że wręcz niemoralnie, gdy zważy się na dysproporcję w stosunku do płac kuratorów w Polsce, tego „kultprotelariatu”. I nic się nie zmieni, póki nie zmieni się to, o czym pisał Adam: aktywni są dzisiaj dyrektorzy – i bardzo dobrze, lecz lobbują w sprawach dla siebie ważnych, a nie w sprawach podwyższenia statusu zawodu kuratora w Polsce. Co do szeregowych kuratorów, to wolą plotkować po kątach i nie podskakiwać nikomu, boją się bowiem, że podpadną temu i tamtemu (śmiech bierze, gdy się okaże komu tak naprawdę) i stracą ewentualną możliwość zarobienia groszy tu i ówdzie. Bo jeśli skrytykuję, to ten mnie przestanie lubić, ten mnie nie poleci tamtemu – i co to będzie? No, co to będzie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic się nie zmieni w kwestii płac kuratorów jeśli oni sami nie uwierzą w wartość swojej pracy. Jeśli sami nie pojmą, że nie są pojedynczymi graczami, lecz stanowią środowisko zawodowe, które potrafi ustanowić własny – że użyję niemodnego słowa – etos pracy, czyli m.in. zestaw reguł nią rządzących, a w konsekwencji – zawalczyć o własny interes. Kuratorzy, jeśli chcą, by im było lepiej, muszą się obudzić i zacząć domagać godziwej zapłaty za pracę wymagającą wysokich kwalifikacji. I bronić się przed odmawianiem wartości ich zawodowi, przed deprecjacją wyrażaną niekiedy przez eksponowane postaci życia artystycznego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brakuje związku zawodowego kuratorów. Związku, który zabrałby się za określenie statusu zawodu kuratora w instytucji kultury. Związek ten określiłby minimalne stawki za pracę kuratora, umożliwiłby preferencyjne składki ubezpieczeniowe, przez co ośmielił zjawisko wolnych strzelców w naszym kraju. Niezbędne jest spisanie zakresu obowiązków kuratora, kodeksu pracy kuratora – bo traktowanie zawodów twórczych w polskich instytucjach kultury sięgnęła dna. Płaca równa płacy sprzątaczki od 1989 roku, za to obowiązków co niemiara, i to od Sasa do lasa, czyli od załatwiania ubezpieczeń wystawy poprzez zamawianie ramek do obrazów, po umawianie transportów. Do tego np. konwersacje z instytucjami celnymi w Szwajcarii, bo ktoś za to odpowiedzialny nie zna angielskiego. I tak dalej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Instytucje nie zdają sobie sprawy z tego, że jeżeli chcą dobrych, nowatorskich, wstrząsających, dających do myślenia wydarzeń, to powinny rozliczać kuratorów z pracy w bibliotece czy pracowniach. Nie wspomnę o zarzuconym zwyczaju dotowaniu wyjazdów, szkoleń czy chociażby kupowaniu książek. Wypisywanie protokołów zdawczo-odbiorczych czy umów dla artystów przez kuratora nie przełoży się na wysoką jakość wystaw. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego oprócz domagania się przejrzystości w polityce kulturalnej, 1 % na kulturę, praw dla artystów w starciu z instytucjami, domagajmy się wymiernego szacunku dla pracy kuratorów. Opłaci się to wszystkim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6183739682661571955?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6183739682661571955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/06/pace-jeszcze-raz-i-jeszcze-raz-i.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6183739682661571955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6183739682661571955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/06/pace-jeszcze-raz-i-jeszcze-raz-i.html' title='Co to będzie?'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2030713790619841309</id><published>2010-05-19T00:52:00.004+02:00</published><updated>2010-05-20T10:23:48.136+02:00</updated><title type='text'>Katastrofa i jej ofiary („Materiały wideo do kupienia w agencji TVN”*)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S_TxNNLoImI/AAAAAAAAAfQ/PCCOV9d5RuA/s1600/061.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S_TxNNLoImI/AAAAAAAAAfQ/PCCOV9d5RuA/s320/061.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S_TxTMFZYTI/AAAAAAAAAfY/rOu9FXE3j-w/s1600/064.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S_TxTMFZYTI/AAAAAAAAAfY/rOu9FXE3j-w/s320/064.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Kraków, przy moście Powstańców, kulminacyjna fala powodziowa na Wiśle, fot. Monika Ujma&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dzisiaj w Krakowie Wisła jeszcze nie wylała, ale zamknęli most Dębnicki, bo rzeka sięgnęła do jego poziomu. Na portalu informacyjnym głoszą, że zamknęli bulwary wiślane, co brzmi zabawnie, bo bulwary uczyniły to same: zalała je woda i nie ma po czym chodzić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wezbrane wody i katastroficzne, podgrzewające atmosferę zapowiedzi mediów spowodowały istny wylew gapiów nad bulwarami wiślanymi. Portal TVN 24 ma na swojej stronie 8 pierwszych newsów tylko o wielkiej wodzie – największej od 40 lat. Mądrale przekrzykują się co Tusk koniecznie musi zrobić, bo przecież władze lokalne nie od tego… A jedna pani dzwoniła do Radia Kraków z prośbą, by nie nadawać wesołych piosenek, bo ona ma zalany dom i się smuci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie jednak, mimo tak ekscytującej rzeczywistości, nie wiem czy można to już nazywać powodzią gdy chce się używać terminologii w sposób normalny, a nie emocjonalny, właściwy dla mediów tzw. informacyjnych i polityków. Pewnie tak, ale moje wahania wyrażają po prostu przekonanie, że „telewizja kłamie”, jak było, jest i będzie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam nad Wisłą. Wczoraj przejechałam od Sandomierza do Krakowa, to piękna trasa, mija się takie perły architektury dawnej jak Beszowa czy Nowy Korczyn. Droga na całej swej długości była otwarta, chociaż widać było rozlewiska Wisły i jej niewielkich dopływów. W pewnym momencie, w Koszycach, droga doszła wysoko, ale wciąż jej brakowało ze 3 m, żeby zalać jezdnię. Dzisiaj pierwsza rzecz, jaką przeczytałam w sieci, to news, że właśnie tamten fragment drogi został zamknięty, a asfalt został zalany na metr, w co nie wierzę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale najbardziej niezwykłym doświadczeniem było nie spojrzenie we wściekłe, brązowe i mknące z niezwykłą prędkością nurty Wisły. Od jednego z mostów na Wiśle – Mostu Powstańców – mieszkam dosłownie kilkaset metrów. Ktoś powiedział mi, że powinniśmy już pić tylko wodę mineralną, bo przy powodziach zatruciu ulega najpierw woda, a ktoś inny poinformował mnie, że żyję na terenach zalewowych. Ani jedno, ani drugie póki co się nie sprawdziło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie. Na wąskich chodnikach idących po miejskich wałach przeciwpowodziowych, a nad bulwarami, paraduje tłum. Zdarza się, że przyjeżdżają specjalnie po to, parkują auta, wyciągają swoje kamery z Media Marktu – i filmują. Niektórzy schodzą niebezpiecznie blisko nad poziom błotnistej wody. Wreszcie zdarzyło się coś po co kupili te kamery!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jak jest na jedynym zamkniętym w Krakowie Moście Dębnickim. Przy moim moście trwa atmosfera wesołego miasteczka i pikniku. Całe rodziny, młode pary, turyści z hotelu Cubus zaraz za rzeką, wszyscy obserwują Wisłę. Przy workach z piaskiem ustawionych tam gdzie bulwary wchodzą na skarpę, i gdzie istnieje zagrożenie, że Wisła wyleje i popłynie ulicą Halicką, ludzie pozują do zdjęć. Dzieci wypatrują każdego przecieku w murach nadrzecznych. Słyszałam kilkakrotnie: "babciu/tatusiu, tu przecieka". Fotografowie chodzą po owych murach łapiąc każdy bezcenny kadr. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na ludzi patrzących na rzekę. Szukających silnych wrażeń, zabicia codziennej rutyny i czujących się bezpiecznie, więc podchodzących jak najbliżej do wody. Sama się do nich zaliczam. Ci ludzie, z parasolami i bez, z kamerami wideo, i bez, stoją tam na brzegu wciąż wzbierającej rzeki. I nie wierzą, że może wydarzyć się katastrofa. A przecież tańczą na krawędzi. W każdej chwili może porwać ich woda. Może zdarzyć się coś strasznego. Wiedzą o tym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie o TO chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*ze strony TVN24&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2030713790619841309?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2030713790619841309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/05/katastrofa-i-jej-ofiary-materiay-wideo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2030713790619841309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2030713790619841309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/05/katastrofa-i-jej-ofiary-materiay-wideo.html' title='Katastrofa i jej ofiary („Materiały wideo do kupienia w agencji TVN”*)'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S_TxNNLoImI/AAAAAAAAAfQ/PCCOV9d5RuA/s72-c/061.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1230296682011252748</id><published>2010-05-11T00:18:00.002+02:00</published><updated>2010-06-10T19:47:50.499+02:00</updated><title type='text'>„Pan Kerownik”</title><content type='html'>Został właśnie ogłoszony konkurs na dyrektora Bunkra Sztuki. Ogłoszony został w trzecim miesiącu po odejściu poprzedniej dyrektorki, po długim czasie pisania (miasto miało, wg własnych deklaracji, ogłosić go jeszcze w lutym), bez dania odpowiedzi na obywatelskie zapytanie o jego termin, treść , harmonogram, osoby odpowiedzialne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W porównaniu z konkursem poprzednim, z 2006 roku, ten zawiera więcej warunków i preferencji, ich lista jest zdecydowanie dłuższa. Konkurs sprawia mimo to wrażenie pisanego na kolanie, jest sformułowany niestarannie. Oto kilka najbardziej kłujących w oczy przykładów. Wymagane jest np. doświadczenie na stanowisku kierowniczym, ale nie jest już dodane gdzie – tak zatem owo stanowisko mogło istnieć chociażby w sklepie spożywczym. Ważne, żeby było udokumentowane. Kolejna rzecz: biegła znajomość języka obcego. Jakiego – nie sprecyzowano. Może to być zatem język jakikolwiek. Następne kuriozum: wyższe studia z zakresu sztuk plastycznych. Z czymś takim, przyznam, jeszcze się nie spotkałam. Nie rozumiem dlaczego np. socjolożka / socjolog kultury nie mają tutaj szans. Albo chociażby filmoznawczyni / filmoznawca. Wstydź się, Miasto Kraków, konkurs powstawał stanowczo za długo i zaowocował bublem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem zatem, że kierowniczka sklepu zaopatrzenia plastyków, która ukończyła wychowanie plastyczne, znająca biegle bułgarski, jest kandydatką idealną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja sama odbiegam nieco od naszkicowanej powyżej rekonstrukcji oczekiwań Miasta, ponieważ jednak zamierzałam w konkursie startować – nigdy zresztą tego nie ukrywałam – to warunkom owym przyjrzałam się szczególnie wnikliwie i mam na ich temat pewne przemyślenia. Otóż, Miastu Kraków nie zależy najwidoczniej na wyborze spośród jak najszerszej grupy osoby kompetentnych, gdyż warunkami swymi wyklucza sporą część świetnych specjalistów, którzy nie mieli okazji umiejscowić się w strukturze instytucji i nie mają w świadectwie pracy udokumentowanych „3 lat na stanowisku kierowniczym”. Oczom własnym nie wierzyłam gdy zobaczyłam to nieszczęsne sformułowanie. By dopuścić większą liczbę interesujących kandydatów, by uwzględnić specyfikę pracy w kulturze, która bynajmniej nie jest pracą „w fabryce śrubek”, lecz jest pracą twórczą i nie podlega takiej hierarchizacji, jak w innych dziedzinach, nawet jeśli wpisuje się w warunki owe „3 lata na stanowisku kierowniczym”, to dodaje się, że może to być także doświadczenie adekwatne, polegające na braniu odpowiedzialności za jakąś całość, kierowaniu grupami ludzi, realizacji projektów. Sprawdźcie jak robią to inni – wystarczy poszukać w Googlach, wyskakuje mnóstwo ogłoszeń, np. na stanowisko dyrektora każdego domu kultury tak właśnie formułuje się oczekiwania. W polskim teatrze nie pojawiłaby się nowa jakość za sprawą młodego pokolenia dyrektorów (którzy wygrywali konkursy, rzecz jasna), jeśli byłoby wymagane doświadczenie na stanowisku kierowniczym. Zatrudniano młodych ludzi podejmując ryzyko, że nie mają oni doświadczenia. I wyszło to teatrowi na dobre. Dodam jeszcze jedno. Specyfiką pracy w kulturze jest fakt, że realizuje się imprezy, wydarzenia, wystawy, koncerty itp. bez bycia formalnie jakimkolwiek kierownikiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zdradzę tajemnicy jeśli napiszę, że w Bunkrze Sztuki kuratorzy tworzą i realizują liczne projekty różnej wielkości i wagi, kierują ludźmi, biorą na siebie dużą odpowiedzialność, lecz pozostają po prostu kuratorami. Nie ma tutaj stanowiska kierownika działu. I dzieje się tak w wielu instytucjach – ich struktura jest spłaszczona. Skąd zatem ludzie mają brać doświadczenie na stanowisku kierowniczym? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasto Kraków takimi drobiazgami się nie przejmuje. Kierownik to kierownik. Porządek musi być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.obieg.pl/wydarzenie/17129"&gt;Konkurs&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1230296682011252748?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1230296682011252748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/05/pan-kerownik.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1230296682011252748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1230296682011252748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/05/pan-kerownik.html' title='„Pan Kerownik”'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6301056424505216981</id><published>2010-04-22T21:05:00.003+02:00</published><updated>2010-04-27T21:58:10.768+02:00</updated><title type='text'>Ekshibicjonizm i autentyzm</title><content type='html'>Znalazłam właśnie wypowiedź, pod którą mogłabym się podpisać (w obecnym stanie świadomości):&lt;br /&gt;"...ekshibicjonizm to też rodzaj gry, książka pisana w pierwszej osobie wcale nie musi mówić prawdy o autorze. ... Nie interesuje mnie prawda, tylko to jak na mnie działa przekaz i co on uruchamia. Zgodność z rzeczywistością jest sprawą drugorzędną. Pojęcia prawdy i prostoty są dla mnie mocno przereklamowane, toż to siostry grafomanii. Wolę maski i woale. Autentyzm wydobywany z kreacji". &lt;br /&gt;Mówi Mariusz Treliński ("Tygodnik Powszechny", 25 kwietnia 2010).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6301056424505216981?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6301056424505216981/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/04/ekshibicjonizm-i-autentyzm.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6301056424505216981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6301056424505216981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/04/ekshibicjonizm-i-autentyzm.html' title='Ekshibicjonizm i autentyzm'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-8272114371932617979</id><published>2010-04-09T00:25:00.106+02:00</published><updated>2010-04-11T10:48:25.927+02:00</updated><title type='text'>Wolnica</title><content type='html'>Chodzę sobie po krakowskim Kazimierzu. Jestem lokalną odmianą flaneuse - spacerowiczką po krętych ulicach dawnej dzielnicy żydowskiej. Najczęściej chodzę z wózkiem. Patrzymy z małą Heleną jak dzielnica się zmienia, a zmiany zachodzą gwałtownie, i najczęściej według schematu najbardziej wulgarnej transformacji. Sklepy, które były tutaj jeszcze przed chwilą, ustępują miejsca innym sklepom, obliczonym na szybki zysk i często minimalną inwestycję. Na mojej ulicy niedawno powstały i za miesiąc-dwa zwinęły podwoje dwa sklepy z tanią odzieżą: „Imperium” i jeszcze "Odzież markowa za grosze". Pojawiły się rzecz jasna banki oraz sklepy z alkoholami „24 godziny”. Czyli zamiast przyjaznych sklepików znanych od lat (na szczęście dwa z nich istnieją jeszcze w mojej kamienicy), ulic, przejść, placyków, podwórek, może nieco chaotycznych i zaniedbanych, ale dobrze służących ludziom: mieszkańcom czy osobom przybyłym tutaj na chwilę, pojawiają się obiekty i przestrzenie powstałe odgórnie, dla komercyjnego interesu. Normalne, ale od czego są władze miasta jako reprezentacja interesu mieszkańców?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak zatem ulice Miodowa, Podbrzezie, Józefa, Bożego Ciała i pomniejsze, zostały całkowicie opanowane przez knajpy i przybytki dla turystów: galerie, pamiątki. Knajpy są miłym zjawiskiem, ale niekoniecznie tak wiele, niekoniecznie wchodzące w całą przestrzeń, dzielące ją z parkingami. Powstały przecież programy rewitalizacji dla Kazimierza. Będę naiwna, śledzę bowiem meandry polityki kulturalnej Krakowa, co nie daje złudzeń, że miasto stawia na długofalową politykę stawiania na kulturę. Dominują działania doraźne, nośne marketingowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak będę programowo naiwna i powiem, że dziwi mnie fakt, że miasto nie zdecydowało się na długofalowy program wspierania lokalnych rzemieślników i małych sklepikarzy, żeby utrzymywali swoje zakłady i sklepy w dzielnicy, która z nich słynęła. Bez świadomego wsparcia, np. w ulgach czy dotacjach do czynszów, Kraków stanie się pustynią (której obszerne połacie możemy już oglądać w turystycznych miejscach: Rynek, jego okolice, Grodzka). Oczywiście, miasto powołuje się nieustannie na fakt, że „jesteśmy za biedni”, by stosować politykę kulturalną o odległych czasowo celach. Inwestowanie w kulturę nie wydaje się być jednak cechą wyłącznie bogatych społeczeństw. To raczej ci, co są na dorobku, inwestują w nią, by wspiąć się wyżej na drabinie rozwoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnim numerze „Architektury i Biznes” (04/2010) pojawił się tekst Aleksandry Jach, zawierający omówienie konkursu na zagospodarowanie Placu Wolnica. Od pewnego czasu dyskutuje się w Krakowie przyszłe funkcje i formę placów Starego Miasta i Kazimierza. Stare Miasto ma już bodajże wszystkie place wyremontowane bądź właśnie w remoncie. Plac Szczepański, mający stać się, wedle deklaracji Miasta, "secesyjnym salonem Krakowa", właśnie przeżywa przebudowę, która wyeliminuje z niego parking. Jak donosi "Gazeta Wyborcza", jeszcze przed końcem robót można jednak zobaczyć, że kruszą się nowo położone chińskie porfiry, wykorzystane na krawężniki. Jak pisze Aleksandra Jach, poglądy urzędników na nowe urządzenie placów sprowadzają się do wprowadzenie tam nowej nawierzchni i pomnika lub fontanny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do Kazimierza, miasto zorganizowało m.in. konkurs na projekt nowego zagospodarowania Placu Nowego, teraz rozstrzygnięto projekt na kazimierski Rynek, jakim jest Wolnica. Miejsce to, mimo dużych rozmiarów, świeci pustkami. Jest otoczone parkingiem. Ludzie przechodzą tędy przecinając plac na ukos - z przystanku na Krakowskiej do Wawrzyńca i dalej - Starowiślnej. Biegnie tędy i szlak rowerowy, podążający ku Wiśle, ulicy Mostowej i budowanej właśnie kładce. Plac jest miejscem spokojnym, na nielicznych ławkach przesiadują tam przetrzebieni już miejscowi. Pojawiają się i rodziny z dziećmi, gdyż oferuje dość wygodny wybieg dla najmłodszych. Helena na przykład bardzo lubi gonić gołębie w cieniu Muzeum Etnograficznego albo też wokół rzeźby Bolesława Chromego. Oferuje jednak wciąż sporą niezagospodarowaną  przestrzeń. Organizuje się tam cieszące się wielką popularnością targi zdrowej żywności  wyprodukowanej w Małopolsce. Jednak położenie, sąsiedztwo i rozmiary Wolnicy każą myśleć o tym miejscu w kategoriach niewykorzystanego potencjału. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konkurs na zagospodarowanie Placu Wolnica wygrało biuro Lewicki i Łatak. Zwycięski projekt jest prosty i efektowny. Zakłada pokrycie placu nawierzchnią drewnianą. Nawiązywać ma do średniowiecznych drewnianych bruków - "dylowiny". Miejsce ma być pokryte specjalnie zaimpregnowanymi balami, tak by mogły znieść trudy naszego klimatu. Jednak jako materiał ma zostać użyte egzotyczne drewno tekowe, co wzbudza wątpliwości, bo nie wiadomo jak ten surowiec zachowa w środkowoeuropejskich warunkach klimatycznych. Ponadto pojawiają się także pytania czy należy sprowadzać materiał z odległych krain, a nie wykorzystywać tego, co dostępne jest na miejscu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo zastrzeżeń projekt wydaje się obiecujący. Na drewnianych, "ciepłych" balach mogliby siadać lub kłaść się ludzie. Czego jednak w nim brakuje, to całościowego programu dla całego placu, z uwzględnieniem jego przyszłych funkcji, wynikających m.in. ze znajdujących się przy nim instytucji i innych miejsc. Niezintegrowane z placem pozostaje Muzeum Etnograficzne, jak pisze Ola Jach, główny „rozgrywający” tej przestrzeni, mieszczące się w dawnym kazimierskim ratuszu i mające ambicje, by wychodzić ze swymi aktywnościami również na zewnątrz. Już w zeszłym roku pojawiły się tam przedstawienia teatrów ulicznych, animowane przez teatry KTO i Mumerus. Brak wpisania pewnej wizji wykorzystania placu powoduje obawy, że po odnowie nadal nie będzie zatrzymywał ludzi, służąc głównie za przestrzeń tranzytową. Autorka postuluje zatem, by do konkursów na zagospodarowanie przestrzeni publicznej zapraszać nie tylko architektów, ale i projektantów krajobrazu i innych specjalistów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten słuszny postulat zakłada bardziej odpowiedzialne i całościowe myślenie o przestrzeni miejskiej jako o złożonym organizmie, o tym, jak będą korzystać z niej ludzie, jak wykorzystać dodatkowe funkcje danego miejsca i jak je "przeprogramować". Do tej pory urzędnicy, ale i środowiska odpowiedzialne za kształtowanie wspomnianej przestrzeni myślą o niej jako o zbiorze fragmentów, place traktując jako rodzaj ozdoby.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-8272114371932617979?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/8272114371932617979/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/04/chodze-sobie-po-krakowskim-kazimierzu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8272114371932617979'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8272114371932617979'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/04/chodze-sobie-po-krakowskim-kazimierzu.html' title='Wolnica'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2017366250883810740</id><published>2010-04-07T23:25:00.004+02:00</published><updated>2010-04-07T23:34:28.619+02:00</updated><title type='text'>Życiomalowanie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7z4i6ickGI/AAAAAAAAAfA/FXEnR91WSjE/s1600/muze201002_006.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7z4i6ickGI/AAAAAAAAAfA/FXEnR91WSjE/s320/muze201002_006.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dorota Lampart, Śmierć matki, ok. 1934, tempera na papierze, Muzeum Etnograficzne w Krakowie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7z5nFZ2NRI/AAAAAAAAAfI/P-PFy8QVIcw/s1600/170gb_682.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7z5nFZ2NRI/AAAAAAAAAfI/P-PFy8QVIcw/s320/170gb_682.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dorota Lampart, Sen, 1967, akwarela, tempera na papierze, Muzeum im. Orkana w Rabce-Zdroju&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była odmieńcem, słusznie zatem postępuje kuratorka wystawy – jak się okazuje, w ogóle pierwszej indywidualnej – podkreślając wagę jej osobowości, biografii, miejsca, w którym żyła. Grażyna Mosio mówi, że Dorota Lampart była osobowością skomplikowaną i nie da jej się zamknąć w figurze wiejskiej wariatki, nawiedzonej dewotki, lub – odwrotnie – świadomej własnej wartości, wykorzystującej zainteresowanie kolekcjonerów sztuką nieprofesjonalną artystki „naiwnej”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takich jak ona określa się mianem nieprzystosowanych, mówi, że „urodzili się w złym miejscu i czasie”, w pewnym sensie żałując ich zmarnowanej szansy i talentów. Określenie zawiera bowiem w sobie przekonanie, że gdyby żyła w innej rodzinie i środowisku, to jej talent miałby szansę rozkwitnąć, a ona sama zdobyłaby większe uznanie i tworzyła bez żadnych ograniczeń. Istnieje zatem pokusa, by wpisać ją we współczesną wersję Janka Muzykanta, lecz czy należy ulegać sentymentalnemu szantażowi w niej zawartemu? Nie wiadomo jak inaczej potoczyłyby się losy Doroty Lampart gdyby jej matka nie była góralką służącą w Krakowie, gdyby jej życiu towarzyszył ojciec, nie wiadomo, czy w rodzinie z lepszymi możliwościami, a przede wszystkim dostępem do edukacji, w ogóle poświęciłaby się tworzeniu i jaką ono by przybrało formę. Być może robiłaby coś zupełnie innego, może właśnie trudne warunki spowodowały, że malowała wizje świętych, za które była ceniona, ale i wyśmiewana. Hipotetyczne losy artystów – temat na pasjonującą wystawę? Książkę? Esej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet urodą się wybijała z otoczenia, pociągła twarz, drobne, regularne, wyraziste rysy (jak głosi legenda, jej matka była piękna). No i bieda wokół niej, ruina, do której doprowadzała kolejne domostwa. Była trudna w kontaktach, nieufna, wśród ludzi ze wsi wzbudzała politowanie, ale i zazdrość – bo dostaje pomoc „za nic”, bo przyjeżdżają do niej ludzie z miasta, bo przecież próżnuje nie zajmując się uprawą ziemi ani należycie obejściem. Miała świadomość własnej odmienności, nawiedzały ją sny, gadała ze świętymi. Pasała bydło po nocy, wszystko robiła na opak, unikała ludzi – i czekała na odmianę losu. Wierzyła, że zdarzy się cud i cudem powije bliźnięta, bo przed domem jej dziadków rosło drzewo o rozwidlonym pniu. Czuła się lepsza, a jednocześnie była niezaradna, uparta i wrażliwa. Ale znowu też nie działo się tak, że dawała się wykorzystać, że nie widziała jak ją naciągają i nie reagowała na to. Mimo, że wychowywali ją dziadkowie, że matka zachorowała psychicznie i młodo zmarła, nie musiałaby wcale żyć w biedzie i brudzie. Jej osobowość niełatwą, barwną i pełną sprzeczności starano się pokazać na krakowskiej wystawie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawę w Muzeum Etnograficznym otwiera seria zdjęć. Z jednej strony wielkie, panoramiczne ujęcie przysiółka Czarnotowa z porośniętymi trawą, kwiatami i ziołami łąkami na stokach, z grzbietami Beskidów w tle. Słoneczny dzień. Aż się słyszy jak muchy brzęczą. Z drugiej strony drzewo genealogiczne Doroty Lampart: seria zdjęć malarki, jej domu, przodków. Trudno o bardziej demonstracyjne przedstawienie zamysłu przyświecającego całości. O malarce, a szerzej – o sztuce nieprofesjonalnej – nie da się mówić bez uwzględnienia wszystkiego, co jej towarzyszy i tworzy jej tło. Bez tła okoliczności życiowych sztuka nie ujawniłaby swego bogactwa, bez niego można coś istotnego pominąć. W przypadku twórczości nieprofesjonalnej, mamy więc do czynienia nie tylko ze sztuką, ale i z życiem. Mamy przed sobą obie te sfery i one się splatają do tego stopnia, że stają się nierozłączne – jak wstążki w warkoczu. Nie da się zrozumieć jednego bez pojęcia drugiego. Sztuka i życie wzajemnie się potrzebują, ale i tłumaczą poprzez siebie, i jedno, i drugie pozostawione samo sobie pozostaje niepełne, wybrakowane. Nie tylko życie formuje i może deformuje sztukę, ale i sztuka egzystencję zmienia, nadaje jej nowego sensu, każe jednak płacić za o wysoką cenę: odmienności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawie została zbudowana wystawa w Muzeum Etnograficznym. Stworzono ją jako wielogłos. Zatem nie tylko widzimy samą artystkę, ale też słyszymy jak mówi i śpiewa, obserwujemy ją w zaniedbanym otoczeniu, wśród zwierząt. Widzimy także kopie listów od rozmaitych osób do Doroty Lampart. Ale w tym świecie i tak główną rolę odgrywają obrazy. A na obrazach: święci i modlitwy, które sama tworzyła i kaligrafowała obok wizerunków. Duże postacie, najczęściej skrystalizowane w trwaniu, zatrzymane w kontemplacji, w modlitwie. Nawet na podstawie skromnego wyboru z tej wystawy można jasno zobaczyć, że Dorota Lampart sięgała do pierwszych źródeł sztuki. Zupełnie naturalnie sięgała bowiem do sacrum, świętych często widywała w snach, dostrzegała cudowne pod powłoką świata widzianego, szukała w sztuce pocieszenia. W jej obrazkach królują zieleń, kwiaty, wnętrza – a na ich tle święte osoby i kontemplujące ich obecność Dorota. Jak zauważa Agnieszka Sabor, sceny emanują pogodnym nastrojem, nie ma tu okrucieństwa i zła. Nawet śmierć matki, w obecności aniołów i diabła, odbywa się w atmosferze skupionego, radosnego oczekiwania. Wizje w wydaniu malarki nie mają w sobie nic z agresji, niewiele z odgrywania się. Wizje te pokazują raj na ziemi, a raczej przebóstwioną rzeczywistość. Więc śmierć matki, dalej – różne wersje nieba z hieratycznie pousadzanymi rzędami aniołów, świętych i zbawionych, z wynalezionym na jej własny użytek kolażem, i niesamowity sen z płaszczami i koronami, w którym symbolizowana postać Marii znajduje się pośrodku i jest największa. Cierpienie zawiera się tutaj np. w ocalałych z pożaru stacjach Drogi Krzyżowej, jednak nie jest wyeksponowane, wymaga skupienia i przeżycia obrazu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W gruncie rzeczy niewielka, skromna właściwie wystawa w Muzeum Etnograficznym wywołuje wielkie bogactwo komentarzy – jak pokazywać i komentować tego rodzaju twórczość samorodną, skromną i w zasadzie trudną w odbiorze. Mimo, że w ulokowano ją w podziemiach, to dokonano wielce udanej próby przywołania świata artystki, świata rozświetlonego światłem nie tylko letniego słońca, ale towarzyszących jej całe życie nadziei i wiary. Wystawę przygotowana z dużym wyczuciem i wnikliwością. Widać po niej oddanie i zaangażowanie kuratorki względem bohaterki jej pracy. A to wcale nie jest częste – w naszych cynicznych czasach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wyrwany skrawek nieba. Malarstwo Doroty Lampart", autorka wystawy: Grażyna Mosio, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, 23 stycznia - 16 maja 2010.&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2017366250883810740?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2017366250883810740/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/04/zyciomalowanie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2017366250883810740'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2017366250883810740'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/04/zyciomalowanie.html' title='Życiomalowanie'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7z4i6ickGI/AAAAAAAAAfA/FXEnR91WSjE/s72-c/muze201002_006.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3610049612328969879</id><published>2010-03-24T14:07:00.060+01:00</published><updated>2010-04-07T19:07:49.285+02:00</updated><title type='text'>Czarny Łabędź</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7y7vUe98dI/AAAAAAAAAeg/kKbZcH4wswc/s1600/4405916886_5cbe5a6058_b.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7y7vUe98dI/AAAAAAAAAeg/kKbZcH4wswc/s320/4405916886_5cbe5a6058_b.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwolę sobie na tekst odrobinę bardziej osobisty. Ślad chwilowego nastroju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z przekonaniami, do jakich doszłam po długich latach praktyki i bojów jako krytyk (nawet jeśli niedostrzeżonych, bo najczęściej bojów wewnętrznych), po publikacji iluś tam manifestów, ukrytych w innych tekstach, schowanych w wywiadach lub poutykanych na stronach internetowych, nieodmiennie sądzę, że krytyka dzisiaj albo przybiera formę wypowiedzi podszytej autobiografią, albo w ogóle jej nie ma. Czuję się zatem uprawniona, żeby napisać jeszcze bardziej od siebie niż zwykle. Jeszcze bardziej, to znaczy – o tym, że na wiosnę dopadła mnie melancholia. Nadchodzi niemoc twórcza, i stan, że mam z 10 tekstów pozaczynanych, ileś tam planów, ileś tam całkiem w innych warunkach ekscytujących pomysłów, a tu nic – nic nie rusza do przodu, po prostu leżałabym tylko i gapiła się w sufit i słuchała jak pierwszy wiosenny deszcz uderza kroplami o szyby, sąsiedzi wrzeszczą na siebie za ścianą, a dziecko bawi się w pokoju obok. W takim stanie ducha mózg przykleja się do jednego utworu i nie chce innych. Z dzisiejszym stanem ducha najlepiej zgadza się &lt;i&gt;Black Swan&lt;/i&gt; Thoma Yorke’a. Sącząca się melodia koi i wprowadza w lekki, prawie niezauważalny trans, kiedy nawet nieuchronne zdaje się łatwe do zaakceptowania, i utwierdza w przekonaniu, że melancholię można przeżywać na sposób estetyczny. Melancholia to stan estetyczny? (Co za bezceremonialne pytanie! – powiedzą dogmatycy) Ktoś inny śpiewa za ciebie i nagle okazuje się, że płacz może być piękny. Niepozorny, powstrzymywany płacz. Nic po szlochu – same łzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niełatwo znaleźć czarnego łabędzia w naturze. To niezmiernie rzadki i piękny ptak. Jego czerń to jednocześnie kolor melancholii, czarny łabędź jest wysłannikiem paraliżującego smutku, czarnego słońca, którego matowy blask lśni w jego piórach. Czarne słońce nie świeci i nie daje ciepła, nie ujawnia rzeczy, nie ożywia. Według mitologii łabędź śpiewa tylko przed śmiercią – i śpiewa przepięknie. Łabędzi śpiew opiewa byt melancholiczny. Kończy takie frustrujące życia, które polegają na zaniemówieniu, wstrzymaniu sił życiowych, by przemówić dopiero przed końcem. Pamiętam, jakiś złośliwiec napisał, że Thom Yorke zawsze opiewa zdechłego chomika, jednak w tej złośliwości trafił w sedno. Melancholia przenika jak mżawka, jest codziennym, monotonnym płynięciem czasu. Rzeczywiście, nie skupia się ona na wielkich rzeczach, a na indywidualnej niemocy. Jednak śpiew Yorke'a, delikatny i przejmujący, stanowi wyraz melancholii i jej przezwyciężenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Melancholia lidera Radiohead, nie ujmując jej nic ze znamion indywidualności, wpisuje się moim zdaniem w to, co Anda Rottenberg nazwała &lt;i&gt;postindustrial sorrow&lt;/i&gt;, i o czym zrobiła wystawę w roku 2000 w Niemczech (w tym wypadku zresztą tytuł zdaje się być chyba bardziej nośny od zawartości ekspozycji, mówi więcej, przeczuciem sięga głębiej). Ale Radiohead lokują się w głównym nurcie nastrojów smutku niewiadomego pochodzenia, który wydaje się wynikać po prostu z ponowoczesnej cywilizacji. Postindustrialna melancholia oksfordzkiej grupy rozkłada się na sample i w pełni rozkwita na laptopach. Melancholia połamanych melodii. Jakżeby inaczej, odmienia się przez poczucie bycia nieprzystosowanym, odczuwającym inaczej niż wszyscy. Coś w rodzaju: „Ja-odmieniec. Zagubiony wśród betonowych ścian i asfaltowej ziemi.” Jednak ten odmieniec ma szansę wykrzyczeć swoją frustrację tłumom, które jak się okazuje, składają się z takich samych odmieńców, dziwaków i samotników, jednostkowych okazów, po prostu wyjątkowych czarnych łabędzi, które ukazują swoje piękno jeśli poświęcić im trochę uwagi, Czy w Japonii, czy w Australii, wszyscy twierdzą, że Yorke śpiewa właśnie o nich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łabędzi śpiew, czyli śpiew, którym łabędź ogłasza własną śmierć. Tak można określić śpiew Yorke’a. Bo on sam i Radiohead też śpiewają w pewnym sensie o śmierci, opiewają ją, krążą wokół niej. Piękne dźwięki emitowane ze środka zgładzonego świata, w którym czarny łabędź staje się marzeniem o złotym wieku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Thom Yorke: &lt;i&gt;Bycie „gwiazdą rocka" wymaga super pewności siebie. Ja takiej nigdy nie miałem. Jest zbyt niepewny siebie, by być gwiazdorem.&lt;/i&gt; Czy to nie jest właśnie program bycia krytykiem?&amp;nbsp; Pani Melancholia równa się Pani Niepewność. Taki model bycia w świecie szalenie mi odpowiada. Owocuje według mnie krytykiem idealnym. Antygwiazdorstwo i antykrytyka. Jak dalece można być niepewnym siebie, by stracić możliwość bycia krytykiem? Nie da się być zbyt niepewnym siebie. Właśnie szczepionka z niepewności powoduje, że ma się prawo pisać o innych i oceniać ich pracę. Nie pewność, że ja jestem pępkiem świata, lecz raczej pewność, że nim nie jestem i mogę jedynie proponować pewne rozpoznania. Krytyk dobry, to taki, który wyrokuje, ale ma wątpliwości, czy to on właśnie powinien wyrokować (kto mu dał to prawo). Jednocześnie został uczulony na błąd, lapsus, niekonsekwencję. Z łatwością w gruncie rzeczy dopuszcza zdanie innych. Został uodporniony bowiem szczepionką melancholii i niepewności. Dlatego nie uważa (jakże mu mogłoby to w ogóle przyjść do głowy!), że zjadł wszystkie rozumy i jest prawodawcą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak już jest. Piosenka się skończyła. Melancholia ulotniła się. (Na chwilę.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Traf chciał, że znalazłam właśnie w sieci &lt;a href="http://ajourneyroundmyskull.blogspot.com/2010/03/bertha-child-flower-raymond-roussel.html"&gt;zdjęcie 3-letniego Raymonda Roussela na łabędziu&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Hg8Vq6w0JSE"&gt;&lt;i&gt;Black Swan &lt;/i&gt;na You Tube&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3610049612328969879?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3610049612328969879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/03/czarny-abedz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3610049612328969879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3610049612328969879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/03/czarny-abedz.html' title='Czarny Łabędź'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S7y7vUe98dI/AAAAAAAAAeg/kKbZcH4wswc/s72-c/4405916886_5cbe5a6058_b.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-5659304836444005614</id><published>2010-03-14T14:17:00.005+01:00</published><updated>2010-03-21T19:05:14.151+01:00</updated><title type='text'>Taniec rzeźb</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S6ZfDKX4IpI/AAAAAAAAAdo/CrRtTwxxnPc/s1600-h/IMG_0692.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S6ZfDKX4IpI/AAAAAAAAAdo/CrRtTwxxnPc/s320/IMG_0692.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S6ZfNL8rBUI/AAAAAAAAAdw/_UkjhG1-Xik/s1600-h/TD_FGF_view3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S6ZfNL8rBUI/AAAAAAAAAdw/_UkjhG1-Xik/s320/TD_FGF_view3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S6Zfc0_UVtI/AAAAAAAAAd4/gIdom4oJ9Ag/s1600-h/IMG_0531.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S6Zfc0_UVtI/AAAAAAAAAd4/gIdom4oJ9Ag/s320/IMG_0531.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Niektóre rzeźby wydają się być zastygłym tańcem. Tak dzieje się z rzeźbami Aliny Szapocznikow, a opisała to Anna Markowska. Ekstatyczne zapamiętanie się w ruchu, rytm jako zasada budowy formy, chłonięcie życia wszystkimi zmysłami, wczepienie się pazurami w „teraz”, wyciskanie wszystkich soków z tego, co dostępne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Przypadek Thei Djordjadze jest inny. O jej rzeźbach krytycy piszą, że są jak szczątki obcej cywilizacji wyrzucone na brzeg morza, okaleczone i nieme. Widzimy to, co pozostało, pozbawione kluczy do otwarcia zatrzaśniętych na głucho znaczeń, rzeźby te po prostu są obok nas. Możemy zresztą próbować otwierać je na wiele sposobów, uzyskane odpowiedzi nie potrafią jednak prawdziwie zadowolić, bo towarzyszy im świadomość, że inne są równie trafne. Tak zatem źródeł powstania tych rzeźb, przybrania przez nie takiej, a nie innej formy można poszukiwać w krytyce modernizmu, w postkolonializmie, w powrocie do rękodzieła, ale także np. w przeprowadzaniu swoistej archeologii przestrzeni i oczywiście – w analizie dotychczasowych sposobów wystawiania sztuki i artefaktów z przeszłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzimy, że o twórczości Djordjadze da się powiedzieć wiele. A przecież wytwory jej rąk zachowując ciepło ręcznego, rzemieślniczego wykonania i zawierając w sobie emocje, jednocześnie trzymają dystans i nie można się z nimi zaprzyjaźnić. Zatrzymują się w pół zdania, a warstwy kulturowe i znaczenia artystka zestawia ze sobą – jak piszą krytycy – na zasadzie skojarzeń intuicyjnych, chyba bardziej trafnie byłoby powiedzieć, że w wyniku postawienia obok siebie wyborów intuicyjnych i podyktowanych przez rozum. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Suche i lakoniczne? Co można wywnioskować o stosunku do życia Thei Djordjadze, gdy się wie o pracach, które wykonała wraz z Rosemarie Trockel, by je spalić? W Polsce fakt ten kojarzy się z heroi(ni)cznym czynem Katarzyny Kobro, która wrzuciła do ognia swe unikalne rzeźby, by podgrzać kaszkę dziecku. Działo się to jednak w larach 40. Thea Djordjadze nie miała prawdopodobnie tej historii na myśli. Gdy dokonała aktu zniszczenia, to pewnie mierząc w tradycję rzeźby, być może też w fakt znikania artystek w historii sztuki, albo by podkreślić przewagę samego życia, a raczej po prostu bycia nad sztuką. Nade wszystko był to także gest konceptualny – przez destrukcję (w ogniu żywiołu) do nowego życia, nowej jakości, która wyrasta z ziemi – działki, w której został umieszczony popiół z rzeźb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno prowizorycznym kluczem (choć z punktu widzenia samych rzeźb pewnie raczej wytrychem) do wystawy Djordjadze odbywającej się właśnie w FGF, jest słowo „choreografia”. Rzeźby składają się tutaj na rodzaj przeglądu rozmaitych podejść formalnych i wystawienniczych, stosowanych przez artystkę. Mamy tutaj i miękkie, jakby bezforemne obiekty niosące jeszcze ślady kształtowania, mamy też malarstwo, mininimalistyczne obiekty-znaki, obiekty stanowiące jakby rodzaj makiet architektonicznych i jakby niepełne geometryczne rzeźby. Tytuł - "Capital Letter" wydaje się być nadany wystawie na przekór, gdyż brakuje tu dominanty. Nawiązuje on do alfabetu gruzińskiego, w którym brak wielkich liter. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie rzeźby wydają się być rozrzucone w sposób lekko nonszalancki. Nie ma tu czytelnego od razu planu, centralnych osi, rzeźby odwracają się tyłem, bokami, ulokowane są na rozmaitych wysokościach, dość gęsto, nie sprawiają jednak wrażenia ciasnoty poprzez swoje niewielkie rozmiary. Takie ustawienie koresponduje z samym charakterem rzeźb, będącym wypadkową podejścia intuicyjnego i przemyślnego. Gdy widz pragnie przespacerować się po ich świecie, jest zmuszony do nieustannego kluczenia, obracania się, zmian punktów widzenia, przechodzenia z jednego końca sali na drugi. Nieustannie także patrzy na te rzeźby z miastem w tle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym, co bardzo pociąga mnie w tych milczących jak zaklęte pracach (bo gwar tworzymy my sami podejmując wysiłek objaśniania), to brak napięcia w ich ustawieniu. Nie ma tutaj doprowadzonych do stanu nieuchronności proporcji i osi widokowych, które powodowałyby w widzu poczucie bycia zbędnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, w znieruchomieniu i spokoju, te rzeźby zostały ustawione choreograficznie. Same nie tańczą, zmuszają jednak do tańca widza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne słowo, jakie przychodzi do głowy na widok wystawy w FGF, to „inscenizacja”. Inscenizacja czegoś, co tylko przeczuwamy, co odpłynęło w mglistą przeszłość, może wyparte, a może dlatego, ponieważ taka jest kolej rzeczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Thea Djordjadze, „Capital Letter”, 14 lutego – 26 marca 2010, FGF&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-5659304836444005614?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/5659304836444005614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/03/taniec-rzezb.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5659304836444005614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5659304836444005614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/03/taniec-rzezb.html' title='Taniec rzeźb'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S6ZfDKX4IpI/AAAAAAAAAdo/CrRtTwxxnPc/s72-c/IMG_0692.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-5404148662306845611</id><published>2010-02-18T17:25:00.003+01:00</published><updated>2010-02-19T10:15:20.386+01:00</updated><title type='text'>Rankingi. Wizjonerzy</title><content type='html'>[komentarz]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy czas rankingów. Dowiadujemy się kto odnosi sukces w Polsce (zazwyczaj jako konsekwencja sukcesu zagranicznego) i zyskujemy listę wpływowych osób, wydarzeń, a także instytucji. Dostajemy więc świat polskiej sztuki w pigułce – oczywiście, świat, który rozpościera się w głównym nurcie, bo paralelne rzeczywistości artystyczne nie mają w rankingach większej racji bytu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kryteria dobiera się takie, które są najbardziej adekwatne do świata kultury masowej, szybkiego przekazu, atrakcyjności na rynku; świata ceniącego pieniądze, władzę i skuteczność w ich pozyskiwaniu. Tak więc – na skalę naszej, wciąż biednej sztuki – premiuje się wpływowość, rozgłos, głównie zagraniczny. Premiuje się też oczywiście, jakość pracy, aktywność, rezonans, jaki praca wywołuje, aktualność podejmowanej tematyki. Zupełnie normalne w wypadku tak postawionych założeń kryteria. Może by jednak na drugi raz bardziej się przyłożyć, drogie czasopisma i ważni krytycy, którzy te rankingi układacie. Może by się trochę bardziej wysilić i wyliczyć ile razy był cytowany ten czy tamten itd. Stworzyć ranking na modłę techniczną. Stworzyć siatkę kryteriów i punktować. Wtedy dopiero pokaże się to nasze centrum w pełnej krasie – nie „subiektywny” dobór tego, co redaktorom serce dyktuje i co uważają za ważne, jak w przypadku Setki „Obiegu” czy rankingu „Polityki” na najlepsze galerie polskie, ale po prostu rzeczywistość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu uwaga. Kto tworzy ranking, sam pragnie być ważny. Stosuje to narzędzie także i po to, aby samemu być na ustach ludzi, być cytowanym, zwracać na siebie uwagę, by się z nim liczono, bo rozdaje laurki i nagany. Dlatego rankingi poświęca się tym, którzy są najbardziej opiniotwórczy, wpływowi, kasowi, bo ludzie ekscytują się władzą (i wyścigami). Trudno jednak taką postawę krytykować. Nie będę zatem miażdżyła tutaj zestawień z mediów: wyborów „Arteonu”, „Obiegu”, czy też pism codziennych. Słowa krytyki można jedynie skierować wobec takiego sposobu myślenia o sztuce, z jakiego wyrastają najczęściej rankingi, bo to niesłychanie je zawęża: tylko do tych, co odnieśli sukces, którzy stali się opiniotwórczy. W ten sposób promuje się myślenie o sztuce nie jako o dziedzinie wolności, trudnych wyborów, cierpienia, podejmowania eksperymentów, poszerzania jej pola, lecz o sztuce jako o jeszcze jednej drodze do zrobienia kariery. Myślenie o sztuce w kategoriach sukcesu powoduje utożsamianie jej z zestawem umiejętności, które można nabyć. Dlatego rankingi „Arteonu” czy „Obiegu” spowodowały także i moje poczucie ciasnoty oraz duszności. Sztuka i władza to nie są światy, które łatwo się godzą ze sobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[pomysł]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odpowiedzi na rankingowy szał w naszych mediach, tworzę ranking specjalny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest on dla mnie sto razy bardziej interesujący niż te, które mają układać listę ważności w Grupie Sprawującej Władzę i które wynikają z rozgrywek towarzysko-ideologicznych. To ranking, który zajmuje się sztuką, a nie wszystkim, co dookoła niej i co może być balastem (chociaż nie zawsze musi).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ranking specjalny będzie poświęcony postaciom największych wizjonerów w sztuce polskiej. Spróbuję odnaleźć tych, którzy myślą o sztuce w sposób niespotykany, którzy mają odwagę, by patrzeć nie tam, gdzie wszyscy lub którzy patrząc tam, gdzie wszyscy, dostrzegają w tym zupełnie nowe elementy. Interesują mnie ludzie, których działalność przełamuje nasze tabu i aktualne zahamowania, które mogą pochodzić z rozmaitych źródeł: przede wszystkim jednak, jak sądzę, z mód towarzyskich i środowiskowych przeświadczeń, bardzo silnych w sztuce polskiej, że to wypada lub tego nie wypada. Jednym słowem, interesują mnie outsiderzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje ogłoszenie rankingu wynika ze zniecierpliwienia. I z walnięcia pięścią w stół: „koniec!” Bo gdyby nie ci niepokorni, ci, którzy nie boją się zarabiać tyle, co kot napłakał, być niepopularni, lecz za to przeżywać niesłychane przygody w świecie wyobraźni, lęków, przeczyć, utopii, potem w ogóle nie byłoby co się kręcić w obiegu sztuki, co być pokazywane i sprzedawane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzę to i w głowę zachodzę kto mógłby dzisiaj być taką osobą, widzącą więcej i czującą więcej. Jako modelowe postacie outsiderów-wizjonerów przychodzą mi do głowy postacie z tej samej generacji, ba, z tej samej grupy na początku kariery – obaj już nieżyjący: Jerzy Ludwiński i Włodzimierz Borowski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogłaszam więc, że zbieram propozycje do rankingu postaci, które wytyczają nowe horyzonty w sztuce polskiej, które sprawiają, że ona się zmienia; osób, które wpływają na nasze myślenie, które otwierają oczy. Jednym słowem ranking osób najbardziej twórczych w sztuce. Wizjonerów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam i czekam na propozycje!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-5404148662306845611?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/5404148662306845611/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/rankingi-wizjonerzy.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5404148662306845611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5404148662306845611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/rankingi-wizjonerzy.html' title='Rankingi. Wizjonerzy'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-61312249109471936</id><published>2010-02-15T17:05:00.000+01:00</published><updated>2010-02-15T17:05:38.208+01:00</updated><title type='text'>Nieuchronna kolejność rzeczy?</title><content type='html'>Do napisania o gentryfikacji na przykładzie Krakowa przymierzałam się od dawna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem powstał projekt &lt;a href="http://ulicasmolensk.blogspot.com/"&gt;Ulica Smoleńsk&lt;/a&gt; sióstr Justyny Koeke i Cecylii Malik. To wokół historii ich rodzinnego mieszkania w centrum miasta, w zmieniającej się rzeczywistości. Już działa blog. Start projektu w połowie marca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-61312249109471936?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/61312249109471936/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/nieuchronna-kolejnosc-rzeczy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/61312249109471936'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/61312249109471936'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/nieuchronna-kolejnosc-rzeczy.html' title='Nieuchronna kolejność rzeczy?'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-8786248453384441023</id><published>2010-02-13T21:14:00.012+01:00</published><updated>2010-02-14T13:50:11.375+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tom McCarthy &quot;Remainder&quot;'/><title type='text'>Dzwonienie i mrowienie</title><content type='html'>Książka „Remainder” Toma McCarthy’ego w całości poświęcona jest tematowi &lt;i&gt;reenactment&lt;/i&gt; – odtworzenia konkretnych wydarzeń z przeszłości. Bohater książki, bezimienny mężczyzna około trzydziestki, przeżył straszliwy wypadek, z którego ledwie uszedł z życiem, a pamięta jedynie fakt, że coś na niego spadło. Nie interesuje go co się naprawdę stało, zachowuje w tej kwestii daleko posuniętą obojętność. Po długiej rekonwalescencji niby jest tym samym chłopakiem, którym był przed wypadkiem, ale w gruncie rzeczy staje się kimś zupełnie innym. Nie musi pracować. Nie interesuje go dawne życie, kumple, rozrywki, rezygnuje też z życia uczuciowego. Staje się rodzajem człowieka-wydmuszki. Gdyby musiał żyć dawnym życiem po tym, jak jego istnienie zawisło na włosku, po długotrwałej rekonwalescencji, kiedy musiał się uczyć wszystkich czynności na nowo, to być może zrobiłby sobie w końcu coś złego. Nie udałoby mu się przecież cieszyć nieskomplikowanymi rozrywkami jakie bawiły go w czasach gdy pracował jako PR-owiec jakiejś firmy. Dobry prawnik jednak zdziałał cuda: nasz bohater zyskał bardzo poważną kwotę odszkodowania i w związku z tym – praktyczne nieograniczone możliwości działania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazłszy Naza, który wiedział jak załatwić najbardziej nieoczekiwane rzeczy i nie zadawał pytań typu „dlaczego”, „w jakim celu”, „po co” (ci, którzy takie pytania zadali bądź usiłowali lansować własne pomysły, szybko wylatywali z pracy przy &lt;i&gt;reenactment&lt;/i&gt;), bezimienny facet zaczyna działać. Wiodą go silne, lecz bliżej nieokreślone obsesje, fale mglistych przeczuć, wyblakłych obrazów, które mają zwyczaj materializować się nieoczekiwanie w jakimś przedmiocie, zdarzeniu i miejscu. Tak więc, jadąc na spotkanie z brokerem, gdy zyskał niewyobrażalną sumę pieniędzy jako odszkodowanie, od nieokreślonej firmy? agencji?, staje przy wejściu do stacji metra i zaczyna żebrać. Dzieje się to jednak niespektakularnie, nikt nie zwraca uwagi, szybko się kończy. Nieważna sama czynność, ważne porzucenie na chwilę poczucia wtórności, powtarzania. Szybko zresztą okazuje się, że w książce zrezygnowano w ogóle z tropu kryminalnego. Nie znajdzie się tu w ogóle dociekania co się zdarzyło i kto to spowodował. Bohater nie zaprząta sobie głowy bynajmniej tym kto okaleczył jego psychikę. Nie pyta, nie poszukuje, nie dąży do zemsty. Warunkiem zachowania przez niego pieniędzy było milczenie w kwestii wspomnień, ale on i tak nie zaprząta sobie głowy odkryciem prawdy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak samo nie zaprząta sobie głowy zwyczajnym życiem. Nie pracuje zawodowo, nie ma głębszych związków z ludźmi, wykorzystuje ich do swoich celów. Jakich? Po prostu: docierać do momentu, w którym słyszy dzwonienie i czuje mrowienie, w których nie będzie czuć sztuczności własnych działań, żeby otwierać lodówkę i tylko to – bez myślenia o otwieraniu lodówki. To znaczy, jak w pułapkę łapią go rzeczy najzwyklejsze: hałasy we kamienicy, w której kiedyś pewnie mieszkał (chociaż nie jest tego pewny), smród smażonej wątroby wieprzowej, dźwięki gry na pianinie, potem – głupi incydent w warsztacie samochodowym. I jeszcze inne historie, coraz bardziej sensacyjne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, czego bezimienny mężczyzna bezwiednie poszukuje, ale właściwie poszukuje się za niego, a on tylko podąża za impulsami, to tworzenie siatki połączeń, linii, które łączą w ogóle nieprzystawalne do siebie rzeczy. Lubi sobie wyobrażać, że Ziemię oplatają sieci połączeń. Dlatego tropi powtarzalność, rytmy, symetrie. Jednocześnie zaś tęskni za autentycznością, odczuwaniem danej chwili i bycia w tej chwili – bez drugiego dna. Co zabawne, bezimienny odwołuje się do gry Roberta de Niro z filmu, który widział w kinie. Gra aktora wydaje mu się najbardziej autentyczną i bez zapośredniczeń. Stosuje więc swoistą przemoc wobec życia, niesamowitym nakładem sił stara się przywrócić banalną chwilę, stara się ją złapać w pułapkę nieustannego powtarzania, pętli czasowej, a wtedy, gdy mu się udaje, i nie musi wcale uczestniczyć w &lt;i&gt;reenactment&lt;/i&gt;, wystarcza mu świadomość, że ono się dzieje dzień i noc, nieustannie odtwarza, bez znaczenia, traci przytomność, leży w malignie, nawiedzany przez serie wizji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zasada odwrócenia, widoczna przy opinii na temat gry aktora i zwykłego życia, przewija się we wszystkich działaniach, jakie podejmuje bohater „Remaindera”. Gdy rozmawia o inwestowaniu pieniędzy, większą jego uwagę niż sam ten fakt (elektryzujący pewnie dla jakichś 95% populacji ludzkiej) przyciąga wylana kawa, sposób, w jaki płynie i konsystencja, jaką przybiera na stole i rękawie. Rolę (wyśmianej tutaj w gruncie rzeczy) magdalenki przyjmuje rysa na ścianie WC podczas oblewania mieszkania jakiegoś nudnego kumpla. I tak dzieje się ciągle w trakcie tej książki. Nasz bohater podejmuje działania na wielką skalę dotyczące jednak słabo zauważalnej codzienności. Najpierw zatem wkłada niezwykłą energię w stworzenie na nowo kamienicy, jaką mgliście pamięta, z jej mieszkańcami, a nawet czarnymi kotami na czerwonym dachu (koty spadają co jakiś czas, zabijają się i trzeba je zastępować nowymi). Potem zaś szaleństwo odtworzeń jeszcze rośnie. Rusza więc odtworzony warsztat samochodowy, w którego kopii w baraku na Heathrow dzień i noc odgrywany jest pewien incydent. Ciągle odgrywana jest tu także dysproporcja pomiędzy wielką skalą prac i wysiłkiem włożonym w &lt;i&gt;reenactment&lt;/i&gt; (pewnie można by tę dysproporcję wyjaśnić teorią entropii) a błahością i brakiem znaczenia odtwarzanych czynności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do czasu jednak. Z czasem prace nad odtworzeniem stają się tak bliskie działań rzeczywistych, wytartych jak stare szmaty, ale jednak mających prawdziwe, rzeczywiste reperkusje i konsekwencje, że się z nimi mieszają. „Remainder” nie kończy się bynajmniej jakimś pouczającym morałem, tkwi jednak mocno w głowie nie dając się łatwo przepędzić. Prosta w gruncie rzeczy i niezwykle konsekwentnie opowiedziana historia daje się interpretować na wielu poziomach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym jest pewnie odtworzenie psychiki osoby dotkniętej zespołem stresu pourazowego. Przeszłość, tak bardzo bolesna, że zepchnięta w nieświadomość, powraca jako &lt;i&gt;zombie&lt;/i&gt;, nieuświadomiona i nieprzetrawiona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo, że powieść McCarthy’ego daje się odnieść do rozmaitych aspektów dzisiejszej rzeczywistości, chociażby do demonicznej roli korporacji, to i ma swoje znaczenie w obrębie polskich dyskusji o pamięci i o używaniu tejże. Mówi o obsesyjności pamięci, o jej wybiórczości, o jej związkach z emocjami. W Polsce lubi się odtworzenia scen historycznych - te wszystkie Grunwaldy i Wiktorie Wiedeńskie - i wciąż za rzadko dokonuje się interpretacji tych działań w kontekście kondycji psychicznej społeczeństwa.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Oczywiście, „Remainder” nie daje się sprowadzić do roli narzędzia w polskich dyskusjach o pamięci. Sam autor książki jest postacią wartą zainteresowania. Odebrał wykształcenie literackie, lecz do literatury ma stosunek nieortodoksyjny. Uważa mianowicie, że tkwi ona w martwym obiegu skostniałych gestów związanych z odbiorem. Uważa, że kontakt ze sztukami plastycznymi może podziałać ożywczo. Prowadzi Międzynarodowe Towarzystwo Nekronautyczne i publikuje manifesty, miał także wystawy, podczas których inscenizował rodzaj wielkiego biura wydającego komunikaty będące przetworzonymi wiadomościami z mass mediów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak „Remainder” jest powieścią, a nie wynikiem jakiejś akcji, jak zastrzega autor. A jego bohater nie ma żadnych ciągot artystycznych, nie należy do intelektualistów, nie jest członkiem żadnego establishmentu ani żadnej socjety. Jego psychika została zmiażdżona wypadkiem, jednak on nie zdaje sobie sprawy z rozmiarów tej katastrofy. „Remainder” nie jest także powieścią psychologiczną. To raczej spokojny i konsekwentny opis zachowania będącego wynikiem stresu pourazowego. To wynik myślowego eksperymentu „co by było gdyby ofiara takiego stresu miała nieograniczone możliwości finansowe”… Ten ostatni element zdaje się być najbardziej wymowny w postliberalnym świecie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Dziękuję Jadwidze Sawickiej za zwrócenie mi uwagi na tę książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.nytimes.com/2007/02/25/books/review/Schillinger.t.html"&gt;recenzja z The New York Times Review of Books&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.readysteadybook.com/Article.aspx?page=tommccarthy"&gt;rozmowa z Tomem McCarthy&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-8786248453384441023?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/8786248453384441023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/dzwonienie-i-mrowienie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8786248453384441023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8786248453384441023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/dzwonienie-i-mrowienie.html' title='Dzwonienie i mrowienie'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2982263837412408722</id><published>2010-02-10T22:12:00.004+01:00</published><updated>2010-02-10T22:24:28.781+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='instytucje'/><title type='text'>Rytuały: narzekanie</title><content type='html'>Odkąd pracuję w instytucjach, doskonale opanowałam rytuał narzekania. Och, jak dobrze go znam! Narzeka się wszędzie. Od narzekania rozpoczyna się dzień, bywa, że i kończy się na nim. W czasach gdy byłam mniej doświadczona i bardziej dawałam się wciągać w rozmaite emocjonalne szantaże i rozgrywki stosowane w instytucjach, bywało, że narzekanie stawało się dla mnie jedynym wyjściem. Jeśli nie narzekanie, to albo plotki, albo ucieczka do biblioteki. To, co teraz zdaje mi się teraz oczywiste, wtedy takie nie było. Nie zawsze praca w bibliotece zdawała mi się dobrym rozwiązaniem. Pragnęłam towarzyszy niedoli, pragnęłam potwierdzenia, że i inni cierpią na niewygodę pracy w instytucji, że ich uwierają i wręcz obrażają ich zdrowy rozsądek, godność, dobry smak, wymogi instytucjonalnego życia. Dzisiaj myślę zresztą, że to wszystko: przerost biurokracji, marnowanie czasu i zdolności zatrudnionych ludzi, wcale nie doskwierałoby tak bardzo, gdyby ktoś dał nam możliwość identyfikacji – z szefem bądź z samą instytucją. Nikt jednak nie wpadł na ten prosty pomysł. Nigdy mi nikt nie dał takiej możliwości – w żadnej z instytucji, w których miałam okazję spędzać dużą część swojego życia (czytaj: pracować).  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompleks odrzucenia, poczucie obcości w stosunku do miejsca pracy zdają się być główną przyczyną narzekania. Wystarczyłoby tak niewiele: dać ludziom poczucie sensu. Pomyślcie jakie to proste. Sens, a nie czasochłonne i kosztowne, angażujące reformy instytucji, restrukturyzacje itp. Gdyby ludzie poczuli, że im zależy, to łatwiej by znosili arogancję różnych panów i pań zaopatrzeniowców, księgowych, technicznych i innych Wielce Ważnych Person Trzęsących Instytucjami Kultury (nie są nimi bynajmniej osoby odpowiedzialne za program). Narzekanie to zatem reakcja na poczucie osierocenia, porzucenia, może nawet zdrady w instytucjach. Jest to bez mała uniwersalny sposób na spędzanie czasu. Jak inaczej wytrzymać, gdy trzeba odsiedzieć swoje 8 godzin, a przecież tego czasu nie da się całości przepracować twórczo (jak pisał Bursa „poeta cierpi za miliony od 8 do 16” i jest w tym głęboka prawda), nie da się przez 8 godzin ciurkiem czytać, robić research do nowych projektów czy chociażby wypisywać umowy lub załatwiać ubezpieczenia bądź transporty. Tak więc, żeby zachować minimum poczucia dystansu do instytucji i szacunku do siebie, narzeka się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narzeka się, bo to daje poczucie wspólnoty. Rytuał ten pozwala zobaczyć, że nie jesteśmy sami. Jest nas mnóstwo i wszyscy cierpimy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak narzekanie uzależnia, z czasem narzeka się więcej i więcej. I poprzestaje się na nim, bowiem czynność ta niezwykle wyczerpuje, drenuje organizm z energii. Pamiętajmy więc, że narzekanie pozbawia woli działania. To dlatego szefowie je co najmniej tolerują. W gruncie rzeczy działa na korzyść tych szefów, którym się nie chce. Pewnie i oni w swoim gronie narzekają.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2982263837412408722?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2982263837412408722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/rytuay-narzekanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2982263837412408722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2982263837412408722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/rytuay-narzekanie.html' title='Rytuały: narzekanie'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6092915727056330047</id><published>2010-02-05T00:28:00.009+01:00</published><updated>2010-02-05T09:48:06.183+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminały'/><title type='text'>Kobieta, która nie lubi złych kryminałów</title><content type='html'>&lt;b&gt;Tylko 17% przeczytanych kryminałów uważam za stratę czasu. &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;KOBIETA siedziała przy dużym drewnianym stole i kręciła głową. Jej oczy pociemniały z niezadowolenia. Ostatnio nie czytała dużo, lecz teraz złapała to, co wpadło jej pod rękę. Miała do siebie pretensję. Przez chwilę patrzyła przez okno. Przed nią piętrzyła się w nieładzie sterta kartek. „Jak miło by było… – pomyślała. Jak miło gdybym w ogóle tego nie zrobiła”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam w końcu książkę Stiega Larssona, od której nie można było się opędzić. Sterty opasłych tomów w każdym empiku, szybkie wydanie kolejnych części, dodruki, wydanie w twardej oprawie, sprzedaż wiązana całej trylogii przed Bożym Narodzeniem. Wydawnictwo Santorski doskonale poradziło sobie z towarem do opchnięcia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grubaśna cegła, którą - jak głoszą entuzjaści - czyta się bez bólu. Pierwszy tom ma ponad 500 stron, pozostałe dwa – jeszcze więcej. W pamięci miałam wiele dobrych recenzji, lecz do przeczytania książki ostatecznie przekonał mnie entuzjastyczny felieton Kingi Dunin, dotyczący zresztą także filmu, bo i film wyszedł na fali sukcesu, ponoć gorszy niż książka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytałam, czytałam, czytałam i czytałam. I nadziwić się nie mogłam. Ta przegadana, naiwna i źle napisana historia narobiła tyle szumu? Jakim cudem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” mają kilka zalet. Jedną jest nietypowa i ciesząca serce m.in. Kingi Dunin postać jednej z bohaterek, Lisbeth Salander. Lisbeth jest nieprzystosowana społecznie, chorobliwie wręcz niezależna, mściwa, biseksualna i do tego – jest genialną researcherką oraz hakerką. Stara się żyć po swojemu i biada temu, kto chce się wtrącić. Lisbeth nie zna uczuć innych niż lęk, gniew i nienawiść. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inny haczyk, na jaki mają się złapać widzowie, to nierównowaga sił: mały i niewiele znaczący (lecz poszukujący sprawiedliwości) zaatakował potężnego bogacza (którego życie składało się z samych szemranych interesów i ciemnych sprawek). Oczywiście, wszyscy sympatyzują z tym, co walczy w imię wartości i jest niby skazany na przegraną. A zatem biedny, lecz szlachetny dziennikarz, współwłaściciel niezależnego, cienko przędącego, lecz cenionego pisma, mierzy się z wielkim przedsiębiorcą – i przegrywa na własne życzenie. Potem zaś się odgrywa, a zemsta jego jest tak ogromna, dogłębna i wszechstronna, z oczyszczeniem kont bogacza i spowodowaniem jego zabójstwa, że aż staje się własną karykaturą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ów dziennikarz, Mikael Bloomkvist, jest dzieckiem szczęścia. Łatwo mu idzie z kobietami, które same się pchają do jego łóżka, a historie te nie pozostawiają żadnych konsekwencji i nie zmuszają go do jakiejkolwiek refleksji. Poza tym jednak w książce zdarza się mnóstwo rzeczy. Bogaci przemysłowcy finansują niezależnych dziennikarzy i ich pisma, dziennikarz odsiadując wyrok za zniesławienie czuje sie jak na wakacjach, starsze kobiety mają romanse z kilkanaście lat młodszymi mężczyznami, a nasz dziennikarz rozwiązuje zagadkę zaginięcia przez 40 laty kuzynki bogacza …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całą to opowieść to naiwna bajka o złych proporcjach. Zbyt rozwlekły środek i zbyt zdawkowe zakończenie, w którym autor za wiele chciał upchnąć. Zakończenie… Relacja z bajkowo gigantycznego sukcesu Mikaela i dezercja z obowiązującego przez całą książkę styku opowiadania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Larsson nie potrafi wnikać w psychikę opisanych ludzi. Wszystko im przychodzi za łatwo, rozterki i wątpliwości ani nimi nie wstrząsają, ani ich nie dręczą. Wszyscy, od pozytywnych bohaterów po psychopatów, są w gruncie rzeczy bezbarwni i jakoś tak w mieszczański sposób oczywisty. Mają swoje role i je spełniają, choćby Larsson rozpisywał się o ich swobodzie seksualnej czy psychopatii. Gadają za to ile wlezie, i to tłumaczą siebie – o zgrozo! -, nie pozostawiają spraw do domyślenia się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej zdumiewającym elementem w całej księdze – i to zarówno z punktu widzenia konstrukcji kryminału, jak i samej wymowy dzieła, jak w Polsce oceniono, przyjaznego feminizmowi i lewicowości, jest zakończenie. Dziennikarz wpada na trop seryjnego mordercy. Ten morderca – żeby było okropniej (i atrakcyjniej jednocześnie – wszystko w tej książce jest w podobny sposób przedobrzone) – przejął schedę po ojcu, tak więc mordowanie w tej rodzinie trwa już z 60 lat. Morderca pracuje systematycznie i wszystko ma dobrze zorganizowane, przez 40 lat nie zaliczył żadnej wpadki, a morduje z częstotliwością jednej, dwóch kobiet na rok, prowadząc dokumentację i poddając je okrutnym torturom, a na zewnątrz wiodąc żywot sympatycznego i trochę nieudolnego zarządcy przedsiębiorstwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Larsson nie zatrzymuje się ani na moment nad ofiarami. Przechodzi nad nimi do porządku dziennego, Bloomkvist nie ujawnia morderczego procederu mając lekką chandrę, ofiary przepadły na dnie morza i tak pozostały. Rodzina mordercy zajmie się wszystkim, zatuszuje dla dobra sprawy. Być może zidentyfikuje ofiary, być może skontaktuje się z rodzinami. W kryminale ta sprawa pozostaje nierozwiązana. Tytułowa nienawiść mężczyzn trwa. Ofiary nie mają prawa do żałoby. I jak Mikael może żyć z takim ciężarem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Lisbeth – żarliwa feministka? A przecież gdzieś w partiach początkowych dzieła mamy do czynienia z detalicznym opisem zemsty na psychopacie, któremu zdarzyło się być kuratorem sądowym dziewczyny. Czego ona nie robi? (i czegóż jej nie zrobiono?) Akt kończy się wytatuowaniem na brzuchu adwokata słów: „Jestem sadystyczną świnią, dupkiem i gwałcicielem”. Jak zwykle tak przesadnie, że aż groteskowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KOŁYSAŁA się na krześle leniwie. „I tak szybko wyleci z pamięci” – pomyślała. &lt;i&gt;Wracając do sypialni zdała sobie sprawę, że czuje się znacznie lepiej.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6092915727056330047?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6092915727056330047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/kobieta-ktora-nie-lubi-zych-kryminaow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6092915727056330047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6092915727056330047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/02/kobieta-ktora-nie-lubi-zych-kryminaow.html' title='Kobieta, która nie lubi złych kryminałów'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6710356793120818704</id><published>2010-01-22T00:07:00.004+01:00</published><updated>2010-01-24T20:23:41.789+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='AUSCHWITZWIELICZKA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraków'/><title type='text'>Bałka, słoik i niewykorzystane szanse</title><content type='html'>Powrócę na chwilę do korytarza Bałki. Niedawno „Gazeta Wyborcza w Krakowie” &lt;a href="http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35812,7407160,Krakowski_Balka_do_posprzatania_i_promowania.html"&gt;piórem Rafała Romanowskiego rozpisywała się jakim to zacofanym miastem jest Kraków&lt;/a&gt;. Przepadam wprost za tą argumentacją, którą da się streścić w krótkim: „patrzcie i wstydźcie się jacy jesteście wsteczni. Londyn zachwycił się Bałką, nad jego wystawą w Tate Modern krytycy ‘Guardiana’ pieją z zachwytu, a w Krakowie pracę genialnego rzeźbiarza mamy pod bokiem i nikt nie zwraca na nią uwagi oprócz dzieci, grafficiarzy i lokalnych pijaczków”. Rzecz dotyczy korytarza AUSCHWITZWIELICZKA, &lt;a href="http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/korytarz-peen-pytan.html"&gt;o którym już pisałam odnosząc się krytycznie do jego lokalizacji&lt;/a&gt;, i właściwie mogłabym powiedzieć „a nie mówiłam?”. Oprócz mnie, wiele osób, a zwłaszcza mieszkańców dzielnicy Stare Podgórze, w której monument ulokowano, opowiadało się przeciwko miejscu dla niego na Placu Niepodległości. Ale nie, nie mam poczucia satysfakcji. Praca stoi tam jak wyrzut sumienia dla Krakowskiego Biura Festiwalowego oraz kuratorów Festiwalu ArtBoom. Jak się jednak okazuje, i co bardzo nie podoba się z kolei dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”, społeczność lokalna jednak ów pomnik udomowiła, wieszczona przez Romanowskiego dewastacja nie jest nią w gruncie rzeczy, jest zaś odpowiedzią lokalsów na monument. Bo czego innego się artysta, kuratorzy i dziennikarz spodziewali? Rzeźby zadbanej i kwiatków posadzonych dookoła? Społecznych dyżurów mieszkańców? Skoro praca Mirosława Bałki została umieszczona w przestrzeni miasta, to stała się podarunkiem dla mieszkańców. Nie zostali oni zapytani czy pragną tego daru, czy im odpowiada. Jednak, skoro już stoi, to korytarz AUSCHWITZWIELICZKA nie jest jakimś eksterytorialnym bytem, oddziałem muzealnym, przeniesionym na plac, choć obecność firmy ochroniarskiej, która korytarza strzegła w początkowym okresie, mogłaby o tym sugerować. Pilnowano rzeźby, by nikt jej nie zniszczył… A idea sztuki w przestrzeni publicznej? Mieszkańcy potraktowani zostali jak barbarzyńcy przez wysoce kulturalnych urzędników i dyrektorów artystycznych festiwalu… Dlatego argumentowanie Rafała Romanowskiego, mające zawstydzić urzędników miejskich i zmusić ich by o rzeźbę zadbali, jest wyjątkowo bałamutne. W Londynie Bałka święci triumfy wśród wysublimowanej publiczności galeryjnej, a w Krakowie bezdomni nocują w jego rzeźbie… To byłaby piękna puenta. Raczej jednak sikają na rzeźbę wielkiego artysty. A to już wstyd. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypowiedzi Romanowskiego uzupełniły w perwersyjny sposób &lt;a href="http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35796,7428905,Zulczyk__Krakow_jest_jak_sloik_z_kiszona_kapusta.html"&gt;złote myśli Jakuba Żulczyka, także z krakowskiego dodatku do „Gazety Wyborczej”&lt;/a&gt;. Jak wspominano kilka razy w tekście, Żulczyk przeniósł się z Krakowa do Warszawy. Mając już pewien staż w stolicy, dokonuje porównań miedzy miastami (na co zawsze Krakowianie reagują z niezdrowym podnieceniem). Niemiłosiernie chlaszcze Kraków, z sadystyczną przyjemnością nie zostawiając na nim suchej nitki. Jeśli według niego, Kraków jest słoikiem z kiszoną kapustą, to Warszawa czym jest? Prawdopodobnie patelnią ze smażącą się jajecznicą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypowiadane w naprędce podyktowane stereotypem oceny nie są zbyt mądre i doprawdy nie wiem, po co dla nich przeprowadzać długi wywiad. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O wiele mądrzej wypowiada się na temat specyfiki Krakowa i różnic między Krakowem a Warszawą &lt;a href="http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35796,7473469,Krakow_marnuje_swoja_energie___ucieka_bokiem.html"&gt;Tomasz Gutkowski z Miesiąca Fotografii&lt;/a&gt;. Mówi o mieście, w którym wiele energii się traci na użeranie z urzędnikami, że nie wypracowano procedur współpracy w NGO-sami i wiele innych rzeczy w tonie konstruktywnej krytyki, I o to właśnie chodzi – nie odbębniać rytualnego lamentu jak tutaj jest źle, tylko znać dobre i złe strony – i działać na rzecz zmiany. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiadomość z ostatniej chwili: &lt;a href="http://www.gazetakrakowska.pl/krakow/211985,krakow-radni-podgorza-chca-pozbyc-sie-rzezby-balki,id,t.html"&gt;jak donosi "Gazeta Krakowska"&lt;/a&gt; 20.01.2010 Radni Dzielnicy XIII (Podgórze) podjęli uchwałę domagającą się usunięcia betonowego tunelu Mirosława Bałki z Placu Niepodległości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6710356793120818704?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6710356793120818704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/baka-soik-i-niewykorzystane-szanse.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6710356793120818704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6710356793120818704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/baka-soik-i-niewykorzystane-szanse.html' title='Bałka, słoik i niewykorzystane szanse'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-4293828057955037694</id><published>2010-01-21T20:52:00.004+01:00</published><updated>2010-01-25T17:49:10.256+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tomasz Kowalski i Norman Leto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='CSW Toruń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nocne zwiedzanie'/><title type='text'>Dwóch poważnych artystów (a także dwie strony osobowości krytyka)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S1ixvpFkepI/AAAAAAAAAc4/P6KW5665_QU/s1600-h/nz_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ps="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S1ixvpFkepI/AAAAAAAAAc4/P6KW5665_QU/s320/nz_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S1ix3zgrmYI/AAAAAAAAAdA/ee9i-8PqkUI/s1600-h/nz_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ps="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S1ix3zgrmYI/AAAAAAAAAdA/ee9i-8PqkUI/s320/nz_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Tomasz Kowalski, Norman Leto, nocne zwiedzanie, CSW Toruń, fot. Wojtek Olech&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;O wystawie w CSW Toruń, która jest wspólnym przedsięwzięciem Tomka Kowalskiego i Normana Leto, można napisać wiele dobrego. Jeśli ktoś jest w temacie, to na pewno zareaguje zaciekawieniem na te nazwiska. Spotkanie dwóch artystów należących do najgłośniejszych postaci w młodej sztuce polskiej musi być elektryzujące. Obaj już opromieni są sukcesem, otoczeni dobrymi recenzjami i sporym zainteresowaniem publiki, dostali się też na nieoficjalne listy artystów „sieciowych”, czyli takich, których liczące się w Polsce galerie powinny wystawić… Wciąż nie boją się eksperymentu, pragną wychodzić poza własne, dotychczasowe osiągnięcia. Wszystko to widzę i doceniam, ale jednak mam dylemat. Nazwę go rozdarciem pomiędzy mną a krytykiem we mnie. (Stan ten jest może niezbyt wygodny, ale niewątpliwie kreatywny.) Określić go można jako odczuwanie sprzeczności między tym, co znam i lubię, a pomiędzy tym, co widzę oczami krytyka. To, co mogę wyczytać z wystawy bazując na upodobaniach i doświadczeniu, na znajomości twórczości obu artystów czy stylu kuratorskiego Joanny Zielińskiej, która zajmowała się tą wystawą – stoi po jednej stronie „barykady”, a po drugiej… Po drugiej znajduje się to, co widzą ludzie nie wchodzący w skład naszego wąskiego środowiska zawodowo-towarzyskiego. Odczytanie oczami laika, którego krytyk niekiedy powinien mieć na uwadze – po to, by skuteczniej wprowadzać go w świat sztuki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa „nocne zwiedzanie / nightseeing” powoduje więc wewnętrzny konflikt dwóch stron osobowości krytyka. Jak ten dyskomfort się objawia? Ból głowy? Mówienie do siebie, a nawet kłócenie się ze sobą? Rozdwojenie osobowości? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żarty na bok. Włożywszy trochę wysiłku w oglądanie, ale bardziej chyba w doczytywanie, uzupełnianie wiedzy o tym, co właściwie jest cichym bohaterem tej wystawy, można zyskać pewną satysfakcję. Osoba znająca języki sztuki najnowszej, obeznana z aktywnością sceny artystycznej, oceni ją jako intrygującą. Natomiast osoba bez wiedzy na temat sztuki najnowszej, odczyta ją jako wystawę, która stawia niewidzialną barierę. Wystawę, którą widz może odczytać jako arogancką, bo sugerującą widzowi: „jesteś niepotrzebny”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla koleżanek i kolegów napisałabym tak: „nocne zwiedzanie” odnosi się, do tego, że na wystawie mało „widać”, wystawa mało odsłania. Noc jest przecież metaforą prób Tomka Kowalskiego. Na wystawie zaciera on znaczenia, dosłownie pozbywa się tego wszystkiego, z czego do tej pory był znany i co przyniosło mu sukces. Film Normana Leto pokazuje jak mogłaby wyglądać wystawa Tomka gdyby chciał on wykorzystać swe figuratywne prace o znanym stylu. Tomek jednak z tej wystawy rezygnuje, pokazując nam rzeczy, których nikt by się po nim nie spodziewał. „Wyciera” historie, te wszystkie figury, postacie, maszyny, krajobrazy, którymi uwiódł „zwykłą” publiczność, galerników i kolekcjonerów. Pokazuje dwa małe puste obrazki, dwa obiekty. Nie ma tu żadnych tropów, żadnych punktów zahaczenia. Jest pustawo, raczej ciemno, nastrojowo. Obiekt dźwiękowy na stoliku ma ten sam staromodny szarm, jakim czarował Tomek w swoich znanych obrazach. I tyle. Leto z kolei pokazuje fascynację twórczością Tomka. I tyle. Nie pokazuje własnej twórczości, jedynie ten niezwykle przekonujący fikcyjny dokument. Ta wystawa jest próbą mierzenia się artystów z własną popularnością i z ograniczeniami, jakie ona niesie. Jest wyzwaniem rzuconym publiczności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do spoza środowiska napisałabym tak: Tomek Kowalski i Norman Leto należą do najgłośniejszych postaci w młodej sztuce polskiej. Ich twórczość uważa się za niezwykle obiecującą, zwłaszcza działalność Tomka spełnia oczekiwania czegoś atrakcyjnego i (pozornie) lekkostrawnego, łącząc w sobie powab wizualny i narracyjność. Jednak ci, co spodziewają się zobaczyć na wystawie w Toruniu swoiste wizytówki, poczują się rozczarowani. Wystawa nosząca wieloznaczny tytuł „nocne zwiedzanie…”, pokazuje raczej próbę odejścia od znanej stylistyki, nie można zatem zobaczyć nadrealistycznych, błyskotliwych obrazków Tomka, które kojarzą się ze starymi ilustracjami do książek dla dzieci i młodzieży (książek teraz wznawianych na fali nowego zainteresowania starą sztuką edytorską). Komputerowa animacja Normana Leto nie pokazuje samego artysty, bo chowa się on za postacią kolegi, tworząc (wirtuozerski) film… o nieistniejącej wystawie Tomka Kowalskiego. Znalazły się tam bowiem najnowsze prace, których w rzeczywistości w toruńskim CSW się nie znajdzie. Jeśli chodzi zaś o propozycję Kowalskiego, są tu dwa niewielki jednokolorowe obrazki (właściwie bez koloru – jeden białawy, drugi czarno-szary) i dwa obiekty, jeden składający się z kawałka szmatki i dwóch wałków jakby wyciśniętych z tuby farb, a drugi – dźwiękowy, emitujący lekkie, tajemnicze buczenie – to stary biurowy stolik, na nim skrzynka, na niej kamerton, obok zaś pokrętła jakby od wzmacniacza. Prostota i tajemnicza atmosfera królują. Wystawa jest wyzwaniem rzuconym publiczności, nie jestem tylko pewna, czy jest ona w stanie je dostrzec. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałabym więc dwie różne oceny tej wystawy. Która jest ważna? Która obowiązuje? W rozstrzygnięciu dylematu może pomóc spojrzenie na to, gdzie wystawa jest pokazywana i do kogo się ją adresuje. Otóż CSW w Toruniu jest dużą publiczną galerią, niezwykle dbałą o konsekwencję programową, ale także i o edukację. A jednak CSW w osobie Joanny Zielińskiej, kuratorki wystawy, zdecydowało się pokazać tę trudną w odbiorze wystawę bez wystarczających wyjaśnień. Zamiast rozbudowanych not artystów, które można przeczytać na ścianie, ważniejsze byłoby danie kilku słów o samych ich spotkaniu i wystawie, o tym, że stanowi ona świadectwo przekraczania własnych osiągnięć, jest próbą odniesienia się do oczekiwań publiczności (i rynku). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem za wystawienniczą łopatologią, nie cierpię wręcz rozbudowanych tekstów na ścianach czy kartkach. Tutaj jednak jest rzadki przypadek, kiedy zabrakło trafnych objaśnień. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że decyzja o unikaniu objaśnienia samej wystawy wynika z obawy, by ten niewielki w gruncie rzeczy i subtelny pokaz nie został zabity tekstem. CSW ma duże zaufanie do własnej publiczności, zastanawiam się jednak czy przy swojej bardzo przemyślanej, udanej, ambitnej działalności, czy nie powinien trochę bardziej się z nią zaprzyjaźnić, mieć odrobinę cieplejszy stosunek do niej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://csw.torun.pl/wystawy/baza-wystaw/nocne-zwiedzanie"&gt;Tomasz Kowalski / Norman Leto, nocne zwiedzanie, CSW Toruń, 10 grudnia 2009 – 14 lutego 2010, kuratorka Joanna Zielińska&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Postscriptum (23.01.)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję się do błędu, na który zwrócono mi uwagę. Zarówno w przestrzeni samej wystawy, jak i w innych miejscach (m.in. strona www toruńskiego CSW) znalazła się także nota o samym spotkaniu obu artystów i&amp;nbsp;o idei wystawy. Notę&amp;nbsp;oczywiście poznałam przed napisaniem swojej recenzji. Jednak sama ona&amp;nbsp;nie stanowi moim zdaniem wystarczającego wprowadzenia do "nocnego zwiedzania", niestety. Gdy się więc zastanawiam dlaczego o niej zapomniałam, do głowy przychodzi mi taka właśnie odpowiedź. Została ona napisana zbyt ogólnie, jest zbyt zdawkowa. Kuratorka wystawy, za bardzo chyba zaufała wiedzy publiczności. To trudna sztuka napisać taką notkę o wystawie, która jednocześnie wprowadzałaby ideę wystawy i nie mówiłaby za dużo, nie dopowiadałyby, nie zamykała...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-4293828057955037694?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/4293828057955037694/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/dwoch-powaznych-artystow-takze-dwie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4293828057955037694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4293828057955037694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/dwoch-powaznych-artystow-takze-dwie.html' title='Dwóch poważnych artystów (a także dwie strony osobowości krytyka)'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/S1ixvpFkepI/AAAAAAAAAc4/P6KW5665_QU/s72-c/nz_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3437235088078992137</id><published>2010-01-15T13:47:00.001+01:00</published><updated>2010-01-15T13:50:57.604+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podsumowanie'/><title type='text'>Moje podsumowanie</title><content type='html'>Rok 1999 był niezwykle owocny dla kultury, a w szczególności sztuk wizualnych (które jeszcze wtedy się tak nie nazywały)… Przyniósł buchające emocjami dyskusje, akty oburzenia i cenzury. Skandalistkami okazały się Katarzyna Kozyra (jakże przewidywalna w tej mierze...) i (mniej przewidywalna) Zofia Kulik. 1999 dowiódł, że instytucje jak stały, tak stoją źle, a ich dyrektorzy nie są wybierani w jakimkolwiek demokratycznym procesie, i nie dotyczy ich żadna merytoryczna ocena. Niemniej, Biennale Weneckie okazało się sukcesem mimo, że polscy intelektualiści oraz autorytety moralne wyrażali oburzenie tym, ze będzie reprezentować nas artystka ze sztucznym penisem. Po prostu było im wstyd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak wstyd został zrekompensowany przez wzruszenia, jakich dostarczył nam Rok Chopinowski. „Ogniem i Mieczem” oraz „Pan Tadeusz” podbudowały patriotycznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstąpienie do NATO przyniosło błogie poczucie bezpieczeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kultura polska poniosła niepowetowane straty, odeszli od nas bowiem Jerzy Grotowski, a także Tomek Beksiński.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy jednak mieli nadzieję, że będzie lepiej w następnym roku, a żenująco niskie budżety kultury oraz pensje jej wyrobników w następnym roku zostaną podniesione przez miłościwie panujących polityków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślami byliśmy już&amp;nbsp;w nowym tysiącleciu (trwały dyskusje czy zaczyna się ono 2000 czy 2001).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS&amp;nbsp;W Wikipedii pod hasłem „1999 w Polsce”:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ośrodek Pomocy Społecznej w Bytomiu wydawał swoim klientom zaświadczenia, upoważniające do zbiórki chrustu w lesie. W ten sposób pracownicy socjalni chcieli pomóc ubogim w ogrzewaniu mieszkań i zaktywizowaniu ich do pracy.”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3437235088078992137?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3437235088078992137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/moje-podsumowanie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3437235088078992137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3437235088078992137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/moje-podsumowanie.html' title='Moje podsumowanie'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-8754500675600329571</id><published>2010-01-09T23:23:00.001+01:00</published><updated>2010-01-09T23:29:13.785+01:00</updated><title type='text'>Przeciw Romanowi Pawłowskiemu…</title><content type='html'>… a raczej przeciw jego tekstowi. Bo Roman Pawłowski zapowiada rewolucję w kulturze. To tak w ramach fali podsumowań, w „Gazecie Wyborczej”. Zapowiada, komentując wywiad z Jerzym Hausnerem, że trochę na wyrost spodziewał się rewolucji, tymczasem ona rzeczywiście nadchodzi. Też mi pomysł! Chciałoby się, ale nie ma lekko. To jest nazywa myślenie życzeniowe. Weszłam na głosy pod tekstem. Nie wrzało, ale było lekko absurdalnie. Ktoś chwali krakowskich bardów, ktoś z Niemiec wspomina Piotrków Trybunalski i dopomina się zwrotu rysunku w imieniu niejakiej Urszuli. Ktoś napomyka o poziomie szkolnictwa muzycznego w Polsce i tylko jakiś frustrat narzeka na carycę i jej dwór w PISF. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaniem Pawłowskiego sztuka nie jest już dworska i sami twórcy wzięli w ręce los własnych dyscyplin. Zorganizowali się sami i stali się partnerem dla polityków różnych szczebli. Zaczęli wymuszać na nich zmiany. Opisuje działania mnożących się ostatnio komitetów i forów obywatelskich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i dobrze. Tylko, że do triumfalnych tonów daleko. Nasze środowisko jest tak zdezintegrowane, tak pełne indywidualistów, tak nieświadome do tej pory wartości dobra wspólnego i grupowego działania, że wolałabym poczekać kilka miesięcy i zobaczyć w jaką stronę pójdzie nasza samoorganizacja, by uwierzyć, że rewolucja może się wydarzyć. Ale żeby nazywać to, co dzisiaj się dzieje rewolucją? Wolne żarty! Na razie środowiska zmobilizowały się w imię doraźnego interesu, zobaczyły możliwość wpływu na zmiany legislacyjne, na kształt tworzonych właśnie instytutów branżowych, zostały niejako zachęcone do takiej rozmowy przez ministra. No i ludziom skończyła się cierpliwość, w Krakowie tak właśnie wygląda sytuacja. Ale droga do samoorganizacji i sprawowania konsekwentnej kontroli obywatelskiej jest kręta i wyboista. Ciekawa jestem czy starczy nam samozaparcia. Samozaparcie rewolucjonistów? Konsekwentne wymaganie? Wytrwałość? Czy to cechy rewolucjonistów? A może&amp;nbsp;po prostu&amp;nbsp;reformatorów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,7410008,Rewolucja_w_kulturze.html"&gt;"Rewolucja w kulturze"&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-8754500675600329571?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/8754500675600329571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/przeciw-romanowi-pawowskiemu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8754500675600329571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/8754500675600329571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/przeciw-romanowi-pawowskiemu.html' title='Przeciw Romanowi Pawłowskiemu…'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-4090779685829236494</id><published>2010-01-09T10:21:00.002+01:00</published><updated>2010-01-09T10:21:45.325+01:00</updated><title type='text'>Jak ja nie lubię podsumowań!</title><content type='html'>Co roku media starają się o podsumowanie minionego roku w kulturze. Co roku tego typu akcje organizuje także i „Obieg” – chociaż w tym coś się spóźnia. Zawsze jednak miałam wrażenie tekstów pisanych na siłę, bo przecież kultury nie da się przecież zamknąć w ramki roku, no chyba, że jest to Rok / Sezon Polski gdzieś tam (tu oczywiście przemawia przeze mnie ironia). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrażenie sztuczności potęguje fakt, że każdy pisze o znanym mu wyrywku życia artystycznego, o tym, co widział ostatnio, z dominantą na rzeczy najświeższe. Mało w podsumowaniach rzeczy niespektakularnych, wziętych z jakiejś zapadłej dziury, zresztą w polskich mediach, jak ogólnie wiadomo, wszystko, co nie jest z Warszawy, pochodzi z zapadłej dziury… Każdy w podsumowaniach pręży muskuły i kogoś odgrywa, a to stara się być mądrzejszy niż jest, a to sili się na uogólnienie w sytuacji, gdy nie ma szerszego obrazu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę bynajmniej narzekać, chcę jednak powiedzieć, że w tym roku miałam wrażenie czegoś w rodzaju Truman Show. Nabrałam podejrzeń, że wszyscy wokół się zmówili: w pracy raptem kilkadziesiąt osób, w knajpach na mojej trasie do domu i spacerowej. Kilku sąsiadów, rodzina – co to za problem… Kilku dziennikarzy w mediach. Zmówili się i udawali, że nadają audycje sylwestrowe i był już koniec roku… Na krakowskim rynku też trochę pościemniali, żeby nas nabrać, że niby robią imprezę pod nazwą „Wow! Night – Musi – Square – Session”… Więc ja osobiście nie wierzę w koniec roku. To jakaś wielka symulakra. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, dobrze. Jeśli mam dokonywać podsumowywać ten fałszywie stary rok (bo może jeszcze wcale się nie skończył), to daję kilka propozycji do wyboru (żeby wybrnąć z fasonem) i proszę o głosy. Jakiego rodzaju podsumowanie mam zrobić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A) Podsumowanie Nowego Roku (ostatecznie minęło już 10 dni)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;B) Podsumowanie zrobione na bazie podsumowania zrobionego 10 lat temu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C) Podsumowanie podsumowań gazetowych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-4090779685829236494?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/4090779685829236494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/jak-ja-nie-lubie-podsumowan.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4090779685829236494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4090779685829236494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2010/01/jak-ja-nie-lubie-podsumowan.html' title='Jak ja nie lubię podsumowań!'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2989837078857114192</id><published>2009-12-23T21:47:00.007+01:00</published><updated>2009-12-29T10:31:05.641+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joanna Pawlik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Delikatesy'/><title type='text'>Dwa serca</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SznMEg9RsfI/AAAAAAAAAco/TL4X2nYYUTQ/s1600-h/AsiaPawlik_1.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ps="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SznMEg9RsfI/AAAAAAAAAco/TL4X2nYYUTQ/s320/AsiaPawlik_1.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SznMI39GKII/AAAAAAAAAcw/6tAsHKpx-jg/s1600-h/AsiaPawlik_2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ps="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SznMI39GKII/AAAAAAAAAcw/6tAsHKpx-jg/s320/AsiaPawlik_2.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Wystawa Joanny Pawlik w Delikatesach ma tytuł wzięty z potwornie kiczowatej piosenki Bajmu,&amp;nbsp;śpiewanej mocnym głosem Beaty Kozidrak. Utworu "Dwa serca, dwa smutki" nie słychać na wystawie, lecz jego wspomnienie rozbrzmiewa z pewnością w głowach widzów. Wystawa Joanny nie ma wiele wspólnego z kulturą popularną, jednak sięgnięcie po chwytliwą frazę ze starego przeboju, daje ciekawy efekt. Hasło to stanowi jakby refren całej opowieści. Jest integralnym elementem całości. Spaja wystawę i przenika jej części. Daje się&amp;nbsp;czytać wprost, zawiera jednak – o ile ktoś jest zainteresowany&amp;nbsp;– niejedno drugie dno. „Dwa serca, dwa smutki” ocieka wręcz sentymentalizmem, wystawa Joanny bazuje na emocjach i na nich gra, ale daleka jest od wszelkiej łzawości czy cukierkowatości. Artystka daje od razu sygnał w jakich rejestrach będzie się poruszać: będzie wydeptywać ścieżkę w gąszczu emocji nawet najbardziej skrajnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowieść snuta na tej wystawie porusza się zatem po najwyższych i najniższych punktach amplitudy uczuciowej: cień sąsiaduje z jasnością, rozpacz z euforią. Są tu rzeczy najważniejsze,&amp;nbsp;dla których uprawia się sztukę i dla których się żyje: miłość, rozstanie, utrata, krzywda, cierpienie, śmierć, narodziny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasny pokój – to świat kobiety, która jest rozgniewana, bywa nawet oszalała z rozpaczy czy złości, ale&amp;nbsp;trzyma się w ryzach i patrzy dość chłodno na świat. Jest otoczona ludźmi, ale samotna. Jest silna, wie, że sama musi rozwiązać swój problem i że nikt nie jest w stanie jej pomóc poradzić sobie z bólem. Tak więc, mimo ludzi dookoła, pozostaje sama. Możliwe, że niekoniecznie tego chce, ale ból nie pozwala jej być z ludźmi. Wyrzuca ją na jakiś margines, skąd uważnie obserwuje. Patrzy na dzieci. Widzi je jednak dziwnie: w kawałkach, tu jakiś fragment główki od tyłu, zakręcone włoski. Dziwne cienie, jakieś nierozpoznane kawałki przedmiotów, błyski światła, nieokreślone ostre formy nachodzą na dzieci. Ma się wrażenie, jakby na dzieciach wyładowywała się agresja, ale dziejąca się mimochodem, niezamierzona. Jakby ta kobieta, której oczami patrzymy na obrazy i rysunki pokazane w jasnym pokoju, próbowała sprawdzić&amp;nbsp;jak to jest, co się wtedy czuje. Obrazy są niedoświetlone, niewyraźne, więcej sugerują niż naprawdę pokazują. Są jak kłębowisko myśli, nie dających spokoju, obsesyjnie nawiedzających głowę obrazami. Ich tonacja jest z wierzchu dość jednak chłodna. Rysunki mówią więcej, więcej zostaje ujawnione. Występują tu różne osoby, są kobiety, jest mężczyzna (osobny, patrzący w inną stronę). Dużą rolę odgrywa brzuch, są płody, dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciemny pokój – to świat dziecka. We wnętrzu, do którego wchodzimy, za kotarą, w bezpiecznej ciemności mały chłopiec przedstawia niezwykłą opowieść. Kilkuletnie dziecko stworzyło film o sobie i o swoim otoczeniu. Występuje tu on sam, mieszkanie, bohaterowie jego wyobraźni, bardzo ważną rolę pełni w nim mama. Mama zawsze widziana jest z bliska, przełamywana jest bariera intymności (co pojawiło się też na zawieszonym w ciemnym pokoju zdjęciu). W ogóle dom widać w kawałkach, chłopiec skupia się na swoim świecie, czyli tym, co jest nisko i blisko: łóżko, podłoga. Ciągle się przemieszcza, kieruje też obiektyw na siebie. Kilkulatek cały czas komentuje obrazy, papla, popisuje się, ale jego &lt;em&gt;Wielki szoł o niczym&lt;/em&gt; mówi także między wierszami i jest w gruncie rzeczy filmem smutnym. Odbieram go jako film o domu i o niepokoju dziecka. O jego silnej potrzebie bezpieczeństwa i – jakby – rozedrganiu. Niezwykłe wrażenie robi głos kilkulatka i sekwencje czarnego ekranu, które wprowadził do filmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieje wyjaśnienie historii przedstawionej przez artystkę. Nie boi się ona mówić wprost o swoich trudnych momentach życiowych. Trzeba przyznać, że traktuje siebie jak stworzoną własnoręcznie bohaterkę własnej sztuki. Prace Joanny, niezależnie od tego czy powstały w efekcie specyficznej autoterapii, czy nie, będą żyły własnym życiem. Wtedy bolesna historia, która stała za nimi, odejdzie w cień i nie będzie zakłócała ich oglądania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Wystawa "Teraz serca mam dwa" zrobiła na mnie spore wrażenie. Nieczęsto się spotyka tak odważną wiwisekcję własnego życia, nieczęsto widzi tak bezkompromisowe wykorzystywanie własnych emocji. U nas wciąż emocjonalne reakcje, emocjonalne zachowanie, ocenia się źle. Nie ceni się ludzi, którzy sobie pozwalają na emocjonalność; nie ceni się ich jako "poważnych" rozmówców, mających coś ważnego do powiedzenia dyskutantów itp. Mówi się raczej: "ochłoń, uspokój się, wtedy porozmawiamy". Tymczasem Joanna Pawlik odsłoniła kawałek własnego życia osobistego, rodzinnego, przełamując barierę wstydu, ryzykując, że zostanie zlekceważona etykietką histeryczki lub ekshibicjonistki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy tym Joanna nie układa dokumentalnej fotonoweli z własnego życia. Własne przeżycia, własne życie wewnętrzne wykorzystuje jako materiał - i tworzy z niego sztukę. Bardzo interesującą stroną wystawy jest misterne splecenie w niej autentyku z fikcją. Albo raczej - wyniesienie autentyku na poziom fikcji. Tym autentykiem są jej rysunki dokumentujące jej stany psychiczne czy też film jej dziecka. Kryzysową sytuację w życiu własnym i własnej rodziny Joanna potrafiła twórczo przetworzyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napięcie pomiędzy cytowaniem rzeczywistości a jej sublimacją, pomiędzy rzeczami zaczerpniętymi z życia, a wyreżyserowanymi, tworzy tę wystawę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.delikatesy.org.pl/aktualnosci/joanna-pawlik--teraz-serca-mam-dwa-"&gt;Joanna Pawlik, "Teraz serca mam dwa", Delikatesy, Kraków, 9 grudnia 2009 - 16 stycznia 2010, kuratorzy: Ewa Małgorzata Tatar i Dominik Kuryłek&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2989837078857114192?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2989837078857114192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/12/dwa-serca.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2989837078857114192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2989837078857114192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/12/dwa-serca.html' title='Dwa serca'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SznMEg9RsfI/AAAAAAAAAco/TL4X2nYYUTQ/s72-c/AsiaPawlik_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-338634391661432420</id><published>2009-12-03T00:36:00.001+01:00</published><updated>2009-12-03T01:26:29.800+01:00</updated><title type='text'>Drenaż mózgów</title><content type='html'>W wielkim poruszeniu, jakie panuje obecnie wokół sprawy instytucji w Krakowie, pojawiają się rozmaite głosy. Poruszenie to bardzo mnie cieszy: wreszcie przerwany został dręczący nasze środowisko problem braku&amp;nbsp;szczerości w wypowiedziach publicznych, nieszczęsny oportunizm i indywidualizm, nie pozwalające walczyć w poczuciu wspólnego interesu. Nagle wszyscy poczuli się obywatelami i zapragnęli wziąć sprawy w swoje ręce. Świetnie. Więc jednak można. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głosach na temat sytuacji krakowskiej, bo w tę siłą rzeczy jestem najbardziej zaangażowana, pojawia się pewien drobiazg, o którym postanowiłam wspomnieć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, na dowód, że w Krakowie dzieje się nie tak dobrze jak by być mogło, przytacza się fakt, że wyjechali stąd wybitni specjaliści od sztuki współczesnej, tacy jak: Adam Budak, Jarosław Suchan i Joanna Zielińska. Miasto nie potrafiło o nich zadbać. Ten wątek wspomniany został w świetnym skądinąd tekście Ewy Tatar, opublikowanym w „Obiegu” - &lt;a href="http://www.obieg.pl/wydarzenie/15060#7"&gt;Raport z oblężonego miasta: Kraków. &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, moim zdaniem, jest zupełnie odwrotnie. Miasta, w których żyją wybitni ludzie sztuki, z którymi jakoś są związani, z których pochodzą , powinny być tego świadome, z tego dumne, i z tego wyciągać wnioski. Ale wnioski te powinny dotyczyć tego, jak kontynuować tę tradycję, jak wychowywać wybitnych ludzi, a potem – jak tworzyć im dobre warunki działalności. Ale – w żadnym wypadku nie zatrzymywać! W gruncie rzeczy to dobrze, że ludzie się przemieszczają. To, że ludzie pochodzą z danego miejsca, w nim zdobyli szlify zawodowe, ale wyjeżdżają, jest zwykłą koleją rzeczy. Wybitni specjaliści pragną nowych doświadczeń, pragną się rozwijać – i nikt nie jest w stanie im zabronić pozostać w jednym miejscu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, w kwestiach konkretnych osób można mówić o pewnej niemocy miasta, braku atrakcyjnej oferty, niedocenianiu np. Adama Budaka. Ale taka jest sytuacja wybitnych specjalistów – nie są oni zbyt łatwi w kontaktach i do współpracy, stąd też urzędnicy za nimi nie przepadaja (co oczywiście ich nie usprawiedliwia). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak w gruncie rzeczy miasto powinno raczej martwić się nie o to, że eksportuje ważne postacie, ale że nie przyciąga równie ważnych. Że równowaga nie zostaje zachowana. Może nawet więcej – że nie istnieje przewaga. Kraków jest dobrym inkubatorem, ale jeśli ktoś chce się rozwijać, szuka nowych wyzwań, które niekoniecznie to miasto jest mu w stanie zaoferować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Co może powiedzieć na ten temat miasto Lublin? Pochodzę z Lublina, i trudno by mi było wskazać jakiekolwiek oznaki żalu, że odeszłam, nie tylko zresztą ja, ale i ważni, wybitni koledzy z mojego rocznika. Lublin eksportuje głównie do Warszawy i jakoś nie widzę tutaj takiego obwiniania się jak w Krakowie. Drenaż mózgów wydaje się tam jednak o wiele większym problemem niż w stolicy Małopolski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-338634391661432420?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/338634391661432420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/12/drenaz-mozgow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/338634391661432420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/338634391661432420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/12/drenaz-mozgow.html' title='Drenaż mózgów'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-794268594620994225</id><published>2009-11-30T23:39:00.001+01:00</published><updated>2009-11-30T23:42:38.586+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dizajn'/><title type='text'>Dobry początek</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SxRJyC3ryiI/AAAAAAAAAcc/v39seEkWngA/s1600/povl-kjer.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SxRJyC3ryiI/AAAAAAAAAcc/v39seEkWngA/s320/povl-kjer.jpg" yr="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Povl Kjer, Owca na biegunach, 1981, Etnodizajn Festiwal&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Wychodzi na to, że wciąż reklamuję Muzeum Etnograficzne w Krakowie, ale wydaje mi się niezwykle ciekawe obserwować działalności placówki, która do niedawna pogrążona w muzealnym śnie, nagle, z nowym dyrektorem, przeszła całkowity lifting. Dzisiaj, gdy tyle się dyskutuje o muzeach, taki przykład daje do myślenia. Mówi się bowiem teraz przecież o nowym typie muzeum – otwartym na współczesność, wchodzącym z nią w dialog (czy jednak nie takie muzeum realizował Ryszard Stanisławski w Łodzi?). Muzeum otwarte na konteksty, na miejsce swojej lokalizacji, otwarte bez mała non stop i otwarte na nowe rodzaje publiczności. Jak się okazuje, te założenia wydaje się realizować do jakiegoś stopnia nie nowo powstała instytucja, lecz Muzeum Etnograficzne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Latem Muzeum miało program występów teatrów ulicznych, m.in. na Placu Wolnica, gdzie się znajduje jego główna siedziba; placu, który przez większość czasu, mimo że znajduje się w sercu Kazimierza, stoi pusty i niewykorzystany. Teatry powinny tam grać jak najczęściej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W MEK pojawiło się kilka niezłych wystaw, np. wystawa o islamie i ornamencie („Islam. Orientacja. Ornament”) jest bardzo przyjemna w oglądaniu. Stanowić może świetny przykład tego, jak można zrobić interesujące wydarzenie mając do dyspozycji niewiele eksponatów. Są one jednak starannie, dobrane, a także przekonująco objaśnione, do tego dobrze zrobione, nastrojowe oświetlenie i staranna aranżacja przestrzenna, także świetnie wpleciony w nią tekst, powodują, że wystawa jest udana, robi wrażenie, wciąga. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcę jednak napisać o kolejnym przedsięwzięciu muzeum – i pomyśle, który jest strzałem w dziesiątkę. To Etnodizajn festiwal, który się właśnie zakończył. Dizajnem zajmują się teraz wszyscy i każde miasto chce mieć coś związanego z projektowaniem przedmiotów. Łódź, Gdynia, Warszawa, Cieszyn (absolutnie nie jest to ani kolejność chronologiczna, ani kolejność ważności). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego więc Muzeum Etnograficzne nie miałoby się zająć tym tematem? Powstał więc Festiwal Etno Dizajnu. Tutaj dygresja. Prawdopodobnie obecna chwila zapisze się w historii jako czas festiwalomanii, kiedy każde wydarzenie, któremu organizatorzy chcieli nadać wyższą rangę a także pozyskać miejskie pieniądze (chociaż nie wiem czy to przypadek ME), zyskiwało nazwę festiwalu. Nie muszę chyba przypominać, że Kraków ma swój Festiwal Zupy czy Pierogów. Tak więc, z Etno Dizajnu nie podoba mi się nazwa. Ale tylko ona. Reszta zapowiada się obiecująco. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku odbyła się dopiero pierwsza edycja, więc dla znawców tematu był to przegląd dość oczywisty. Dla reszty ludzi było to jednak ciekawe i atrakcyjne wydarzenie. Gdy w którąś niedzielę zwiedzałam wystawę, towarzyszył mi niezły tłum. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doskonałym pomysłem okazało się umieszczenie eksponatów wśród ekspozycji stałej muzeum. Przemieszanie przykładów nowoczesnego i osiągalnego wzornictwa, bo chyba wszystko, co pokazywano, można było kupić (rzecz jasna, nie w muzeum), dało dobre rezultaty. Pokazywało bowiem, skąd wywodzą się wzory, a także i jak można ich używać, a także że dizajn to sztuka dla ludzi, którą stosuje się w praktyce, jak niegdyś stosowano sprzęty w góralskiej izbie itd. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sądzę, to filozofia organizatorów kazała im sięgać nawet po przykłady popularne i tanie. Pojawiły się zatem rzeczy z Ikei, np. stojący zegar w szkolnej izbie. Przeciwnym biegunem wydaje się być olbrzymi i efektowny grzejnik w kształcie renifera (Gus van Leeuven), ale i ten obiekt znajduje się w obiegu handlowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy wspaniałej kolekcji strojów regionalnych, uzupełnionej pasjonującymi przykładami ludowego zdobnictwa ubiorów, pojawiły się współczesne ubrania. Bardzo podoba mi się pomysł zaproszenia obok innych także i krakowskiej projektantki, Moniki Drożyńskiej, współprowadzącej sklep-galerię Punkt. Były tam też np. ciuchy z pięknej kolekcji szwedzkiej firmy Odd Molly, która wyznaje zasadę krótkich serii i nawiązywania do ludowego wzornictwa. Nie mogę nie wspomnieć o kierpcach na wysokich obcasach, czyli kierpcasach autorstwa polskiej młodej projektantki „Osh” Olgi Szynkarczuk. Były elementy wyposażenia wnętrz, m.in. zjawiskowy fotel ELSA z załataną starą poduszką babci projektanta Kristoffera Fagerströma w roli głównej. Meble w kształcie pni drzewa Snodevormgevers. Rower pomalowany w kwiatki przez Alexandra Girarda. Niesamowita owca na biegunach o wściekle różowej barwie futra (Povl Kjer). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że popularne podejście – jak już wspominałam – nie wynika z faktu, że jest to pierwsza edycja imprezy, ale z założeń organizatorów. Że nie ma to być laboratorium awangardowych pomysłów, ale rzeczy dobre do użycia od zaraz. Podejście zatem praktyczne i użytkowe. Wystawa główna obudowana była dodatkowymi wystawami, pokazami, dyskusją, konkursem czy oprowadzaniem po Krakowie szlakiem historii etnodizajnu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiono dobry początek. Przydałby się np. konkurs na projekt inspirowany sztuką ludową, przydałoby się pogłębienie tematu, a nie tylko zaprezentowanie jego rozległości. Na to pewnie nadejdzie czas przy drugiej edycji festiwalu, &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzeum Etnograficzne w Krakowie, zespół: Katarzyna Piszczkiewicz, Ewelina Lasota, Anna Zabdyrska&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.etnodizajn.pl/"&gt;strona www&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-794268594620994225?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/794268594620994225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/11/dobry-poczatek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/794268594620994225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/794268594620994225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/11/dobry-poczatek.html' title='Dobry początek'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SxRJyC3ryiI/AAAAAAAAAcc/v39seEkWngA/s72-c/povl-kjer.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-9035001396003046341</id><published>2009-11-22T01:08:00.001+01:00</published><updated>2009-11-22T01:14:03.302+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzea'/><title type='text'>"…my z Hanką…"</title><content type='html'>Będę okrutna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojawiłam się na spotkaniu zorganizowanym przez AIC-ę, międzynarodową organizację krytyków sztuki, afiliowaną przy UNESCO. Panel dyskusyjny „Nowe muzea sztuki współczesnej w Polsce – program, publiczność, edukacja” przyciągnął tłum ludzi. Rzecz działa się w Krakowie, 18 listopada. Zaproszono przedstawicieli Muzeum Wrocław, MSN w Warszawie, muzeum w Krakowie. Do tego – osoby reprezentujące Małopolską Kolekcję Znaki Czasu, warszawską Zachętę, a także inicjatywy obywatelskie: krakowską i warszawską. Dodatkowo jedna krytyczka sztuki, która mówiła o muzealnej edukacji. Zbyt duża liczba gości i rozrzut tematyczny spowodowały, że do dyskusji doszło dopiero po przedłużających się prezentacjach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież wszyscy na nią czekali. Temat na czasie i elektryzujący środowisko w całej Polsce. Żyjemy przecież w wyjątkowym momencie, bo zaczęły wreszcie powstawać nowe muzea i centra sztuki współczesnej. Niedawny Kongres Kultury uświadomił z kolei ludziom, że są środowiskiem i mogą coś zrobić, a przynajmniej stanowić grupę nacisku. Ożywienie środowiska związane jest jednak najbardziej z wkroczeniem na pole sztuki (pole minowe – chciałoby się napisać) ludzi młodego pokolenia, dobrze wyedukowanych obywatelsko, i – co bardzo ważne – nie bojących się zakwestionować popularnych w polskim świecie sztuki niepisanych hierarchii i uznawanych za oczywiste sposobów postępowania, przede wszystkim zaś milczenia w ważnych sprawach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Krakowie, jak to ujął prowadzący dyskusję Andrzej Szczerski, &lt;em&gt;sytuacja jest najbardziej dynamiczna&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym wprowadzeniu, pragnę wspomnieć jedynie o pewnym incydencie. Gdy wreszcie doszło do dyskusji, od razu zeszło na sytuację w Krakowie. Trudno się temu dziwić, zważywszy na to, że tego samego dnia miała odbywać się pierwsza sesja Rady Miasta na temat przyszłego muzeum, że powstał Obywatelski Komitet na rzecz przejrzystości w polityce kulturalnej Krakowa. Prawdę mówiąc, całkiem spora publiczność zebrała się bynajmniej nie z ciekawości względem muzeum wrocławskiego czy warszawskiego, lecz po to, by wysłuchać prezentacji Maszy Potockiej – przyszłej dyrektor muzeum. Miało to być bowiem jej pierwsze publiczne wystąpienie na ten temat. Do tej pory działania miasta mające doprowadzić do powstania owego muzeum, były prowadzone w zaciszu gabinetów, ludzie zaś wymieniali się plotkami i pogłoskami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do dyskusji, pytania odnosiły się głównie do kwestii kolekcji. W prezentacji mowa była o tym, jakie to zbiory mogą stanowić bazę dla powstającego muzeum, wymienionych zostało kilka. Kilka osób (m.in. Gaweł i Magda Kownaccy) wyraziło wątpliwości czy rzeczywiście muzeum powinno powstawać w ten właśnie sposób – zaczynając się od istniejącej już kolekcji czy wręcz kilku różnych. W końcu Agnieszka Kilian zadała wprost pytanie: czy muzeum w ogóle powinno powstawać na bazie kolekcji, czy nie powinno się po prostu zacząć od stworzenia jego wizji, a potem stosownie do niej gromadzić dzieła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odpowiedzi głos zabrała Dorota Monkiewicz i powiedziała rzecz niebywałą. Pokrótce streszczając: ona nie może już znieść takich pytań i dyskutować na temat kształtu muzeum i jego związku z kolekcją. Ona ma to już za sobą, bardzo wiele takich dyskusji… Ona spotykała z Hanką Wróblewską… tak intensywnie dyskutowały tę sprawę, że Dorota Monkiewicz temat uważa za zamknięty… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głos ten spowodował konsternację na sali. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdradza on więcej niż się wydaje. Otóż, jest w nim zawarte, spontanicznie sformułowane wykluczenie osoby, która zadała pytanie, z grona ekspertów – osób wtajemniczonych, należących do grona „my z Hanką”, wiedzących co jest grane w kwestii muzeów i jaką kwestię wypada poddawać dyskusji, nie będąc stawianym do kąta za zadawanie oklepanych, nudnych pytań. Niezbyt zgrabnie unikając odpowiedzi na zapewne niewygodne dla siebie pytanie, Dorota Monkiewicz, obecnie zatrudniona na etacie urzędniczym we Wrocławiu i zajmująca się tworzeniem tam nowego muzeum, pokazała nie tylko pytającej, ale i wszystkim słuchaczom, miejsce w szeregu. „Zamknij buzię, nie wiesz bowiem wszystkiego i nie znasz odpowiednich ludzi” – zdaje się sugerować ta zdumiewająca w publicznej dyskusji wypowiedź. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypowiedź byłej szefowej AICi, doświadczonej kuratorki Muzeum Narodowego w Warszawie i twórczyni muzeów – teraz Wrocław po epizodzie warszawskim – świadczy o tym, że cała modna mowa o tworzeniu zupełnie nowych instytucji, o polityce równości, otwieraniu muzeów, docieraniu do nowej publiczności, może być tylko czczym gadaniem. Po co zapraszać DJ-ów i mieć muzeum otwarte do późna, skoro zmiany nie zaszły w głowach jego twórców?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-9035001396003046341?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/9035001396003046341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/11/my-z-hanka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/9035001396003046341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/9035001396003046341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/11/my-z-hanka.html' title='&quot;…my z Hanką…&quot;'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-7298327193630355129</id><published>2009-10-29T00:27:00.002+01:00</published><updated>2009-10-29T09:29:01.711+01:00</updated><title type='text'>Nieoczywiste: Europa i sport</title><content type='html'>I znowu pojawiły się ciekawe wydarzenia z dziedziny fotografii. Łukasz Trzciński pokazał w dwóch miejscach wystawę „Nowa Europa”. Stojaki na Rynku Głównym i Galeria Camelot zapełniły się zdjęciami pochodzącymi z krajów, które leżą w Europie Środkowej i Wschodniej, które znajdowały się w orbicie wpływów ZSRR, a po upadku muru berlińskiego, odzyskały w sposób mniej lub bardziej burzliwy wolność. W dziesięciolecie obalenia muru powstały wystawy. Projekt o tyle niebanalny, że w każdym z krajów autor skupił się na wybranym temacie, a nie po prostu na zwykłej obserwacji zmian, jakie zaszły w niedawno „zeuropeizowanych” krajach. Tak więc, we wschodnich Niemczech interesuje go świecka ceremonia dla młodzieży Jugendweihe, będąca rodzajem wprowadzenia ich w dorosłość, w Serbii zajmuje go sprawa podrasowanych pojazdów, w Rumunii – lokomotywy w regionie Maramures i ciągłe wykorzystywanie drewna do ogrzewania, w Czechach – domki letniskowe, a na Węgrzech – Balaton. Nie jestem zresztą wcale pewna co w tej realizacji było ciekawsze: same fotografie autorstwa Trzcińskiego czy teksty towarzyszące autorstwa Wojciecha Nowickiego. Niewątpliwie był to przykład symbiozy słów i obrazów. Trudno bowiem mini-eseje Nowickiego uznać za byty samodzielne gdy zobaczyło się je obok zdjęć. Nie tylko objaśniają one obraz, ale i dodają coś więcej, atmosferę, osobiste spojrzenie, wreszcie – pewien sposób patrzenia na rzeczywistość krajów „Nowej Europy”. Gdyby nie teksty, nie zatrzymujące się bynajmniej na warstwie opisowej, to zdjęcia nie byłyby tak interesujące, nie miałyby w sobie mocy przykuwania uwagi, która czyni je innymi niż reportażowe zdjęcia na ten temat. Każdy z krajów ma wybrany temat przewodni, doskonale komentujący jakiś aspekt nowej rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nowa Europa”, Galeria Camelot, Kraków, 11.09.-30.10.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nowa Europa”, Rynek Główny, Kraków, 21.09.-30.10.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://lukasztrzcinski.blog.onet.pl/"&gt;fotoblog Łukasza Trzcińskiego&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.nowaeuropa.info/index.php?q=pl"&gt;strona projektu "Nowa Europa"&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Galerii ZPAF i S-ka pojawiła się wystawa zbiorowa, autorstwa Dawida Radziszewskiego. O wystawie, której współautorem był Radziszewski, niedawno pisałam, była to „Książka w sztuce polskiej” w Delikatesach. Teraz Radziszewski wzbogacił program Galerii ZPAF i S-ka. Galeria jest bardzo dobra, nie ma wątpliwości. Dobrze dobrane, niebanalne wystawy, co wydawać by się mogło brakiem czy minusem, staje się tutaj czymś prostym, wyrafinowanym i dającym do myślenia. Wystawa „Sport dla niewysportowanych” wydaje się być zgrabną i bezpretensjonalną wypowiedzią na niezbyt – wydawałoby się – wdzięczny temat. Intrygujący i nieoczywisty zestaw artystów – młodych i ze starszego pokolenia awangardystów, jak m.in. Łukasz Jastrubczak, Anna Molska, Agnieszka Polska, Julia Zborowska, Adam Rzepecki, Zdzisław Sosnowski czy Zbigniew Warpechowski, a także dobre prace oraz doskonałe ich rozwieszenie tylko na jednej ścianie sprawiają, że wystawa staje się atrakcyjnym cackiem… (Wahałam się czy użyć tego słowa, ale nie byłam w stanie znaleźć lepszego). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Sportowi…” towarzyszą sążniste eseje z historii sztuki na temat motywów ikonograficznych związanych ze sportem. Nie wiem czy to żart, czy gest poważny, jednak teksty te pasują do wystawy jak pięść do nosa. Są niepotrzebnym i obciążającym dodatkiem, żartobliwość wystawy zostaje zakwestionowana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się w tej wystawie to, że jest nieoczywista. Widać lata treningu w ustawianiu prac w ciasnych pomieszczeniach. Z drugiej jest to w gruncie rzeczy bardzo miła wystawa niby o sporcie, ale w gruncie rzeczy o niczym. Nic z niej nie wynika, nie zmusza ona do zastanowienia się, nie zostaje w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Sport dla niewysportowanych", Galeria ZPAF i S-ka, 25.09.-31.10.2009, kurator Dawid Radziszewski, udział biorą Łukasz Jastrubczak, Małgorzata Mazur, Anna Molska, Paulina Ołowska, Agnieszka Polska, Adam Rzepecki, Zdzisław Sosnowski, Zbigniew Warpechowski, Wunderteam, Julia Zborowska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.zpafiska.pl/aktualnosci/sport-dla-niewysportowanych/"&gt;strona galerii&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-7298327193630355129?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/7298327193630355129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/nieoczywiste-europa-i-sport.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7298327193630355129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7298327193630355129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/nieoczywiste-europa-i-sport.html' title='Nieoczywiste: Europa i sport'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6054084456816076389</id><published>2009-10-16T18:42:00.004+02:00</published><updated>2009-10-16T23:21:38.802+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kongres Kultury Polskiej'/><title type='text'>Dość mizerne pokłosie Kongresu - cd.</title><content type='html'>W „Obiegowym” podsumowaniu Kongresu Kultury Polskiej pojawiło się mnóstwo głosów, jakby „Obieg” czuł, że zdarzyło się jednak coś ważnego, na czym go zabrakło, więc zapragnął jakoś zrekompensować tę nieobecność. Nie zmienia to faktu, że nie tylko moim zdaniem, nasze środowisko po raz kolejny zaprezentowało się jako nie mające poczucia wspólnego interesu i potrzeby zmian, bez wizji, siły i woli tych odnowy i – generalnie – dało plamę. Jednocześnie, z tego tkwienia w polu własnych indywidualnych interesów, wizji i obsesji wyłamało się pod-środowisko handlujące sztuką. Tutaj interes jest na tyle ważny, że spaja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojawiły się ważne moim zdaniem głosy Artura Tajbera, Janka Sowy i głos Artura Żmijewskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U Janka Sowy pojawiają się rozważania na temat tego, jak nie pozostając w głównym obiegu, pozostać zauważonym i ważnym. Jak wyrażać siebie, własne poglądy i potrzeby być słyszanym. Jak by tego nie ujmować, zawsze jednak chodzi tutaj o władzę. (czy to jest zresztą wstydliwe?) Kto jest górą, kto jest modniejszy, kto jest bardziej poważany, najważniejsze z tego - kto jest najardziej wpływowy, wreszcie: kto ma ma większą władzę symboliczną. To są wciąż aktualne pytania na polskiej scenie. Czy ci, co byli na Kongresie, czy ci, co mu się przeciwstawili, czy może ci, co w swoim mniemaniu zrobili wydarzenie równoległe? Wydaje mi się, że najbardziej „anty” są po prostu ci, co mieli i mają Kongres w nosie i po prostu ciągle robili, to, co jest ich głównym zajęciem. Ci, którzy są np. w „Obiegu” niewidzialni i niesłyszalni. Jednocześnie ci sami są najmniej słyszani i wpływowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja sama nie mam na swoim koncie konsekwentnych, płomiennych uzasadnień nieobecności na KPP. Na Kongresie nie byłam, gdyż działają na mnie odstraszająco wielkie polityczne i celebryckie spędy, z drugiej jednak strony, gdyby ktoś mnie zaprosił, to pewnie bym się pojawiła i jeszcze przygotowała. Jednak starać się na własną rękę o akredytację, zapisy, dostanie wejściówki, powiem szczerze, po prostu po pierwsze mi się nie chciało, po drugie, te wszystkie zasieki uznałam za jasne pokazanie figi z makiem szeregowym wyrobnikom kultury, jakim jestem od lat. Mam wrażenie, że utrudnienie wstępu na Kongres, który wcale nie był otwarty, był rodzajem niezbyt subtelnego wskazania przez absolwentów zarządzania kulturą UJ (pracującym w Krakowskim Biurze Festiwalowym, organizującym ów spęd) hierarchii politycznej ważności. Większość pracowników krakowskich instytucji kulturalnych zbojkotowała KPP z powodów podobnych do moich. Niebylejacy ludzie, mówiąc szczerze… A organizator miał przynajmniej mniej kaw do zafundowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcę jeszcze wspomnieć o tekście Żmijewskiego, bo przeczytałam w nim o czymś, co wydało mi się godne rozważenia i wyjaśnienia. Otóż, wyraz znalazł tam rozdźwięk i po prostu konflikt interesów pomiędzy artystami a kuratorami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż Żmijewski upomina się o honoraria przynależne artystom, a notorycznie niepłacone przez polskie galerie publiczne. Dobrze, szkoda tylko, że tak znana i opiniotwórcza obecnie postać zapomina o zaniedbywaniu innych pracowników sztuki, np. kuratorów czy krytyków, którym też się nie płaci lub płaci sumy, które są kpiną z ich pracy. Niejednokrotnie o tym pisałam. Z tego jednak, co napisał dalej, wynika dość stereotypowa wizja, że krytycy czy kuratorzy się są właściwie potrzebni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żmijewski wspomina bowiem o rzeczy, co do której mam mieszane uczucia. Otóż pisze o tym, że prace artystów współczesnych są wykorzystywane do wystaw tematycznych. I że kuratorzy i krytycy rosną w siłę, bo tworzą coraz więcej tego typu wystaw. Wystawy tematyczne zaś w domyśle nie są dobre, bo kurator za bardzo daje w nich upust swojej wyobraźni i nie szanuje dzieł, które wprowadza w wymyślony przez siebie kontekst. Artur Żmijewski kończy stwierdzeniem, że nieraz był zaskakiwany tym, o jak wielu rzeczach może mówić jego film w przeróżnych wystawach. Ja jednak mam wątpliwości – czy to źle? Dzieło przecież nie ma jednego ustalonego znaczenia. Ja wiem, że nie o to chodzi. Że chodzi o to, żeby nie narzucać na siłę. Żeby nie wkładać dzieła w kontekst dowolny. Trudno jednak zdecydować tak naprawdę który kontekst interpretacyjny jest już jednak przesadą. I wiem, że sam artyści wręcz czekają na „zadanie” im tematu. Wielu lubi pracować właśnie w ten sposób – mając konkretne zaproszenie do udziału w wystawie. Nie ukrywajmy zresztą, ale współczesne realizacje są wybitnie „kontekstowe”, są konstruowane tak, by poruszać bogactwo warstw interpretacyjnych. I doprawdy, nie robi się wystaw, które są celebracją jakiegoś dzieła dla niego samego. Zawsze ważny jest temat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie samej oglądanie wystaw tematycznych bywa niezłą przygodą intelektualną i może wręcz pokazywać nowe strony znanych dzieł sztuki. Są oczywiście także złe wystawy tematyczne, robione z ustaloną listą artystów, z pracami dobieranymi wedle zasady „widzu domyśl się sam” (zresztą nadmierne wyjaśnianie też zabija wystawy), a także nadmiernie zintelektualizowane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle ważne jest wyważenie sądów, a nie przesada. Ta ostatnia jednak jest wyrazista i medialna. Nie ma ryzyka, że jak napiszesz coiś i wyrazisz wątrpliwości, to potem ktoś Cię zaczepi i powie: "ale o co ci chodzi? Bo nie zrozumiałem".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6054084456816076389?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6054084456816076389/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/w-obiegowym-podsumowaniu-kongresu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6054084456816076389'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6054084456816076389'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/w-obiegowym-podsumowaniu-kongresu.html' title='Dość mizerne pokłosie Kongresu - cd.'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3700976916658356142</id><published>2009-10-05T12:05:00.000+02:00</published><updated>2009-10-05T12:06:10.725+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kongres Kultury Polskiej'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='domy kultury'/><title type='text'>Kongres Kultury i wykluczeni</title><content type='html'>Już po Kongresie Kultury. Trwają podsumowania, nie za wiele ich zresztą. Była to impreza polityczna, jednak dominuje przekonanie, że i tak warto było na kongresie być, śledzić jego dyskusje, brać w nich udział. Wymiernych efektów jakoś nie widać i myślę, że po prostu jeśli one się pojawią, to zależeć to będzie od środowiska, na ile się zmobilizuje, będzie potrafiło wypowiedzieć swoje potrzeby, powalczyć o swoje. Zgadzam się także z tymi, którzy podkreślają znaczącą nieobecność polityków, a zwłaszcza premiera na Kongresie. List od niego był ogólnikowy – i w ogóle – premier zdaje się nie przykładać należytej wagi do kultury, skoro, pomijając już Kongres, nie pojawia się na premierach spektaklach, wystawach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak każda impreza Kongres zebrał jednych, wykluczył zaś innych aktywnych twórców kultury. To normalna kolej rzeczy, choć organizatorzy powinni mieć więcej otwartości i wyobraźni. Tak czy inaczej, ci na świeczniku, z nazwiskami są reprezentantami środowiska, naturalnymi jego liderami, lecz także – jak to dzisiaj modnie mówić – jego „ikonami”. Chciałabym jednak wspomnieć o jednej kategorii pominiętych. Są nimi pracownicy domów kultury i najmniejszych ich odmian – klubów osiedlowych. Twierdzę, że bez ich pracy kultura stałaby się o wiele bardziej elitarna, po drugie zaś – o wiele bardziej odrzucałaby współuczestniczenie, zakładałaby zaś prymat autorstwa, czysty podział na twórcę i odbiorcę, z odbiorcy czyniąc konsumenta. Tymczasem domy kultury i kluby osiedlowe są najbardziej wysuniętymi placówkami i niosą ofertę artystyczną w miejscach, gdzie mieszka po kilkadziesiąt tysięcy osób, nie mając poza jednym klubem, z zatrudnionymi np. dwoma osobami i kilkoma dochodzącymi, nic, po prostu żadnej innej możliwości uczestnictwa w kulturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kluby takie prowadzą często niezwykle wartościową działalność i taką wizję kultury, w której odbiorca nie jest konsumentem. Praktykują bowiem współuczestnictwo, współpracę, eksperyment. W takich placówkach dzieci po raz pierwszy stykają się z kulturą. Pełnią one rolę wychowawczą, edukacyjną, prowadzą własne zajęcia, uczą stwórczości, oferują miejsca dla inicjatyw własnych, dają wparcie organizacyjne itp. Po prostu są nieocenione i niedocenione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile wiem, pracownicy jednego z tysięcy takich małych klubów – Klubu Osiedlowego w dzielnicy Krakowa Wola Duchacka Wschód – nie wiedzieli o Kongresie, ale pewnie po prostu w ferworze pracy nie zwrócili na niego uwagi. I tak nie mieliby czasu wziąć w nim udziału. Po kilkuletniej walce o utrzymanie klubu, który na tym wielkim osiedlu spółdzielnia zlikwidowała, przenosili się właśnie do nowych, tymczasowych pomieszczeń. Dodatkowo organizowali wielki koncert na koniec starej siedziby i imprezy na początek nowego sezonu. Współorganizowali także Dni Otwarte Podgórza, robiąc dwa wielkie przedstawienia plenerowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, wykluczonych na Kongresie było więcej, na przykład NGO-sy. Można powiedzieć – sami sobie winni, nie zadbali na czas, nie zapisali się na listę itp. A jednak gdyby organizatorom zależało naprawdę na szerokim spektrum kultury, gdyby mieli wizję kultury otwartej, zakładającej kreatywność i współuczestnictwo, a nie trzymali się kurczowo kultury wielkich wydarzeń i od święta, to do takich ludzi z pewnością by dotarli. Szkoda, że tak się nie stało.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3700976916658356142?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3700976916658356142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/kongres-kultury-i-wykluczeni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3700976916658356142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3700976916658356142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/kongres-kultury-i-wykluczeni.html' title='Kongres Kultury i wykluczeni'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1821615856388255707</id><published>2009-10-04T23:42:00.003+02:00</published><updated>2009-10-05T09:45:53.849+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka publiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mirosław Bałka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='AUSCHWITZWIELICZKA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stare Podgórze'/><title type='text'>Korytarz pełen pytań</title><content type='html'>Kraków ma szczęście do prezentów. Został uszczęśliwiony m.in. wielką, pustą w środku głową autorstwa Igora Mitoraja. Głowa, rzucona jakby od niechcenia na Rynku, pod Wieżą Ratuszową, bez konsultowania z kimkolwiek lokalizacji, miała spoczywać tam chwilowo, jednak po kilku latach nic nie wskazuje, by miała kiedykolwiek stamtąd być usunięta. Dzisiaj stanowi atrakcję turystyczną: wszyscy chcą się fotografować w jej pustych oczodołach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innym darem, postawionym chyłkiem i bez pytania o zdanie, jest pomnik Piotra Skargi, autorstwa najbardziej płodnego wytwórcy pomników Jana Pawła II – prof. Czesława Dźwigaja. Ta statua z kolei nie posiada takiego potencjału rozrywkowego, co rzeźba Mitoraja, powiedziałabym nawet: nie ma żadnego potencjału. Nieszczęsna figura Piotra Skargi wygląda tak, jakby się miała zsunąć z kolumny, na którą wywindowano ją oszpecając placyk Św. Marii Magdaleny przy Trakcie Królewskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz pojawiło się dzieło Mirosława Bałki. Zdaje się ono należeć do innej kategorii niż poprzednio wymienione, ale to niestety złudzenie. Jego wysoką jakość ma gwarantować nazwisko artysty wybitnego, jego z najbardziej znanych polskich twórców, który osiągnął także wymierny sukces zagranicą i wystawia np. w Tate Modern. A jednak przy jego pracy pojawiają się podobne problemy co przy poprzednich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korytarz AUSCHWITZWIELICZKA ustawiono na Placu Niepodległości na Starym Podgórzu, dokładnie tam gdzie stała poprzednia jego wersja, eufemistycznie nazwana „makietą”. Kraków i w szczególności dzielnica Stare Podgórze dostali zatem prezent. Mieszkańcy jednak nie przejawiają zadowolenia. Dzieło – przypomnę – ma postać korytarza, z sufitem, z którego wykrojono litery układające się w napis „Auschwitzwieliczka”. Napis został zainspirowany ofertą biur podróży, jest to częsta trasa turystyczna dla tych, którzy nie ograniczają się do zwiedzania miasta. Praca wygląda jak wielkie, położone na ziemi pudlo, z najdłuższą ścianą na ziemi. Przypomnę, że chybotliwa „makieta” z płyt wiórowych stanęła na placu w czerwcu, z okazji festiwalu ArtBoom, potem ją zdjęto. Obecnie dzieło przybrało formę ostateczną, ale lokalizacja jest tymczasowa: do momentu gdy korytarz zostanie przeniesiony pod nowo tworzone muzeum sztuki nowoczesnej, na Zabłociu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji pisania o festiwalu wspominałam już, że nikt nie wytłumaczył dlaczego nie mamy do czynienia z dobrą wersją dzieła, które wcześniej zapowiadano jako jeden z najmocniejszych jego punktów. Teraz, gdy w końcu września ustawiono wersję betonowa, pojawiły się nowe kontrowersje i znaki zapytania. Organizatorami wydarzenia są Krakowskie Biuro Festiwalowe, Fundacja Wschód Sztuki i Festiwal Sztuk Wizualnych ArtBoom. Organizatorzy jednak o festiwalu prawie już nie wspominają. Akcent przesunął się na powstające muzeum. Tymczasem oficjalnie wiadomo jedynie, że budynek muzeum powstaje – i ma być gotowy w przeciągu roku. Prezydent Krakowa ani jego pełnomocnik do spraw kultury nie wypowiadają się na ten temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawia mnie dlaczego Mirosław Bałka, znany z niezwykłej dbałości o poziom wykonania dzieł i przykładania wielkiego znaczenia do ich precyzyjnej lokalizacji, zgodził się po pierwsze na makietę, a po drugie – na obecną lokalizację korytarza na Placu Niepodległości. Lokalizacja ta wzbudziła protesty mieszkańców Starego Podgórza. Odezwało się m.in. znane z prężnej działalności Stowarzyszenie Podgorze.pl, a także rada dzielnicy. Według nich nikt nie konsultował ani z radą, ani z mieszkańcami idei i lokalizacji dzieła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejsce, na którym postawiono „prezent”, jest jednym z głównych placów dzielnicy. Pełni ważne i różnorodne funkcje. Przede wszystkim reprezentacyjne: jest jedną z bram do Podgórza, z jednej strony otwiera się na most Piłsudskiego i Wisłę, z drugiej na wzgórze Krzemionki. Funkcje komunikacyjne placu są także nie do przecenienia: ludzie przechodzą przezeń dążąc do licznych szkół usytuowanych dookoła, czekają na zajęcia (tuż obok znajduje się KS Korona, a także duży fitness club), plac przylega do ruchliwego skrzyżowania i przystanków. Wreszcie – miejsce daje możliwość spędzania wolnego czasu dla bardzo wielu osób: z dziećmi, starszych itp. Znajdują się tu punkty wodne, trawniki, rabaty, drzewa, wiele ławek. Plac związany jest z historią Podgórza, znajdowały się tam koszary. Z racji jego centralnego położenia i rozległości organizowano tam imprezy plenerowe. Dobrze i intensywnie służy lokalnej społeczności, nie pojawiają się tam wcale turyści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te wszystkie, bardzo istotne funkcje zostały zakłócone wstawioną arbitralnie pracą. Ludzie nie chodzą przez korytarz, tylko go okrążają. Betonowe pudło przegradza plac i zasłania dalsze widoki. Uniemożliwia także przeprowadzanie imprez plenerowych, bo stoi pośrodku. Podsumowując, korytarz Bałki wszystkim zawadza. Taki był pewnie cel tej pracy, ale skoro niechęć do niej dominuje, i to niechęć nie spowodowana bynajmniej jej wymową, lecz po prostu byciem zawadą, to znaczy, że został popełniony błąd i że nie jest to dobry przykład sztuki publicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem, wstawienie pracy do arbitralnie wybranej lokalizacji, bez przeprowadzenia poważnych studiów nad nią i w ogóle – po prostu bez wykonania specjalnie do niej pracy, jest wielką wadą. Komu bowiem ma służyć korytarz? Do kogo docierać? Nie oszukujmy się, praca Bałki jest potrzebna miastu, żeby chwalić się nazwiskiem. Przecież korytarz odwiedził sam minister Zdrojewski. Jednak tłumów turystów to Podgórzu nie napędzi. Jaki jest zatem sens lokalizować tę mocną znaczeniowo pracę z dala od miejsc turystycznych? Skoro z placu korzystają tylko mieszkańcy okolicznych ulic i po prostu Krakowianie, pędzący do pracy, sklepu czy po prostu spacerujący, to czy oni rzeczywiście są właściwym adresatem tego, co Mirosław Bałka chce powiedzieć o masowej turystyce i komercjalizacji oraz banalizacji Auschwitz? Przecież znacznie lepszą lokalizacją byłby Rynek Główny…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35823,7072895,Niechciany_dar_dla_Podgorza__17_tonowa_rzezba.html"&gt;Dyskusja na stronie „Gazety Wyborczej”&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.podgorze.pl/art.php?id=1061"&gt;Dyskusja na stronie Podgorze.pl&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1821615856388255707?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1821615856388255707/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/korytarz-peen-pytan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1821615856388255707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1821615856388255707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/korytarz-peen-pytan.html' title='Korytarz pełen pytań'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-7053543571276762149</id><published>2009-10-02T13:32:00.000+02:00</published><updated>2009-10-02T13:33:51.122+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jan Michalski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Galeria Zderzak'/><title type='text'>Wyjątkowo niezależny krytyk</title><content type='html'>Pojawił się nam krytyk bardzo niezależny. Niczym niezbrukany, prawdziwe niewiniątko. Daleki od wszystkich, a dystans ten, owa „splendid isolation”, która podkreśla na każdym kroku, pozwala mu na zachowanie zdrowego i realistycznego spojrzenia na obyczaje światka sztuki w wydaniu polskim. Czyta on przeterminowane, niemodne teksty, dostrzegając ich odwieczną aktualność, i nic nie umknie jego uwadze, niezręczne sformułowania zdradzające nieczyste intencje, podgląd, który przy jego spostrzegawczości nagle zaczyna okazywać się jak najbardziej wstydliwy. Nasz wspaniały jest przede wszystkim zatroskany właśnie o czyste ręce i intencje. Ma łatwość pisania, w wakacje się nudzi, wynalazł więc sposób na obejście oficjalnych sposobów dystrybucji: teksty swe wysyła do adresatów widniejących na liście mailingowej prywatnej, komercyjnej galerii Zderzak. Naszemu niezłomnemu nie podoba się męka Julii Leopold i znęca się na biedną dziewczyną, bo ta poddała się woli swoich mocodawczyń z Zachęty i tańczyła na wideoklipie Kozyry, chociaż nie cierpi tańczyć. Idealny nasz krytyk dostrzega i wytyka (rzekomą) koniukturalność i instynkt handlowy Rafała Bujnowskiego, który jest wg niego w stanie przehandlować nawet własną córkę (z powodu kolekcji, jaką artysta założył dla niej). Z uwagą, lecz i pobłażliwością wytyka niekonsekwencje poglądów Jakuba Banasiaka, Dorota Jarecka pisząca o wystawie Dawickiego jest dla niego już tylko ofiarą XX-wiecznego kultury masowej i lewackich utopii. Oberwał Andrzej Przywara, który – mimo sukcesu komercyjnego FGF – ośmiela się występować o dotację na książkę i ją dostaje.&lt;br /&gt;Kłótnie, spory i wątpliwości polskiej sceny artystycznej jawią mu się ze zbawiennego dystansu jako po prostu cienie tańczące na sklepieniu Platońskiej jaskini, jako przykłady po prostu jakichś ciekawych okazów, które można obserwować przez szkiełko.&lt;br /&gt;A jednak najbardziej znamienitym kuriozum do obserwacji okazuje się ów szlachetny, niezbrukany. Nazywa się on Jan Michalski – i ma jak największy interes w prowadzeniu owych walk, krytykowaniu, wytykaniu, szydzeniu. Prowadzi on bowiem (jeśli by kto nie wiedział) jak najbardziej komercyjną galerię Zderzak w Krakowie. Tematyka i sposób pisania jego tekstów każe myśleć o dość przyziemnych motywacjach je dyktujących mimo kreowania się na ostatniego niewinnego. Jakoś tak się jednak składa, że Jan Michalski sprzeczności interesów nie widzi, sprzeczności między działalnością krytyka a handlowaniem sztuką.&lt;br /&gt;Szkoda, bo Michalski niejednokrotnie dotyka ważnych tematów, jednak w taki sposób, że sam siebie czyni niewiarygodnym. To, że nikt z nim nie dyskutuje, nie wynika z faktu, że dotyka tematów tabu, ale z tego, że jest po prostu i najzwyczajniej niewiarygodny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-7053543571276762149?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/7053543571276762149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/wyjatkowo-niezalezny-krytyk.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7053543571276762149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7053543571276762149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/10/wyjatkowo-niezalezny-krytyk.html' title='Wyjątkowo niezależny krytyk'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-4267083391086331502</id><published>2009-09-05T22:37:00.015+02:00</published><updated>2009-09-06T12:39:54.458+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Delikatesy'/><title type='text'>Smakołyki</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLbRzni4aI/AAAAAAAAAak/HrW3YahX5PM/s1600-h/Tomek+Kowalski,+Bez+tytu%C5%82u,+2009,+seria+5+rysunk%C3%B3w_2.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378102003994124706" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 214px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLbRzni4aI/AAAAAAAAAak/HrW3YahX5PM/s320/Tomek+Kowalski,+Bez+tytu%C5%82u,+2009,+seria+5+rysunk%C3%B3w_2.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Tomek Kowalski, bez tytułu, seria rysunków, 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLayaxFThI/AAAAAAAAAac/G2teyWQsyMQ/s1600-h/Ryszard+G%C3%B3recki_Zwierz%C4%99ta+w+Powstaniu+Warszawskim_obwoluta+do+ksi%C4%85%C5%BCki_2009.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378101464747298322" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 158px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLayaxFThI/AAAAAAAAAac/G2teyWQsyMQ/s320/Ryszard+G%C3%B3recki_Zwierz%C4%99ta+w+Powstaniu+Warszawskim_obwoluta+do+ksi%C4%85%C5%BCki_2009.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Ryszard Górecki, &lt;em&gt;Zwierzęta w Powstaniu Warszawskim&lt;/em&gt;, obwoluta do książki, 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLaXoxJD5I/AAAAAAAAAaU/HwcW4-FG4mw/s1600-h/Krzysztof+Kaczmarek,+Pointyli%C5%9Bci,+2007,+obiekt_2.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378101004649172882" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 214px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLaXoxJD5I/AAAAAAAAAaU/HwcW4-FG4mw/s320/Krzysztof+Kaczmarek,+Pointyli%C5%9Bci,+2007,+obiekt_2.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Krzysztof Kaczmarek, &lt;em&gt;Pointyliści&lt;/em&gt;, obiekt, 2007&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLZ3u4qruI/AAAAAAAAAaM/-v2LRKbpYhs/s1600-h/Anna+Okrasko_Nienawidze+rodziny+Borejko_2008_banner.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378100456535535330" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 214px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLZ3u4qruI/AAAAAAAAAaM/-v2LRKbpYhs/s320/Anna+Okrasko_Nienawidze+rodziny+Borejko_2008_banner.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Anna Okrasko, &lt;em&gt;Nienawidzę rodziny Borejko&lt;/em&gt;, banner, 2008&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W Krakowie pojawiło się nowe miejsce, któremu warto kibicować. ”Delikatesy” na ulicy Sarego łączą w sobie rozmaite funkcje: od kawiarni i miejsca spotkań po księgarnię artystyczną z bogatym zaopatrzeniem w najlepsze, a trudno dostępne katalogi (a te wydaje się w Polsce coraz lepiej opracowane, coraz solidniejsze), miejsce na przyszłe wydarzenia i warsztaty, a wreszcie – galerię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Delikatesy swoim debiutem przyciągnęły mnóstwo ludzi mimo wakacyjnej pory, a przecież znajdują się obok popularnego szlaku wiodącego w Krakowie ze Starego Miasta na Kazimierz. Znalazły lokalizację blisko, ale trochę z boku, na spokojnej i nieco sennej ulicy. To świadczyć może o powstałym od razu snobizmie na miejsce, ale równie dobrze o wakacyjnym głodzie wydarzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa otwierająca działalność Delikatesów nosiła tytuł zasadniczy: „Książka w sztuce i kulturze polskiej". Była niewielka, ale przyjemna i na dodatek wcale nieoczywista, co jestem skłonna zaliczyć na plus. Kuratorskiego wstępu nie nazwałabym jasnym, raczej zamazuje intencje, bo wspomina m.in. o zanikającym czytelnictwie w Polsce. Co jednak uderza w niewielkim pokazie, przygotowanym prze Dawida Radziszewskiego i Martynę Sztabę, jest to, że książki pojawiają się w nim jako obiekty groźne, jako coś, co źle zapisało się w pamięci i z czym należy walczyć, bądź jako coś, co może zagrozić dopiero teraz – z różnych powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy zatem książki z założonego przez Ryszarda Góreckiego wydawnictwa Niewidzialny Znak. Książki, które wydał, noszą parodystyczne tytuły, takie jak: „Zwierzęta w Powstaniu Warszawskim”, „Wojna jest piękna. Estetyka konfliktu zbrojnego”. Należy skupić się na obwolutach, bo te noszą właściwie jedyną treść. &lt;em&gt;Pointyliści&lt;/em&gt; to prawdziwa książka Joanny Guze &lt;em&gt;Impresjoniści&lt;/em&gt; ze śladami po kulach. Jest to zatem książka po przejściach; dzieło, do którego strzelano. Strzały oddał Krzysztof Kaczmarek. Chyba nie trzeba się nawet zastanawiać dlaczego ta klasyka polskiej książki o sztuce wywołała furię młodego artysty. Strzelaniem dokonał symbolicznego mordu na ojcach-założycielach nowoczesnego malarstwa i ich naśladowcach, także i z krakowskiej ASP. Akt ten jest jednocześnie symbolicznym mordem na matce, czyli edukacji artystycznej, a w szczególności silnie zakorzenionym w Polsce sposobie opowiadania o sztuce. Rysunki Tomka Kowalskiego na pożółkłych papierach będących w istocie ostatnich kartkami pozyskanymi ze starych woluminów, mają związek z książką również poprzez jej przedmiotowy status, poprzez fizyczność. I tutaj wyraża się nonszalanckie traktowanie starych tomów, poprzez dostrzeganie w nich walorów użytkowych. Nie wiemy przecież z jakich książek Kowalski pozyskiwał papier, ważna była jego niska jakość, tendencja do żółknięcia, kiepski wygląd. Rysunki wyglądają trochę po Witkacowsku. Na takich właśnie kartkach fałszerze wykonują podróbki np. Kossaków. Dzisiaj już książki nie żółkną, bo są robione z papieru bezkwasowego. Z użytkowym podejściem wiąże się także pomysł Łukasza Jastrubczaka, który poszukiwał sześćset sześćdziesiątych szóstych stron z książek. Stworzył z nich własną książkę, niezbyt obszerną, bo nie jest łatwo o te strony. Otwartą kwestią pozostaje pytanie czy rzeczywiście zostały zakodowane na nich groźne przekazy, czy jest to raczej kwestia punktu widzenia. Na wystawie pokazywano jeszcze film Macieja Cuske o antykwariuszu zniechęcającym klientów. Książki wzbudzają w nim taką namiętność, że nie jest on w stanie się ich pozbyć, inni wielbiciele drukowanych stron stają się rywalami. W Delikatesach można było zobaczyć jeszcze obrazy Marcina Maciejowskiego: jeden przedstawiający indeks artysty, drugi książkę "Anna Karenina". Książki odmalowane wprost – od okładki, nie zdradzają swojej treści, stają się enigmatycznymi kwadratami, jedynie tytuły zaświadczają, że to indeks czy powieść Lwa Tołstoja. Do tego dochodzi jeszcze książka znaleziona w antykwariacie z wyciętym w stronach otworem na broń, przechowywana przez wojnę w krakowskim mieszkaniu. Broń nie wystrzeliła, a była przechowywana w niemieckojęzycznym podręczniku chorób skóry. Znowu książka została potraktowana przedmiotowo, pełniła inne funkcje, wprowadzała w błąd. Stała się tutaj tajemną szkatułką, skrytką. Historia, która ukrywa się w tym przedmiocie, pobudza wyobraźnię. Nieważna jest treść książki, ważny jest wtórny użytek zeń czyniony. Na podwórku kamienicy zawisł natomiast ogromny banner z napisem: „Nienawidzę rodziny Borejko”. Ta praca Anny Okrasko została umieszczona pierwotnie w Poznaniu niedaleko kamienicy, w której Małgorzata Musierowicz ulokowała wspomnianą rodzinę. Można w niej widzieć desperacki gest obrony Okrasko przeciwko ulubionej lekturze nastolatek, przedstawiającej wzorcową rodzinę wcielającą wartości mieszczańskie, jaką jest „jeżycka saga” poznańskiej autorki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa jest przyjemna w oglądaniu, tak jak miłym miejscem są same Delikatesy. Jak się okazuje, pompatyczny tytuł wprowadza dezorientację, sama "Książka w sztuce i kulturze w Polsce" jest bowiem inteligentną zabawą w wynajdywanie przyczynków do sytuacji, gdy książki zagrażają, wywołują strach. Brakuje tutaj konsekwentnie przeprowadzonej narracji czy pokazania jakiejś wizji. Konsekwetnie za to pokazano książki nie tylko jako nośniki treści, lecz jako obiekty, fizyczne przedmioty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba zauważyć przy tym, że przekonanie o destrukcyjnej sile słowa drukowanego stanowi co najmniej przekorny punkt wyjścia dla dopiero co startującego wydawnictwa. Z drugiej strony, bardzo podoba mi się to, że Delikatesy inaugurując działalność, nie eksplorują znanego do znudzenia wątku książki artystycznej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa podąża raczej kluczem prezentacji kilku ulubionych artystów. Dodatkowo pojawia się czarny humor i postawa przekory. Świadczy o tym moim zdaniem nowy portret Marcina Świetlickiego namalowany przez Marcina Maciejowskiego, a wiszący w biurze Delikatesów. Mam nadzieję, że wizerunek wiecznie zatroskanego i niepewnego siebie "patrona", targanego sprzecznymi wewnętrznymi emocjami, przyniesie jednak im szczęście. "Patrona" dodajmy, wybranego na przekór samemu Świetlickiemu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Książka w sztuce i kulturze w Polsce”&lt;br /&gt;Artyści: Maciej Cuske, Ryszard Górecki, Łukasz Jastrubczak, Krzysztof Kaczmarek, Tomasz Kowalski, Marcin Maciejowski, Anna Okrasko&lt;br /&gt;Kuratorzy: Dawid Radziszewski, Martyna Sztaba&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa czynna do 07.09.09 - można oglądać od poniedziałku do piątku w godzinach od 9:00 do 20:00&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.delikatesy.org.pl/"&gt;strona Delikatesów&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-4267083391086331502?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/4267083391086331502/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/09/smakoyki.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4267083391086331502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/4267083391086331502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/09/smakoyki.html' title='Smakołyki'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SqLbRzni4aI/AAAAAAAAAak/HrW3YahX5PM/s72-c/Tomek+Kowalski,+Bez+tytu%C5%82u,+2009,+seria+5+rysunk%C3%B3w_2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-1421170125698988600</id><published>2009-08-26T00:26:00.002+02:00</published><updated>2009-08-26T14:36:41.764+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joanna Rajkowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Minaret'/><title type='text'>Minaret</title><content type='html'>Ten głos będzie na zasadzie „uderz w stół”, bo pragnę skomentować szeroko dyskutowaną ostatnio sprawę minaretu, czyli projektu dla Poznania, autorstwa Joanny Rajkowskiej. Projekt firmuje Fundacja Malta. Jak wiadomo z relacji ukazujących się np. w „Arteonie”, początkowo Joanna Rajkowska przedstawiła dwa projekty: jeden z nich to przekształcenie nieczynnego komina w minaret, drugi zaś to umieszczenie rzeźby przedstawiającej dostojnika kościoła rzymsko-katolickiego w nurtach rzeki Warty. W Poznaniu wybrano minaret. Warto jednak wiedzieć, że druga propozycja, nosząca nazwę &lt;em&gt;Wodnik&lt;/em&gt; została wykorzystana w Krakowie podczas festiwalu ArtBoom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten drugi, odrzucony w Poznaniu projekt – o ironio – nie wywołał nic oprócz lekkiej konsternacji, bo został głęboko ukryty w nurtach rzeczki Wilgi, tak że można się było jedynie domyślać po lekkiej plamie na powierzchni wody jego obecności (trudne to było nawet dla wtajemniczonych). Natomiast projekt minaretu dla Poznania, ciągle wzbudza emocje, polaryzuje sądy, skłóca ludzi, wciąż pozostając w sferze niezrealizowanych planów. I mam wrażenie, że takim pozostanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są obrońcy projektu i ci, co go potępiają. Ja sama odnoszę wrażenie, że projekt nie powstał specjalnie dla Poznania. Równie dobrze mógłby zostać zaproponowany każdemu innemu polskiemu miastu. Przy tym, w być może w niezamierzony sposób pokazuje paradoksy, w jakie wikła się poprawnościowa problematyka i taka działalność artystyczna, która wyrasta ze sztuki krytycznej. Przygoda Joanny Rajkowskiej z Poznaniem ilustruje paradoksy, wobec jakich staje sztuka krytyczna na zamówienie. Artystka, jakby ich świadoma, zaproponowała realizację niejednoznaczną, irytującą, niepokojącą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe w kontekście minaretu jest wspomnieć projekt Centrum Kultury Islamu Al.-Fan, autorstwa Rahima Blaka, który dwa lata temu narobił sporo hałasu w Krakowie. Projektowi tego centrum siłę odbierało niezwykle silne zaangażowanie artysty w działania marketingowe przy małej wiarygodności samego pomysłu. Zapewne warto było wysunąć choćby tylko ideę Centrum. Jednak propozycja oscylowała pomiędzy prawdopodobieństwem a blagą, którą wszyscy podejrzewali. Został stworzony projekt architektoniczny, podobno znaleźli się chętni do sfinansowana placówki. Jednak lokalizacja pod Wawelem, o którą bili się najżarłoczniejsi inwestorzy, samochwalstwo młodego artysty i jego bełkotliwe wielomówstwo, sprawiało, że projekt nie chwycił, nie znalazł kontynuacji, mimo że jego autor jest naprawdę wyznawcą Islamu, i że wiele wysiłku włożył w stworzenie idei Centrum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem przeciwna przemienieniu komina nieczynnej fabryki? / zakładu? w minaret. Uważam bowiem, że stanowi on szantaż polityczną poprawnością, o czym pisze także Piotr Bernatowicz w ostatnim „Arteonie” (nr 8). W projekcie Rajkowskiej widzę chęć tworzenia przestrzeni agonistycznej w mieście, przestrzeni antagonizmu, przestrzeni, w której mógłby rozgrywać się konflikt (w czym widzę silną inspirację ideami Chantal Mouffe propagowanymi przez „Krytykę Polityczną”), drugą rzeczą jest zaś fascynacja obecnością symboli religijnych w życiu publicznym, wcielanie się ich np. w architekturę i ich władzę nad ludźmi. Jeśli minaret zostanie zrealizowany, jego obecność w Poznaniu będzie niosła zarzewie konfliktu, wiszące nad mieszkańcami miasta niczym ciemna chmura, nieustanne wyzwanie, nieustanne polaryzowanie opinii. Sam minaret nie jest przecież niewinną formą, jego potocznym odczytaniem w Polsce rządzi odniesienie sakralne. W Poznaniu nie było do tej pory meczetu, minaret stanowić tu będzie obcy kulturowy wtręt. Nie wiem jak wygląda reakcja wyznawców Islamu żyjących w stolicy Wielkopolski, czy wypowiedzieli się na ten temat i jakie jest ich zdanie o projekcie Rajkowskiej, czy nie widzą w nim manipulacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nabudowanie minaretu na kominie jest aktem przepracowywania znaczeń, i – jak sądzę – ma wzbudzać skojarzenia z Holocaustem. W ten sposób, poprzez całkiem otwarte sięgnięcie do formy komina odsyłającego dalej – do pieców obozów koncentracyjnych, i poprzez przemilczanie tej kwestii w debacie nad projektem minaret mówi dobitnie o polskiej niepamięci w sprawie żydowskiej (mówi także zresztą o drugiej stronie tego zjawiska – o wszechpamięci, o tym, że istnieje zdecydowanie węższa od poprzedniej grupa osób, którym wszystko kojarzy się z jednym), do braku traumy po Zagładzie. Wątek duszności, złogów nieprzepracowanej pamięci niedającej spokoju – to niezwykle ważny wątek twórczości Joanny Rajkowskiej, widoczny przecież w najbardziej znanych jej pracach zrealizowanych w Warszawie: Palmie i &lt;em&gt;Dotleniaczu&lt;/em&gt;. Ta męcząca nie-pamięć odniesiona zostaje do sytuacji Muzułmanów, ich domniemanego męczeństwa przy milczeniu świata. Minaret o takiej właśnie wymowie ma górować nad miastem – jako wieczna pokuta, wieczny wyrzut sumienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby Poznań zaakceptował projekt Rajkowskiej, uczyniłby to w niezrozumiałym dla mnie porywie: geście pokuty, jakiegoś szalonego umartwienia się za niepopełnione przewiny. Projekt minaretu został tak przedstawiony, że Poznań pozostaje jego zakładnikiem. Jeżeli bowiem go nie zaakceptuje, zostanie to uznane za decyzję tchórzliwą, przeciwko sztuce krytycznej i słusznej sprawie, jaką jest zwrócenie uwagi na – jak to tłumaczy m.in. „Arteon” – bliski już w czasie moment pojawienia się większej liczby Muzułmanów w Polsce. Minaret wzbudza opór i taki jest jego cel. Jednak konflikt przezeń wywołany wydaje mi się sztuczny i przebiega obok realnych problemów, jakimi żyją mieszkańcy Poznania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, nie optuję za tym, by sztuka publiczna głaskała ludzi po główkach, ale sztuka, którą zmusza miasto i jego mieszkańców do poczucia winy, wydaje mi się zamysłem perfidnym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-1421170125698988600?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/1421170125698988600/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/08/minaret.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1421170125698988600'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/1421170125698988600'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/08/minaret.html' title='Minaret'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-2764986746196351909</id><published>2009-08-21T23:34:00.002+02:00</published><updated>2009-08-21T23:40:37.163+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wojtek Wilczyk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niewinne oko nie istnieje'/><title type='text'>Milcząca wspólnota</title><content type='html'>Wstrząsający jest album Wojtka Wilczyka wydany przy okazji wystawy w Atlasie Sztuki. Dopiero teraz wpadł w moje ręce, a wystawy &lt;em&gt;Niewinne oko nie istnieje&lt;/em&gt; nie widziałam, niestety, ani w Łodzi, ani w Krakowie, dokąd zawitała podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej. Album robi wrażenie i bez wystawy, zbiera bowiem w formie książkowej te same zdjęcia, komentarze plus kilkanaście spisanych rozmów z miejscowymi, jakie wydarzyły się gdy autor poszukiwał synagogi bądź był w trakcie jej fotografowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się dlaczego – u licha – nikt wcześniej nie wpadł na taki pomysł. Jakim cudem fakt istnienia na ziemiach naszego kraju licznych żydowskich domów modlitwy, nie przyciągnął niczyjej uwagi w tym sensie, że nie sprowokował nikogo do zrobienia dokumentacji ich stanu obecnego. Pamiętam jak za czasów studenckich jeździliśmy na objazdy naukowe, oglądaliśmy nieraz stare, czasami zresztą wcale nie tak stare synagogi, które dożywały swoich dni w kompletnej obojętności otoczenia, niekiedy zaś miały to „szczęście”, że znalazły nowych użytkowników (np. skup jaj) – w polskich miastach i miasteczkach, dawnych sztetl. I te synagogi, niczym wyspy innego świata, wciąż jeszcze istnieją, przy nas, i w niewielu z nich udało się w jakikolwiek sposób upamiętnić ich przeszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam zdziwienie i oburzenie towarzyszące odkryciu co stało się z największą synagogą Drohobycza, gdy pojechaliśmy tam, by wspominać Brunona Schulza. Synagoga była zmieniona bodajże na dom towarowy czy olbrzymi sklep meblowy, a na początku lat 90., gdy tam byliśmy z Teatrem NN i jego gośćmi, świeciła już pustkami stojąc na wzgórzu i górując nad miastem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież w Polsce dzieje się to samo. Wszystkie 300 zdjęć pokazuje to właśnie. Autor odnalazł budynki wszystkich synagog istniejących w Polsce i ukazał w suchych dokumentacyjnych fotografiach ich stan dzisiejszy. Rozmowa, jaką przeprowadziła z Wilczykiem Elżbieta Janicka dotyczy tego, jak wpadł on na tak prosty i zdawałoby się oczywisty pomysł. Jak go zaplanował, jak projekt się rozwijał, jak odbierali go miejscowi. Najbardziej uderzający moment dotyczy jednak pamięci. Przewija się on także w rozmowach, jakie Wilczyk zrejestrował przy okazji bywania w małych miejscowościach. Jest w nich obecny strach, nieufność, przesądy. Ludzie kłamią, są agresywni. Wciąż niezwykle silny jest w Polsce strach przed tym, że Niemiec czy Żyd wróci i upomni się o własne. Pamiętam emocjonalne (głupota zawsze boli) dyskusje przeradzające się w kłótnie o to, czy rzeczywiście „obcy” powrócą” i zabiorą co „nam się należy”. Dyskusje te odbywałam nie z ludźmi odległymi kulturowo, wychowaniem, wykształceniem, zapleczem cywilizacyjnym, tylko z kolegami ze studiów, pracy, a także z członkami rodziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przełomem w mówieniu o polskiej winie i o polskich przemilczeniach, o antysemityzmie, wreszcie o jego wcieleniu przejawiającym się w braku traumy, o którym wspomina Janicka, było odkrycie sprawy Jedwabnego i zbiorowe zdanie sobie sprawy, że Polacy niekoniecznie byli niewinnymi ofiarami II wojny, jak propaganda (np. szkolna) latami to wmawiała (nie mówię, że my sami jesteśmy niewinni). Projekt Wojtka Wilczyka na pewno jest też w jakimś stopniu efektem Jedwabnego, zresztą sam autor o tym mówi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Emocje czy oburzenie, nie są przy oglądaniu albumu najważniejsze. Najbardziej istotne jest bezlitośnie naoczne unaocznienie tego, że pamięć nie istnieje. Wspomniana rozmowa i słowa prowadzącej wywiad Elżbiety Janickiej najlepiej oddają niewygodę, jaką projekt Wilczyka sprawia oglądającym. Na przykład: &lt;em&gt;Tyle się dzisiaj mówi na świecie o traumie związanej z Zagładą. Mówi się wręcz o kulturze posttraumatycznej. Tymczasem w naszym kraju można doznać traumy od tego, że właśnie tutaj nie ma żadnej traumy i o tym, w moim odczuciu są twoje zdjęcia…&lt;/em&gt;, albo: &lt;em&gt;Wiedzące uśmieszki, konfidencjonalne zniżanie głosu, spojrzenia, co to pan wie, a ja rozumiem. Całe to porozumienie ponad podziałami, które odnotowujesz w swoich tekstach. To jest jakaś mrożąca krew w żyłach wspólnota – by nie powiedzieć: tożsamość… &lt;/em&gt;Na pytanie o cel &lt;em&gt;Niewinnego oka&lt;/em&gt;… Wilczyk odpowiada: &lt;em&gt;…to był mój… obowiązek. Tak. Poczuwałem się do takiego obowiązku. Bo trzeba o tym mówić. Przez pamięć o tych ludziach – naszych sąsiadach i współobywatelach, którzy zostali zamordowani. Trzeba by wszystko, co dotyczy Zagłady – a także rodzimego antysemityzmu – zostało bardzo dokładnie zbadane, opisane i uzmysłowione. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym, co najbardziej uderza, jest wspomniane milczące porozumienie, wyłaniające się ze szczątkowych konwersacji.  Uderza też ten całkowity brak żałoby i refleksji nad tym, co zgotowała nam historia. A wszystko to pokazują zdjęcia dzisiejszego stanu synagog rozrzuconych po Polsce. Jest tu i dom handlowy, i przedsiębiorstwo pogrzebowe, i straż pożarna, i kino. Problem nie w tym. Problem w tym, że całkowicie zlekceważono ich przeszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Projekt ten nie zmierza do obwiniania kogokolwiek, on po prostu diagnozuje zbiorową świadomość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.etnomuzeum.eu/Aktualnosci,145_niewinne_oko_nie_istnieje_wystawa_fotografii_wojciecha_wilczyka.html"&gt;wystawa w Krakowie&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-2764986746196351909?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/2764986746196351909/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/08/milczaca-wspolnota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2764986746196351909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/2764986746196351909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/08/milczaca-wspolnota.html' title='Milcząca wspólnota'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6728718937933274317</id><published>2009-08-20T10:46:00.007+02:00</published><updated>2009-08-20T21:22:09.063+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kresy nr 77-78'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wolność od-zysku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na okrągło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ArtBoom'/><title type='text'>Kilka imprez i tekstów</title><content type='html'>Znów długo nie pisałam. Wakacje rządzą się swoimi prawami. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie, kiedy milczałam, wydarzyło się wiele. Żeby nadrobić zaległości, wspomnę o kilku z wydarzeń w jednym wpisie: napiszę o Festiwalu Sztuk Wizualnych &lt;a href="http://www.artboomfestival.pl/"&gt;ArtBoom&lt;/a&gt; w Krakowie, wystawie „&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,97598,6359296,Na_okraglo__1989_2009__wystawa_w_Hali_Stulecia_we.html"&gt;Na okrągło: 1989-2009&lt;/a&gt;” we Wrocławiu, o wystawie „&lt;a href="http://www.zacheta.art.pl/index.php?lang=1&amp;amp;exhibitions=1&amp;amp;id=571"&gt;Wolność od-zysku&lt;/a&gt;” w Zachęcie, wspomnę też o bloku tekstów poświęconych lewicowości sztuki w najnowszych „Kresach”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce wydarzenia idą falami. Festiwale fotografii następowały późną wiosną i wczesnym latem jeden po drugim. Potem festiwale filmowe i teatrów ulicznych. Na początku lata nastąpiła z kolei fala festiwali sztuki w mieście. Poznań miał pierwszą edycję &lt;a href="http://urbanlegend.pl/wp/"&gt;Urban Legend&lt;/a&gt;, Wrocław siódmą już edycję &lt;a href="http://www.survival.art.pl/"&gt;Survivalu&lt;/a&gt;, w Lublinie debiutował festiwal „&lt;a href="http://www.opencity.pl/pl/o_festiwalu.html"&gt;Open City / Miasto otwarte&lt;/a&gt;”. Ja widziałam zaś nowy festiwal ArtBoom w Krakowie. Wszystkie te festiwale świadczą, że w Polsce wcale nie ma kryzysu w finansowaniu kultury. Owszem, obcina się budżety galeriom i innym instytucjom, ale po to, żeby zaoszczędzone pieniądze wydawać na spektakularne wydarzenia, które mają reklamować miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ArtBoom to nowość, która wchodzi w skład serii festiwali krakowskich, mających reklamować miasto – jako, jak mówią urzędnicy – „produkt premium”. Filip Berkowicz, pełnomocnik prezydenta, wymyślił zatem jakby klamrę marketingową spinającą poszczególne wydarzenia i nazwał ją „&lt;a href="http://www.6zmyslow.pl/"&gt;Kraków 6 Zmysłów&lt;/a&gt;” (notabene, ostatnio Kraków zrezygnował z eksponowania tegoż pomysłu). W składzie festiwali „premium” bynajmniej nie znalazły się wszystkie organizowane w Krakowie, w wyborze dominują poświęcone muzyce. Do organizacji festiwalu sztuk wizualnych Berkowicz zaprosił Małgorzatę i Marcina Gołębiewskich prowadzących Fundację Wschód Sztuki, na co dzień zaś krakowską galerię nova. Dlaczego akurat im zlecono zorganizowanie festiwalu, nie poproszono zaś bardziej wyróżniających się kuratorów, nie urządzono konkursu, nie wybrano lepszego projektu – nie wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza edycja ArtBoomu była bardzo oczekiwana i w rozmowach oceniana jako rozczarowująca. Z pisanych najciekawsze dla mnie były opinie Marka Styczyńskiego – na blogu „&lt;a href="http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2009/06/fasady-medialne.html"&gt;Plaśnięcie w budyń&lt;/a&gt;” i Janka Sowy, w książce „Europejskie polityki kulturalne 2015”. Zarzucają oni używanie pojęcia przestrzeni publicznej bez jego rozumienia, a także wydawanie publicznych pieniędzy, niekoniecznie efektywne i uzasadnione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgadzam się z tym. Myślę poza tym, że ArtBoom to przedsięwzięcie nieprzemyślane i nieudane. Już sama nazwa wydaje się źle dobrana, bo pomniejsza przedsięwzięcie, zdradzając naiwnie intencje organizatorów: czyste efekciarstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuratorzy nie wyciągnęli w ogóle wniosków z tego, że festiwal odbywa się w Krakowie – mieście przeżywającym dziś burzliwą transformację. Problemów tu co niemiara: dzikiej zabudowy, nadmiaru reklamy, dylematu jak pogodzić historyczność z dniem współczesnym. Tymczasem organizatorzy nie zaprezentowali własnego zdania na temat tych problemów, nie da się odszyfrować żadnej powziętej świadomie wizji miasta i tego, jak chcą się do Krakowa odnieść, jak je wykorzystać, co mu dać w zamian. W gruncie rzeczy zaprezentowali podobnie krótkowzroczną i rabunkową postawę wobec Krakowa jak deweloperzy pragnący wycisnąć ze swych działek maksimum zysku. Te same uwagi dotyczą posługiwania się przez organizatorów pojęciem przestrzeni publicznej. Jest to dla nich coś kompletnie nieokreślonego, gdzie przebywają ludzie niechodzący na co dzień do galerii. Jak wygląda specyfika percepcji sztuki w przestrzeni publicznej, jak kontakt w publicznością, koncepcja dzieł, które wyszły z sal galeryjnych – o refleksję nikt się nie pokusił. Wyszło się po prostu z milczącego założenia, że zaprosi się artystów, a potem jakoś to będzie – artyści wymyślą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak, jeśli nie wie się po co i dla kogo się festiwal robi (poza wielkim „bum!”), to wychodzi z tego nieprzemyślana lista artystów i równie przypadkowe lokalizacje. Zestawienie ze sobą Bujnowskiego, Bałki, Sawickiej, Sztwiertni, Rist czy Signera nie niesie śladu głębszej myśli – udało się do nich dotrzeć i dodać jeszcze do tego kilku artystów ze „stajni” galerii nowej (Leto, Tomaszuk). Skądinąd: dlaczego miasto Kraków angażuje się w promowanie prywatnej galerii? Do listy braków należy dodać także brak trasy zwiedzania. Zazwyczaj bowiem dzieła lokuje się w miejscach przemyślanych nie tylko z powodu ich charakteru, ale także ze względu na trasę. Istotnym bowiem elementem festiwalu sztuki „w przestrzeni publicznej” jest uwzględnienie poruszania się publiczności po mieście. Trasa oznacza świadomość tego, jak i którędy ludzie będą docierać do dzieł – bo w ten sposób samo miasto staje się elementem projektu. Na ArtBoomie lokalizacje były oddalone od siebie i nie pozostawały ze sobą w żadnej relacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiepski poziom wykonawczy czy informacji o dziełach wytknięto już w innych tekstach. Dwa najbardziej reklamowane prace – Bałki i Rajkowskiej – to porażki realizacyjne, co gorsze, w stosunku do korytarza Bałki, nikt nie wyjaśnił dlaczego… wykonano go z płyt paździerzowych jako „makietę”, skoro zapowiadano go jako największe wydarzenie festiwalu. Uważam, że to skandal, tak jak np. skandalem było wykonanie prac Jadwigi Sawickiej (m.in. trzy paski kompletnie niewidoczne na fasadzie kina Kijów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takich rzeczy naprawdę nie można lekceważyć. Kraków usiłuje przez inicjowane przez siebie wydarzenia utrzymać markę miasta "kultury wysokiej". ArtBoom powstał na zamówienie miasta, jego realizatorem było Biuro Festiwalowe. Jest zatem tubą propagandową Krakowa. I niezbyt dobrze o jego polityce kulturalnej świadczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, że Wrocław ma lepszy marketing niż Kraków nie trzeba przekonywać. Jednak promocji przez wystawę „Na okrągło” Wrocław zaniedbał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle, gdy oglądało się tę wystawę, której kuratorką była Aneta Szyłak, a która znalazła swą lokalizację w Hali Stulecia, miało się wrażenie pośpiechu w realizacji. Owszem, „Na okrągło” – w odróżnieniu od festiwalu ArtBoom – miało wyraźne przesłanie, było przemyślane i składało się ze starannie zestawionych obok siebie klocków-elementów narracji wystawienniczej. Jednak nie odpowiada mi to, że wizję naszych przemian po 1989 kuratorka uprościła. Jest to wizja dość ponura, i jednostronna. Sprowadza się zaś do popularnego przekonania, że my tu w Polsce tkwimy w kręgu ciągle tych samych problemów, od których nie możemy się uwolnić. Nie potrafimy ich rozwiązać, mimo przejawów rozsądku, które są zaprzepaszczane. Symbolem tego zjawiska jest Okrągły Stół, który nie ma kantów, ale konsensus sygnalizowany jego formą, został niedoceniony i zaprzepaszczony. Motywu okrągłego stołu użył Grzegorz Klaman w obiekcie stanowiącym jakby motto do wystawy. Jego mebel jest jednak kanciasty i rozpada się na wiele części. Prosty i świetny zabieg zastosowany przez Klamana powoduje, że zaczynamy widzieć w okrągłości mebla także wymuszoną zgodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa podsumowuje dwudziestolecie naszej wolności, co samo w sobie jest ambitnym zadaniem. Jest ona zatem rodzajem eseju kuratorki na temat naszej percepcji polskiej transformacji po 1989. Skupia się bardziej na postawach i reakcjach wobec historii najnowszej niż na rzeczywistych wydarzeniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było tutaj wiele prac przygnębiających, szarość blokowej egzystencji przebijała np. w pracach Julity Wójcik i Aliny Żemojdzin. Było tutaj sporo „Gazety Wyborczej”, bo ta była patronem medialnym wydarzenia. Powiedziałabym nawet, że za dużo, bo na wystawie tematyki rozwoju mediów została przez nią zmonopolizowana, istniała tylko ta jedna gazeta, jej założyciele, jej historia, jej okładki. Mam wrażenie, że przez „Na okrągło” przebija pytanie, czy rzeczywiście lata transformacji zmarnowaliśmy, czy może nie potrafimy ich docenić. Wiele tu złości, pokazywania patologii (ultraprawica, skini), biedy. Jeden wątek związany jest też z zastanowieniem się nad tym czym jest dzisiejsza lewicowość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa przebiegała bocznymi stronami hali, przejściami i korytarzami i z reguły nie było tam większych przestrzeni. To sprawiało wrażenie niepokoju, duszności, zamknięcia, krążenia bez wyjścia w obrębie naszych problemów. „Przeklęte” problemy byłyby związane z interpretacją autorstwa i znaczenia przemian.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa jednak nie dawała satysfakcji. Męczyła nagromadzeniem filmów dokumentalnych, na obejrzenie których nikt nie miał czasu, bo trzeba by było przeznaczyć na nie 3-4 godziny. Szyłak skupiła się na twórczości Marii Zmarz-Koczanowicz. Oglądałam tę wystawę z przyjaciółmi z zagranicy. Nie rozumieli jej jednak, jak nie rozumieli znaczenia pracy Zbigniewa Libery pokazującej takie same kraciaste marynarki ludzi opozycji i ludzi władzy. Oglądając &lt;em&gt;Oko za oko&lt;/em&gt; Żmijewskiego byli zafascynowani, ale jednocześnie zmieszani i nie wiedzieli jak interpretować nasze upodobanie do makabry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca Lindy Pollack &lt;em&gt;Habeas Lounge&lt;/em&gt;, która miała ułatwiać przeprowadzanie dyskusji i praktykowanie demokracji, stała samotnie w reprezentacyjnym pomieszczeniu, a groźna pani pilnująca nie pozwalała siadać. I to może chyba służyć za podsumowanie wystawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak o jej znaczeniu stanowi fakt, że jest bodajże jedyną w Polsce, w której kuratorowi chciało się sięgnąć do historii najnowszej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa „&lt;a href="http://www.zacheta.art.pl/index.php?exhibitions=1&amp;amp;id=571&amp;amp;lang=1&amp;amp;isarchive=0&amp;amp;div=1"&gt;Wolność od-zysku&lt;/a&gt;” w Zachęcie kończy roczne podyplomowe Muzealnicze Studia Kuratorskie na UJ, została zrealizowana przez grupę 6 kuratorek (Anna Bargiel, Karolina Bujnowicz, Joanna Ruszczyk, Beata Seweryn, Ida Smakosz, Natalia Zawiejska) kierowanych przez Marię Brewińską. O ile dobrze się orientuję i nic się nie zmieniło, zrobienie tej wystawy nie było zresztą wymogiem ukończenia studiów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa powstała w reakcji na najnowszą sytuację gospodarczą świata. Jest inteligentnym i zabawnym komentarzem na temat strachu przed kryzysem, na temat kryzysowych zachowań w kulturze przesytu, na temat oszczędzania, zwracania uwagi na to, co jest udane, a co nie, na współczesną kulturę terapii. Jest przesycona ironią, która bierze się pewnie z tego, że my ciągle w kulturze przesytu nie mamy szans uczestniczyć, że raczej ją obserwujemy i do niej aspirujemy. Oglądanie wystawy jest miłym doświadczeniem, niewiele jednak z niej wynika. Mimo wszystko, przyjemność oglądania dobrych i dobrze zestawionych prac, niekoniecznie znanych, nie trafia się zbyt często.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prace utrzymują wysoki poziom (moi faworyci to Angelika Markul, Rafał Bujnowski i Michał Budny), wystawa jest doskonale skomponowana, z nonszalancką lekkością, wyczuciem skali przestrzeni i proporcji dzieł. Prace są nieoczywiste: nieudane (Rafał Bujnowski), albo w ogóle jakieś dziwne (Oskar Dawicki), albo właściwie to ich nie ma (Angelika Markul).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, zbiór świetnych prac w rodzaju "każda dodaje coś nowego do głównego tematu", jak na tak ambitny team kuratorski mnie nie zadowala. Wolałabym wystawę wchodzącą głębiej w temat. Ale, zastrzegam: mimo mojego marudzenia wystawa jest i tak bardzo dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec chcę zasygnalizować tylko, że ukazały się wreszcie „Kresy” nr 77-78 zawierające blok tekstów „Sztuka, lewica, dialog?”. Temat ciekawy i bardzo aktualny – dzisiaj, gdy dzieją się znaczące, lewicowe &lt;em&gt;coming outy&lt;/em&gt; ważnych artystów, gdy tyle się dyskutuje o polityczności, krytyczności, konieczności i szczerości zaangażowania, roli artysty i sztuki w dzisiejszej polskiej rzeczywistości. Piszą m.in. Iza Kowalczyk, Janek Sowa, Kuba Szreder i Piotr Kosiewski. Dyskusja zmierza niekiedy w stronę wypominania prawdziwości lewicowego zaangażowania... Jednak moda na poglądy i postawę popularne w środowisku artystycznym zostaje tu przeanalizowana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6728718937933274317?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6728718937933274317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/08/kilka-imprez-i-tekstow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6728718937933274317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6728718937933274317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/08/kilka-imprez-i-tekstow.html' title='Kilka imprez i tekstów'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-5460256166551042156</id><published>2009-07-15T15:46:00.012+02:00</published><updated>2009-07-15T23:35:20.754+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stary Sącz'/><title type='text'>Wakacje w Beskidzie Sądeckim</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/Sl5JwAT645I/AAAAAAAAAaE/_a9r9HZseIw/s1600-h/zdjecie+342.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5358801695683568530" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/Sl5JwAT645I/AAAAAAAAAaE/_a9r9HZseIw/s320/zdjecie+342.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/Sl5JGhy8LGI/AAAAAAAAAZ8/FrdUr1H_QR0/s1600-h/zdjecie+340.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5358800983117540450" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/Sl5JGhy8LGI/AAAAAAAAAZ8/FrdUr1H_QR0/s320/zdjecie+340.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/Sl5IjNmF9fI/AAAAAAAAAZ0/ZPZbjrsyer0/s1600-h/zdjecie+337.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5358800376399525362" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/Sl5IjNmF9fI/AAAAAAAAAZ0/ZPZbjrsyer0/s320/zdjecie+337.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Długo nie pisałam - wakacje mają swoje prawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie urlopu odwiedzałam góry, zdarzyło mi się też pojawić kilka razy w Starym Sączu, który wszystkim polecam z czystym sumieniem i duszą na ramieniu, że za dużo osób pojawi się w tym wspaniałym miejscu, zachowującym wygląd i atmosferę małego galicyjskiego miasteczka, jakby czas się tam zatrzymał. Naprawdę, Kazimierz Dolny jest przereklamowany i w kategorii małych miasteczek przegrywa ze Starym Sączem (w moim prywatnym ankingu wyżej lokuje się także np. Dukla, Lesko czy Sandomierz).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przewodniku Bogdan Mościcki pisze, że na szczęście Stary Sącz uniknął PRL-owskiej rozbudowy i bloków, i wszystko, co brzydkie, znalazło się na obrzeżach. W związku z tym miast służy za żywą ilustrację tego, co widzieliśmy podczas do wyprawy do Nowego Sącza. Ponieważ jestem wielbicielską skansenów, nie mogłam darować znajdującego się tam, bardzo ładnego i dobrze prowadzonego Sądeckiego Parku Etnoraficznego. Otóż, najnowszym projektem SPE jest Miasteczko Galicyjskie -kompletnie sztuczne, jakby makieta wielkości naturalnej, złożona z ratusza, domków dookoła, staży pożarnej itp., całość budowana za pieniądze unijne, a mająca za cel funcje usługowo-hotelowe bodajże. Ciekawe po co je budują, skoro mają pod nosem Stary Sącz - naprawdę stary, gdzie dominują małe domki z przechodnimi sieniami i ogrodami na zapleczach, gdzie wiele ulic jeszcze ma pieczołowicie zachowane kocie łby i gdzie naprawdę widać dobre zarądzanie - wiele jest wspólnej zieleni, ławek, jest czysto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokazuję kilka zdjęć z Muzeum w Starym Sączu, prowadzo je towarzystwo miłośników tegoż miateczka, a zbiory są imponuąco rozległe, od znanych ludzi (Ada Sari, ksiądz Tischner), poprzez dokumenty, historię życia codziennego, po sztukę ludową. Na mnie wielkie wrażenie zrobił sposób ekspozycji, który nazwałabym "misz-masz", nie chcąc jednak zdeprecjonować wielkiego wysiłku włożonego w prowadzenie muzeum i kompletowanie zbioru.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-5460256166551042156?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/5460256166551042156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/07/wakacje-w-beskidzie-sadeckim.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5460256166551042156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/5460256166551042156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/07/wakacje-w-beskidzie-sadeckim.html' title='Wakacje w Beskidzie Sądeckim'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/Sl5JwAT645I/AAAAAAAAAaE/_a9r9HZseIw/s72-c/zdjecie+342.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-119443121214324627</id><published>2009-06-25T22:33:00.002+02:00</published><updated>2009-06-26T09:58:29.716+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zalipie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka wsi'/><title type='text'>Zalipie</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_SCHH-YI/AAAAAAAAAZM/NtQEZ8qKL-c/s1600-h/Zalipie_1.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351542205004118402" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_SCHH-YI/AAAAAAAAAZM/NtQEZ8qKL-c/s320/Zalipie_1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_ONgMjJI/AAAAAAAAAZE/r_D7xsNa-x0/s1600-h/Zalipie_2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351542139342589074" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_ONgMjJI/AAAAAAAAAZE/r_D7xsNa-x0/s320/Zalipie_2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_IHPHbRI/AAAAAAAAAY8/1uMfcx2a1bs/s1600-h/Zalipie_3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351542034581122322" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_IHPHbRI/AAAAAAAAAY8/1uMfcx2a1bs/s320/Zalipie_3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_DvtesrI/AAAAAAAAAY0/Qt1cgUS5-_U/s1600-h/Zalipie_4.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351541959546548914" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_DvtesrI/AAAAAAAAAY0/Qt1cgUS5-_U/s320/Zalipie_4.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR-4bFG0RI/AAAAAAAAAYs/M5we7h0rk0M/s1600-h/Zalipie_5.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351541765029941522" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR-4bFG0RI/AAAAAAAAAYs/M5we7h0rk0M/s320/Zalipie_5.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351541685531483778" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR-zy7MnoI/AAAAAAAAAYk/egD-JRPYQtQ/s320/Zalipie_6.jpg" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Obrazki z Zalipia, konkurs "Malowana chata", czerwiec 2009&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;Kilka dni temu byłam w Zalipiu, trwało właśnie doroczne święto truskawki oraz rozstrzygnięcie konkursu na malowaną zagrodę. Wrażenie odklejenia od rzeczywistości uzyskane wyłącznie dzięki wsi. Zalipie nie oferuje jakichś szczególnych walorów krajobrazowych, leży na płaskim terenie, a wieś wydaje się być bezkształtna, gospodarstwa są porozrzucane to tu, to tam bez widocznego porządku. Straż pożarna i kościół oraz kilka innych wspólnych budynków, w tym speluniasty bar, są wymalowane w gęste bukiety i girlandy kwiatów. W centrum znajduje się dość ponura, betonowa budowla o trudnej, kanciastej urodzie :), która nosi nazwę Dom Malarek, rodzaj miejscowego domu kultury, który ma za zadanie podtrzymywać tradycję. Nazwa niezbyt ścisła, bo malują także i mężczyźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fenomen Zalipia został zepchnięty do sfery zarządzanej przez etnografów i miejscowych działaczy kulturalnych. Tymczasem, ciągle kultywowane malarstwo na ścianach domów i obejść jest zjawiskiem wartym szerszej uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niesamowite co tam się dzieje. Przede wszystkim malowane są domy i gospodarstwa. Nie wszystkie, trzeba ich trochę poszukać. Jednak wciąż jest ich całkiem sporo. Tylko w jednym obejściu, gdzie obok wymalowanej studni z żurawiem śpi owca, proszą o pieniądze za fotografowanie. Dowiaduję się, że ludzie, którzy tam obecnie mieszkają, nie są autorami malowideł. Gdzie indziej wręcz zapraszają do środka i cieszą się, że wyciągamy aparaty. Jedna kobieta mówi: „panie, to jest jak nałóg”. Ma pomalowaną pralkę, kocioł w kotłowni, czajnik. Jej córki-studentki także malują za każdym powrotem do domu. Puste miejsca drażnią, domagają się zapełnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coroczny konkurs ma wiele kategorii, m.in. za podtrzymywanie tradycji poprzez zapraszanie malarzy. Przyznaje się mnóstwo bardzo drobnych nagród pieniężnych. Mam wrażenie, że dostają je wszyscy. Tłumaczono mi, że tak trzeba, bo gdyby przyznawano jedną wielką nagrodę, ludzie pozabijaliby się z zazdrości, działałoby to destrukcyjnie na wspólnotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zalipie to kolejny przykład artystycznego działania na wsi, o czym już trochę pisałam. Tym razem tworzą mieszkańcy znalazłszy w tym sposób na życie. Zalipie w oczach wielu może uchodzić za skompromitowane przez używanie go przez propagandę PRL-u, jednak nie warto tak patrzeć. To fantastyczny przykład kulturowej hybrydyczności. Zastanawiałam się dlaczego ludzie ciągle jeszcze malują w kwiaty swoje domy, kuchnie, łazienki, ogródki, stodoły, studnie, psie budy. Wszystko to wygląda raczej szaleńczo i irracjonalnie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-119443121214324627?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/119443121214324627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/zalipie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/119443121214324627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/119443121214324627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/zalipie.html' title='Zalipie'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkR_SCHH-YI/AAAAAAAAAZM/NtQEZ8qKL-c/s72-c/Zalipie_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3237067694791343407</id><published>2009-06-22T21:32:00.003+02:00</published><updated>2009-06-23T09:48:10.523+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Witkacy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stefania Gurdowa'/><title type='text'>Kwestia powiększenia</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkCIklmIFrI/AAAAAAAAAYc/Y0tJoNX8LpM/s1600-h/Gurdowa_zk_3.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350426519464842930" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 214px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkCIklmIFrI/AAAAAAAAAYc/Y0tJoNX8LpM/s320/Gurdowa_zk_3.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkCIXhvbAkI/AAAAAAAAAYU/cZ7rtMaTkr0/s1600-h/Gurdowa_zk_1.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350426295091790402" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 214px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkCIXhvbAkI/AAAAAAAAAYU/cZ7rtMaTkr0/s320/Gurdowa_zk_1.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W Galerii Camelot i Fundacji Imago Mundi trwa wystawa &lt;em&gt;Czas niewinności&lt;/em&gt;. Do obejrzenia są fotografie z odkrytego niedawno zbioru Stefanii Gurdowej. Może pamiętacie, że podczas zeszłorocznego Miesiąca Fotografii wyróżniała się wystawa &lt;em&gt;Klisze przechowuje się&lt;/em&gt;. Był to pierwszy pokaz fotografii Gurdowej po ich odnalezieniu. A na zbiór nieoczekiwanie trafiono na strychu domu w Dębicy. Autorka zdjęć, do momentu odnalezienia archiwum, była okryta całkowitym zapomnieniem. Szybko jednak okazało się, że działała bardzo aktywnie – w międzywojniu i do lat 60.: przed wojną prowadziła salon w Dębicy z filiami w Mielcu i Ropczycach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej fotografie od zeszłego roku zdążyły przyciągnąć uwagę i obrosnąć zasłużoną sławą. Stało się tak dzięki ich niezwykłej jakości. Forma jest niby sztampowa, wymuszona przez obyczaj, w naszych oczach nabiera jednak dodatkowych cech, niesamowitości: postacie nigdy się nie śmieją, patrzą przed siebie z niespotykaną wręcz intensywnością… W komentarzu Dariusz Czaja pisał o zwielokrotnionej, niezwykle mocnej obecności portretowanych, którzy przecież już dawno nie żyją. To obecność widmowa, wskrzeszenie jakby na chwilę. Dodatkowo sam sposób fotografowania odświętnie wystrojonych, sztywno pozujących ludzi, a także zestawianie ich, zapewne dla oszczędności kliszy, po dwie postacie na negatyw; wszystko to tworzy niezwykle interesujący zespół fotografii. Dariusz Czaja trafnie określił niepokój, jaki towarzyszy oglądaniu zdjęć Gurdowej: nie sposób oprzeć się wrażeniu, że fotografie te patrzą na nas – choć z drugiej strony wrażenie to odnosi się zwykle przy oglądaniu portretów patrzących przed siebie… Większość jeśli nie całość odnalezionej spuścizny kobiety-fotograf stanowią zdjęcia portretowe przedstawicieli różnych warstw społecznych z Podkarpacia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas niewinności to dalszy ciąg odkrywania archiwum Gurdowej. Tym razem pokaz ogranicza się do 17 fotografii. Skromną liczbę wynagradza – znowu – wybitna jakość. Są to zdjęcia z pierwszej komunii świętej. I muszę powiedzieć, że tak jak portrety wywoływały we mnie dreszcze, tak wizerunki dzieci w białych strojach zachwycają mnie. Co tu dużo gadać, są piękne. Ubrania dzieci są odświętne, jako świadectwo epoki mówią o modzie z międzywojnia, a jednocześnie o biedzie. Tak więc wszystkie dzieci mają oczywiście buty, ale często te buty są zdarte i zdeptane. A stroje wcale nie są dziecinne! Mają styl o wiele lepszy niż królujący dzisiaj styl tandetnych księżniczek z ogłupiających kreskówek. Chłopcy noszą spodnie do kolan, a dziewczynki sukienki bez zaznaczonej talii, też do kolan, odcinane na biodrach, zupełnie jak w &lt;em&gt;Wielkim Gatsbym&lt;/em&gt;. Do tego dziewczynki zakładają powłóczyste welony. Często trzymają w dłoniach, długie, żywe lilie – symbol niewinności. No i jeszcze pozy. Stoją albo na malowanym, pejzażowym, choć rysującym się niewyraźnie tle z zakładu Gurdowej, albo przy murze, pewnie kościelnym. Stoją sztywno, uważnie patrzą przed siebie. Na ich twarzach nie ma nawet cienia uśmiechu. I znowu mamy to niesamowite uczucie, czy może raczej uczucie niesamowitości. Obcujemy z duchami – w dziecięcych postaciach, z duchami wzruszająco pięknymi i nie mającymi przy tym pojęcia, jakie wrażenie robią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozowanie zakłada sztywność i nienaturalny dla dzieci braku ruchu, smutna, dorosła powaga kontrastuje z łagodnymi twarzami, miękkimi liniami policzków i bródek. Fotografie zatrzymały dzieci na progu wyjścia dzieciństwa ku nieznanej, a wyczekiwanej dorosłości. Tytuł podaje interpretację: oglądamy zamrożony czas dzieciństwa, jak preparat, owady zatopione w bursztynie. Można zatem te zdjęcia interpretować jako przedstawienia bycia dziećmi, co zakłada w sobie pewien etap, czasowość, wstęp do „prawdziwego” życia. Biel staje się tutaj żałobą po wieku domniemanej niewinności, jakim ma być czas wstępu do życia, pierwszy jego etap, uczenie się, czas rzekomej zabawy i beztroski – dzieciństwo. Białe sukienki, lilie, dziecięce twarzyczki na tej wystawie stają się czymś ogólniejszym niż pamiątki po konkretnych ludziach z ich historiami, życiami. Zdjęcia pokazują prostu dzieci, zamrożone w czasie, nie mające przyszłości, która w życiu realnych bohaterów zdjęć się zrealizowała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka Sabor w tekście do wystawy pisze o wspomnieniach związanych z Pierwszą Komunią, jak dziecko przejmuje się i jak się nią cieszy. Pierwsza Komunia jest według niej progiem, wyznacza koniec „niewinności” – nie wchodząc już w dyskusję na ile dzieciństwo jest rzeczywiście niewinne. Nie od dziś przecież wiadomo, że dzieci potrafią być okrutne i walczyć o władzę, nie od dziś wiadomo, jak w Polsce traktuje się Pierwszą Komunię Św.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie, przy analizie tego jak wystawa została zrobiona i jak wykorzystano stare zdjęcia, pojawia się temat powiększeń. Odbitki starych negatywów Gurdowej zyskały tu bowiem wymiary ponadnaturalne. Dzieci stoją na tle ścian, a nawet pojawiają się w oknach i patrzą nam prosto w oczy. Mam pewne poczucie niestosowności, że ze starych pamiątek zrobiono inny użytek, ale też te odbitki się jednak bronią. Być może na ich korzyść działa ich stężone piękno i niezwykła siła wyrazu, spotęgowana jeszcze powiększeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kwestia powiększenia pojawiła się także przy wystawie z okazji Miesiąca Fotografii w Bunkrze Sztuki. Tutaj, na wystawie pokazującej fotograficzne portrety i autoportrety Stanisława Ignacego Witkiewicza również powiększono stare odbitki – by, jak rozumiem, uczynić je bardziej wyrazistymi, by przyciągnąć większą uwagę do ekspresyjnej gry z fizjonomią, jaką uprawiał Witkacy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.etnomuzeum.eu/Aktualnosci,137_stefania_gurdowa_czas_niewinnosci.html"&gt;Stefania Gurdowa, &lt;em&gt;Czas niewinności&lt;/em&gt;, 6 czerwca - 15 sierpnia 2009, Galeria Camelot, Kraków, kurator Andrzej Kramarz&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.bunkier.art.pl/wystawy/pokaz/29"&gt;&lt;em&gt;Witkacy. Psychoholizm&lt;/em&gt;, 30 kwietnia -14 czerwca 2009, Bunkier Sztuki, Kraków, kuratorzy Maria Anna Potocka, Stefan Okołowicz&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3237067694791343407?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3237067694791343407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/kwestia-powiekszenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3237067694791343407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3237067694791343407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/kwestia-powiekszenia.html' title='Kwestia powiększenia'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/SkCIklmIFrI/AAAAAAAAAYc/Y0tJoNX8LpM/s72-c/Gurdowa_zk_3.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-6223907644913637169</id><published>2009-06-10T23:20:00.000+02:00</published><updated>2009-06-10T23:57:47.660+02:00</updated><title type='text'>Stałość w zmianie</title><content type='html'>Niedawno udzielałam wywiadu. Najadłam się nerwów, bo to nie był bylejaki wywiad, pitu pitu z okazji najnowszego projektu. To był raczej jakiś początek zasadniczej rozmowy-rzeki, rozmowy, która ma prześledzić początki i korzenie. Skąd wzięły się moje poglądy, kto mnie uczył i wychowywał. W tle miało się pojawić środowisko lat 80. i 90. z Lublina, tak więc Liceum Plastyczne, historia sztuki na KUL, redakcja Kwartalnika Literackiego „Kresy”, galerie – BWA, Biała, Kont. Strach mnie ogarnął, czy ja wszystko spamiętam i czy nie zacznę konfabulować pomieszawszy to, co mi się wydaje, co przeczytałam lub usłyszałam z prawdziwymi wspomnieniami. Właściwie nigdy nie wspominałam tamtych czasów w sposób systematyczny. Do wydarzeń w swoim stawaniu się krytykiem mam stosunek zbyt emocjonalny. Najpierw życie w dość dynamicznym, lecz i konserwatywnym (w sposób oświecony) środowisku, potem stopniowe dojrzewanie do samodzielności i odchodzenie na własne. „Zdrada”. Niektórzy zaprzyjaźnieni malarze z tamtych czasów do dzisiaj udają, że mnie nie widzą gdy mijamy się na ulicy. Prawdopodobnie uważają mnie za odszczepieńca.&lt;br /&gt;Zmieniłam się. Zmieniłam poglądy, zainteresowania. Co więcej, nie stało się to raz, dzieje się to ciągle. I wcale się tego nie wstydzę. Uważam, że sednem bycia twórczym i warunkiem rozwoju jest zmiana. Jest to taka zmiana, która pozwala na bycie wiernym sobie, a zatem – na bycie konsekwentnym. Po co tkwić przy starych poglądach, skoro człowiek nabywa doświadczenia, popełnia błędy, uczy się na nich, rozwija się, porzuca jedne zainteresowania, nabywa innych, wreszcie – po prostu nudzą mu się pewne poglądy.&lt;br /&gt;Dlatego nie marzę o wydaniu starych tekstów. Po co, skoro się z nimi nie identyfikuję? Musiałabym się tłumaczyć z opinii, z których wyrosłam. To był pewien etap, teksty nie są w żadnym wypadku wstydliwe, ale to świadectwo historyczne. Dochodzi do tego fakt, że nie pamiętam tych tekstów. Gdy je czytam (co zdarza się rzadko), zaskakują mnie one.&lt;br /&gt;Bywa zresztą, że pozytywnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-6223907644913637169?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/6223907644913637169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/staosc-w-zmianie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6223907644913637169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/6223907644913637169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/staosc-w-zmianie.html' title='Stałość w zmianie'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-7470911983578896175</id><published>2009-06-09T14:01:00.002+02:00</published><updated>2009-06-10T09:37:50.009+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='CSW Toruń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lucim'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Angelika Markul'/><title type='text'>Natura i wystawy</title><content type='html'>Jestem spóźniona, bo chcę napisać kilka słów o wystawach CSW w Toruniu, które już się zamknęły. Jednak poświęcę im trochę uwagi, bo uważam, że CSW zaczyna tworzyć nową jakość w polskim życiu wystawienniczym, wprowadza nowe standardy wykonawcze i merytoryczne. Wystawy są niezwykle przemyślane, dopracowane, towarzyszy im starannie dobrany program projekcji, warsztatów, spotkań. Przestrzeń i możliwości techniczne, jakie mają tam do dyspozycji artyści, przekracza możliwości większej części polskich galerii (o ile nie wszystkich).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Lucim żyje” i „Nów” Angeliki Markul są bardzo różne, powiedziałabym nawet, że tak bardzo jak tylko wystawy mogą się różnić. Tak więc, pierwsza z nich to wystawa zbiorowa, poświęcona pewnemu zjawisku – 30-letniej już działalności grupy artystów we wsi Lucim. Nie jest to jednak klasyczna ekspozycja historyczna, nie jest to także wystawa typu „co sądzą o działalności grupy lucimskiej współcześni artyści”. To, co było pokazywane w Toruniu, powstało na bazie działalności grupy, ale odnosiło się do szerzej ujętej problematyki. Dotyczyło wsi, tego jak ją widzieliśmy i widzimy, jakie stereotypy jej dotyczyły, jakie tworzą się dzisiaj, jak głoszą organizatorzy, koncentrowało się przy tym przy trzech wyabstrahowanych z większej całości wątkach: domu, społeczności i naturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nów” Angeliki Markul to z kolei wystawa indywidualna, która składała się i z prac nowych, i powstałych wcześniej. Prace „stare”, wykonane do innej przestrzeni, wybrane i ustawione zostały w taki sposób, że wystawa robi wrażenie bardzo jednorodnej i przemyślanej. Może to zresztą nie jest dobre słowo. Bardziej niż o przemyślenie chodzi tu o przeczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurator programowy CSW, Joanna Zielińska mówi, że obie wystawy łączy jeden wątek, jest nim natura. Jednak jaka natura, natura czego – to nie zostało wyjaśnione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Zaczynając od „Lucimia", muszę powiedzieć, że moim zdaniem nadchodzi dobry czas na zrewidowanie miejsca wsi w kulturze. Temat zaczyna się już pojawiać. Na &lt;a href="http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/03/sztuka-publiczna-na-wsi.html"&gt;blogu pisałam już o plenerze zorganizowanym przez Wydział Artystyczny UMCS na wschodzie Polski&lt;/a&gt;, padło tam pytanie czy na wsi może istnieć sztuka publiczna. O tym samym wspomina Monika Weychert-Waluszko – że jest to jedno z pytań, nie poruszonych co prawda bezpośrednio na wystawie, ale nurtujących ją od jakiegoś czasu. Nastał dobry moment na refleksję dlatego, że w Polsce po 1989 wieś była nieustannie w centrum uwagi, jednak ze względu na restrukturyzację, problemy gospodarcze i społeczne. Wieś jawiła się jako nieustanne źródło roszczeń i kłopotów, nie zaś przez potencjał kulturotwórczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat wsi wiąże się z problematyką prowincji, wokół której toruńskie CSW zamierza budować swoją działalność, profilować swój program. „Lucim żyje” wpisuje się doskonale także i w ambicje, by wychodząc od lokalnych zjawisk dotykać tematyki szerszej, zdolnej do zainteresowania odbiorców nie tylko miejscowych. Dlatego „Lucim…” jest wystawą nietypową i ze względu na swoją koncepcję. Miesza ze sobą poziomy refleksji i różne kategorie eksponowanych obiektów. Mówiąc prosto, wystawa nie daje szansy na nudę, bo zawiera trochę tego i owego. Ta wielopoziomowość i deklarowane przez kuratorkę przeplatanie się wątków, możliwość wytyczania własnego szlaku w labiryncie zapełnionym dokumentacją, filmami, zdjęciami, dziełami sztuki, projektami specjalnymi, planszami, telewizorami, obiektami, wydała mi się pasjonująca. Taki rodzaj komponowania wystawy , koncentrowanie się na prześledzeniu jakiegoś problemu, przy mieszaniu narracji historycznej i innej, stanowi pewną nowość w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak, chociaż byłam zachwycona „Lucimiem żyje”, teraz rosną wątpliwości. Myślę, że dokonania Grupy Działania i Grupy 111, wieloletnie i zupełnie wyjątkowe w Polsce, niezbyt szczęśliwie wykorzystano jako pretekst do zrobienia wystawy podejmującej szerszą problematykę. Pretekstem bowiem stała się działalność wyjątkowa w Polsce, niezbyt przy tym dobrze znana i dająca nadzieję na pasjonującą dyskusję wpisującą się w aktualne zainteresowania, takie jak „sztuka i polityka” czy „sztuka zaangażowana”. Z wystawy nie można dowiedzieć się o tym, co ja przynajmniej chciałabym wiedzieć: na czym polegały działania w Lucimiu, jakie były poglądy ich autorów, co chcieli osiągnąć, jaka była reakcja mieszkańców wsi, co udało się osiągnąć, jakie dzisiaj jest zdaniem artystów na temat tych działań. Czy decyzja, żeby unikać retrospektywy, nie była zbyt powierzchowna? Dlaczego kuratorka i organizatorzy mieli alergię na retrospektywę? Krótko mówiąc, czy cena za to niezwykle przecież interesujące wydarzenie nie była zbyt wygórowana? Co złego byłoby w wystawie, która w sposób bardziej uporządkowany pokazałaby historię działalności toruńskich i bydgoskich artystów, i jej efekty? Za nudna? Za mało uniwersalna?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytajmy fragment materiałów dla prasy:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Począwszy od lat osiemdziesiątych artyści konsekwentnie dążą do realizacji wypracowanego przez siebie programu Sztuki Społecznej (1980). Wypracowany model działań został zmodyfikowany i uzupełniony przez nowe idee (nowa sztuka ludowa, trzecia droga, podsacrum). W drugiej połowie lat osiemdziesiątych nastąpiła znaczna intensyfikacja aktywności społeczno-artystycznej poprzez spotkania związane z rytmem przyrody, świętami kościelnymi i patriotycznymi. Powstaje lucimski rok obrzędowy ze stałymi i ruchomymi spotkaniami-świętami. Od połowy lat dziewięćdziesiątych aktywność działalności grupowej ogranicza się na rzecz indywidualnych wystąpień poszczególnych członków Grupy 111. Z różną częstotliwością kontynuowana jest ona do dnia dzisiejszego.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Sporo straciliśmy. Nie zmienia to jednak faktu, że „Lucim żyje” jest propozycją do dyskusji. Można było się tam błąkać, wydeptywać ścieżki, robić odkrycia, czyli np. zobaczyć zdjęcia Stanisława Wasilewskiego, podobne do Zofii Rydet czy np. szopkę lucimską Witolda Chmielewskiego i zobaczyć mnóstwo interesujących artefaktów, jak chociażby kalendarze czy makietę domu ludowego. Wystawa, która powstała, stawia pytania dlaczego właściwie nie byliśmy o 1989 zainteresowani wsią, jakie były stereotypy, co z nimi usiłowano zrobić, jaka jest rzeczywistość i jak teraz artyści odnoszą się do rzeczywistości wsi polskiej. Ciekawe zresztą, że z zaproszonych artystów ponad połowa zajęła się brakiem formy, brzydotą, brudem, zaniedbaniem – czyli negatywnymi aspektami wiejskości. Tutaj mieści się wściekle sarkastyczna praca Roberta Rumasa o powierzchownej restrukturyzacji terenów po-pegerowskich, uderzająca w rozpowszechniony problem zaśmiecania lasów Marceliny Guni i Bowika, osławiona praca o błocie Romana Dziadkiewicza czy futurystyczna wizja Jarosława Kozakiewicza, która dotyczy utylizacji wysypiska śmieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obawiam się jednak, że dodanie do wystawy materiałów o profesorze Pieniążku, pionierze polskiego sadownictwa, zamazuje jej wymowę i może być niezrozumiałe. Dokumentacja ta jest podana zbyt wprost, czytana ją się zupełnie inaczej niż resztę wystawy, wyrywa się z niej. Podobne uwagi można mieć do fragmentu filmu dokumentalnego pokazującego akt samospalenia się Ryszarda Siwca podczas Dożynek Centralnych. Czy nie próbowano tutaj dodać znaczenia na siłę? Jakiegoś morału?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Wystawa Angeliki Markul to przeciwieństwo „Lucimia…”. Niezwykle jednorodna, operuje w sposób bardzo sugestywny atmosferą, jest ponurą wizją, wzbudza niejasne przeczucia, działa na emocje. Zamysł kuratorski szedł tutaj w ślad za niezwykle trafnym odczytaniem tej sztuki, dlatego ma się wrażenie, że pomysł kuratora na wystawę i „opakowana” przez formę wystawy sztuka, są jednym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nów” jest jednym wielkim dziełem, jedną wielką instalacją. Jako, że działa na przeczucia, nie nadaje się raczej do bezpośredniej interpretacji, można po prostu pisać o samej artystce, analizować tworzywo przez nią użyte czy chwyty zastosowane przy konstruowaniu wystawy (ciemność, wielkie, puste przestrzenie). Jednak samą wystawę albo się czuje, albo pozostaje odpornym na jej uroki. Bardziej jest to kwestia pewnego rodzaju wrażliwości, aniżeli możliwości czytania wystawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro więc mowa o odczuciach, to napiszę o swoich. „Nów” to ta faza księżyca, kiedy znika on zupełnie i ciemności kryją ziemię... Potocznie czas ten rozumiany jest jako czas rodzenia się w tajemnicy, rośnięcia po cichu, przygotowywania do ujawnienia się. Czas zatem błogosławiony, dobry, obiecujący, brzemienny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa Angeliki Markul sprzeciwia się temu odczytaniu. Niesie ze sobą to „coś”, jakąś aurę, ciemności w niej panujące są przeniknięte jakąś przykrą, wstydliwą tajemnicą. Jednak moim zdaniem, nie jest to radosne, spokojne czekanie na ujawnienie się tego, co się wykluło podczas ciemnej nocy. Bardziej jest to wystawa o strachu i o dziwacznych obsesjach, które dręczą człowieka, kiedy budzi się w nocy własnym krzykiem… (specjalnie piszę w kiczowaty sposób, żeby podkreślić nastrój wystawy). Dla mnie to rodzaj współczesnej wersji „Kiedy rozum śpi, budzą się upiory” Goi, jednak bez oświeceniowego dydaktyzmu. To są upiory nieświadomości, coś, co wydaje się nam, ze widzimy niejasno w odbiciu czy kątem oka. To są poza tym upiory indywidualne, a nie te, które prześladują społeczność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wystawie udało się stworzyć sugestywną aurę lodowatości, samotności, depresji i w efekcie – przerażenia. Wystawa konsekwentnie prowadzi jakby zimowym krajobrazem: drogą w zaspach śnieżnych (zaczyna się od takiej projekcji), by brnąć przez jakby zmrożone pejzaże z szumem reflektorów i połyskliwym światłem odbijającym się od powierzchni srebrzystych siatek, folii, szyb. Bardzo proste banalne wręcz materiały tutaj doznały uszlachetnienia – przez rozmiary, umiejętne dawkowanie światła. W uszach dzwoni cisza, niepokój wprowadza natrętny szum reflektorów. Jeśli pojawiają się rośliny i zwierzęta, to dziwaczne, kalekie. Rośliny w ogrodzie zimowym są jakieś lepkie i drapieżne. Mucha trzepocze skrzydełkami nie mogąc polecieć. Coś, co było tylko powierzchnią, nagle okazuje się pułapką i otwiera swą głębię. Nie są tu ważne konkretne przeżycia, ważny jest ból istnienia, dręczące czekanie nie wiadomo na co – na jakieś rozstrzygnięcie, które przyniosłoby ulgę, niepewność, kiedy wyrywamy musze skrzydełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Joanna Zielińska wspomniała o naturze, która łączy obie tak różne wystawy. Czy to się broni? Na pewnym poziomie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W naszych wyobrażeniach wieś ulokowana jest w naturze, czyli wśród przyrody i sama należy do żywiołu ziemi, natury, a nie kultury czy cywilizacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wystawie Angeliki Markul natura jako przyroda ożywiona pojawia się pod postacią obrazu roślin cieplarnianych, insektów, zwierząt. Bardziej jednak artystkę interesuje co innego – natura naszych obsesji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja jednak wolę myśleć, że spoiwem łączącym te dwie wystawy jest… brak spoiwa. Bardzo dobrze się uzupełniały w swojej odmienności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.csw.torun.pl/wystawy/baza-wystaw/angelika-markul"&gt;Angelika Markul, Nów, 20 marca – 7 czerwca 2009, CSW Toruń, kuratorka Joanna Zielińska, aranżacja Joanna Zielińska &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.csw.torun.pl/wystawy/baza-wystaw/lucim-zyje"&gt;Lucim żyje, 3 kwietnia – 31 maja 2009, CSW Toruń, kuratorka Monika Weychert-Waluszko, aranżacja Robert Rumas&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-7470911983578896175?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/7470911983578896175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/natura-i-wystawy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7470911983578896175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/7470911983578896175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/06/natura-i-wystawy.html' title='Natura i wystawy'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-3472652195141856772</id><published>2009-05-29T18:12:00.006+02:00</published><updated>2009-05-29T18:55:21.849+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sędzia Główny'/><title type='text'>"Staniczki i majteczki"</title><content type='html'>Nie ukazuje się zbyt wiele książek podsumowujących najnowsze wydarzenia w sztuce, stąd każda taka publikacja powinna być witana z uwagą. Omawiana już przeze mnie książka o grupie Ładnie, a także świeżo wydana publikacja monograficzna Grupy Sędzia Główny są ambitnymi i solidnie opracowanymi propozycjami interpretacji najnowszych zjawisk, które mocno namieszały w sztuce ostatnich lat. Przy tym grupa Ładnie to już zamknięty rozdział, fenomen, który odszedł w przeszłość, co niewątpliwie ułatwia pracę badawczą interpretatorów. Książka o Sędzi Głównym wydaje się przy poprzedniej nie tak finezyjnie skonstruowanym projektem, lecz dotyka zjawiska, które dzieje się na naszych oczach, jest otwarte na zmiany, co czyni karkołomnym zadanie opisu i interpretacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka o performerskim duecie Aleksandry Kubiak i Karoliny Wiktor została wydana staraniem BWA w Zielonej Górze. Grupa Sędzia Główny (w książce stosuje się także nazwę GSG) wpuściła świeże powietrze do świata polskiego performance, który wydaje się pozostawać zastygnięty na zdobytych kilkadziesiąt lat temu pozycjach. Artystki dużą częstotliwością i rozmaitym umiejscowieniem swoich działań powodowały, że trudno było ogarnąć ich całokształt. Publikacja to umożliwia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodatkowo jeszcze w chwili obecnej następuje zmiana w twórczości Oli Kubiak i Karoliny Wiktor. Wydają się one być świadome zagrożeń, jakie na nie czyhają wraz z uznaniem zyskanym w ostatnich latach (nagroda w Trento, uczestnictwo w ważnych wydarzeniach w Polsce i szerokie omawianie ich prac). Ich akcje stają się bogatsze, nie są już tylko performance, ale przybierają formę inscenizowanego filmu, fotografii. Przy tym – jak zauważyła Ewa Tatar w książce im poświęconej – coraz częściej występują w rolach silnych, panujących kobiet. Rozpoczęły też nowy cykl nazwany Beznadziejnik. Ta prowokacja, stając w poprzek oczekiwań krytyki i publiczności; oczekiwań, że ciągle będą robić to samo, co robią, ale jeszcze mocniej i – dodatkowo będą zaskakiwać, dała im wolność, sprawiła, że pokazały twarz niezależnych artystek, pragnących podążać własną drogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GSG od początku zaznaczyła się jako zjawisko wyjątkowe. Styl działania grupy jest bezkompromisowy, ostry i jednocześnie samoświadomy, niezależny od prądów i mód, choć doskonale o nich wiedzący. Z jednej strony można nawet złośliwie skomentować performance Sędzi, że ilustruje on pewną prawidłowość. Dzieje się bowiem regularnie tak, że gdy performance uprawiają kobiety, które posługują się własnym ciałem, to mają ku temu nie tylko powody, ale i warunki. Często więc wywrotowe w założeniu działania są tworzone przez artystki, których ciała są atrakcyjne i odpowiadają tradycyjnym kanonom piękna. Działania interpretuje się potem jako coś w rodzaju „destrukcji tradycyjnego aktu”. Artystki z Sędzi Głównego są młode, apetyczne, powabne i podniecające erotycznie. Inna sprawa – i tu zaczyna się subwersywność – że są tego całkowicie świadome. Nie kokietują. Swoje ciała traktują jak narzędzia i właściwie są wobec nich bezlitosne. Karol Sienkiewicz, który zredagował książkę, miał rację zauważając ambiwalencję w traktowaniu przez publiczność nagich kobiet. Zawsze są traktowane przedmiotowo, raz jednak jako obiekty przyjemności i pożądania, innym razem jako ofiary. Stąd, słusznie wypunktowany przez niego dwojaki rodzaj reakcji na performance Sędzi Głównego. Z jednej strony jest gapienie się na pupy, np. w Telegrze w TVP Kultura, gdzie artystki były posłuszne poleceniom widzów wydawanym telefonicznie. Nastąpiła zatem seria próśb mężczyzn, by podnosiły sukieneczki i zdejmowały staniczki oraz majteczki. Z drugiej strony jednak, ludzie litowali się nad nimi i ruszali na pomoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czym jednak miałaby polegać wyjątkowość działań duetu? Nad odpowiedzią biedzą się autorzy tekstów zawartych w książce. Mimo że pisane dobrze i zawierające mnóstwo celnych obserwacji, teksty pozostawiają po sobie niedosyt. Fenomen Sędzi Głównego pozostał nietknięty. Coś ważnego umyka. Niemożność opisania tego czynnika bierze się prawdopodobnie z emocjonalnej intensywności, jaką obdarzone są akcje. Intensywnej obecności autorek, intensywności emocjonalnej widzów. Takiej intensywności nie da się opisać, można ją tylko spróbować przybliżyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spośród cech określających działalność duetu performerskiego, krytycy wymieniają bezwstyd, wzbudzanie poczucia żenady, bliźniactwo w myśleniu, tak niezwykłą bliskość, że aż przeradzającą się w miłość, wykorzystywanie intymności jako budulca sztuki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karol Sienkiewicz skupia się na poczuciu żenady, jakie ogarnia nas, widzów w sytuacjach przekraczających normy zachowania: zażenowanie i chęć ucieczki. Przywołuje niezbyt trafne moim zdaniem odniesienie do ekshibicjonisty polującego na kobiety-widzów w ustronnych miejscach. Z czasem autor tonuje to porównanie, pisze o różnicach między niezbyt apetycznym gościem prezentującym w krzakach swe wdzięki a artystkami rozbierającymi się i upokarzającymi dla sztuki. Tu i tam jednak widzowi ma towarzyszyć poczucie wstydu, skrępowania i paniki. Nie wydaje mi się to słuszne. Być może w grę wchodzi płciowe zróżnicowanie widzów. Zapewne kobiety patrzą inaczej na działania GSG. Jednak nie zażenowanie wydaje się być głównym uczuciem podczas performance’ów. Trudno określić jedno dominujące, jednak to, czego ja doświadczyłam, była raczej intensywnością. Intensywnością czego? Bycia artystek tu i teraz, intensywnością współodczuwania piękna, bólu, oddawania się w ręce publiczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewa Tatar skupiła się na wyjątkowości duetu z racji „bliźniactwa”. Sędzia Główny opiera się na czymś więcej niż współpracy. Obie artystki są dla siebie więcej niż koleżankami, więcej niż przyjaciółkami. Są swoimi drugimi połówkami. Myślą i odczuwają bardzo podobnie. Określają i czyni to w ślad za nimi autorka tekstu, jako lustrzane odbicia. Mamy tu zatem do czynienia z symbiotycznością czucia, myślenia i działania, z powieleniem, zwiększeniem siły przekazu poprzez zdublowanie go. Każda z członkiń Sędziego zachowuje przy tym własną osobowość, odrębność i różnice w wykonywaniu performance.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bazą ich akcji jest porozumienie i współodczuwanie napędzające współdziałanie. Performance Sędziego Głównego nie bazują na współzawodnictwie ani na kolizji, nie napędzają się konfliktem, napęd swój czerpią z porozumienia i wspierania się nawzajem. Jest tu nieustanny, odruchowy wręcz przepływ porozumienia, dawania i brania. Ta podstawa czyni je silnymi i intensywnie działającymi na ludzi. Od biologicznego bliźniactwa różni je to, że wspólnotę wykorzystują do konkretnego celu. Stanowi katalizator i pudło rezonansowe działalności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórczość Sędziego nie jest feministyczna w sposób programowy. Mówienie o opresji kobiet nie stanowi dla nich pierwszorzędnego celu, tak samo jak działanie na rzecz równouprawnienia. Jeśli jednak patrzy się na wymowę tego, czym się zajmują, sensy, jakie się tworzą, wyraźnie rysuje się tu feministyczna problematyka. Ewa Tatar wspomina, że działalność ta jest wymierzona przeciwko obrazowi pięknej kobiety i ma na celu popsucie, zdewastowanie obrazu idealnego ciała. Myślę, że to do jakiegoś stopnia jest ważne, jednak również plasuje się gdzieś z boku. To, co powoduje, że działalność Sędzi wyrywa się z ram zastygniętego w kombatanctwie i nudzie środowiska performerskiego, jest bezpruderyjne i ostre wręcz mówienie o rzeczach, które należą do tematów unikanych, do tematów tabu w niezwykle nieśmiałej obyczajowo Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc przede wszystkim jest to sztuka o zażyłości czy wręcz miłości między kobietami, o niezwykłej bliskości między nimi. Ewa Tatar używa nawet terminu „lesbijstwo”. Po drugie, sztuka ta mówi o seksie, erotyce, o uwodzeniu, podnieceniu, pożądaniu. Skoro mówi o formach, jakie przybiera pożądanie czy więcej – proces wzbudzania podniecenia, uwodzenia i wejścia w posiadanie obiektu pożądania, to pojawia się tutaj i brutalność, agresja, upokorzenie, władza. Skoro mowa o seksie i o fantazjach go dotyczących, to pojawiają się motywy podglądania, traktowania przedmiotowego, przywłaszczania, ujarzmiania, zadawania bólu, przyjmowania ról pana i ofiary. Są tutaj i sadyzm, i masochizm, problematyka nieczystości, wreszcie – przyjmowania i wydalania. W rozmowie, jaką Karol Sienkiewicz przeprowadził z artystkami pojawił się wątek pornografii. Karolina Wiktor zaczęła opowiadać o zainteresowaniu filmami porno. Szkoda, że wątek nie znalazł nigdzie pogłębienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst Piotra Rypsona zajmuje się znaczeniem intymności w sztuce Sędzi Głównego. I ten wydaje się iść z boku tego, co najważniejsze. Intymność między artystkami, intymność jako jawna bohaterka ich działań, odsłanianie intymności. Według mnie jednak intymność w wydaniu Sędzi Głównego ulega inscenizacji. Intymne są raczej ich relacje, intymne pozostają inspiracje, nie zaś działalność artystyczna. Najbardziej intymne wydają się &lt;em&gt;Szepty&lt;/em&gt;… Trwa w nich dźwięcząca cisza, artystki sugerują coś, lecz nie mówią dając tym samym wielką przestrzeń na domysły, dopowiedzenia, można próbować tylko wsłuchiwać się i odgadywać, co mówią. Prawdziwa intymność bowiem pozostaje zamknięta. Otwarta, odsłonięta przestaje być sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje jeszcze tekst Małgorzaty Ludwisiak przynoszący spojrzenie na ostatni etap twórczości Sędziego i tekst Marii Rubersz o działaniu w TR. Niezastąpione jest kalendarium twórczości GSG z opisami performance’ów, bibliografią i cytatami. Są jeszcze interesujące materiały źródłowe w postaci fragmentów zapisu rozmów z telewidzami w &lt;em&gt;Telegrze&lt;/em&gt; oraz autorski opis &lt;em&gt;Wirusa&lt;/em&gt; z TR. Do tego bogactwa dochodzi jeszcze płyta z rejestracją pierwszego wspólnego performance - &lt;em&gt;Rozdział I&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze dwie obserwacje. Jedna to zadziwiający fakt, że gdy tylko Sędzia wystartował, to od razu z mocnymi wystąpieniami utrzymanymi w swoim stylu. Od razu pojawiła się właściwa forma. Dosadne, zmysłowe działania, posługujące się skrótem, czynnością-znakiem lub stanem-znakiem. Nic dodać nic ująć. Np. &lt;em&gt;Rozdział V &lt;/em&gt;z BWA w Zielonej Górze (2002), gdy stały w przezroczystych tubach i oddychały wspólnym powietrzem do czasu gdy je ktoś stamtąd wyzwolił. Było to bodajże rok po rozpoczęciu przez nie współpracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga uwaga dotyczy samej nazwy. Może przeoczyłam fakt, ale w książce nie znalazłam prób wyjaśnienia znaczenia. Przecież jednak, skoro artystki sobie tę nazwę nadały, był to gest świadomy, to warto się zastanowić co chciały o sobie powiedzieć. Można by zapytać o sądowy termin, związany z władzą orzekania o czyimś losie, a także jak zimna jurysdykcja może iść w parze ze wzbudzaniem gorących emocji. Także rodzaj męski sędziego jest intrygujący, zwłaszcza, że pojawia się w nazwie aluzja żeńska – sprawiająca kłopoty przy odmianie końcówka „-a”. Czy ktoś dokonał takiej interpretacji, czy z jakiś powodów uznano, że nie warto?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Publikacja udała się, jest ważna i potrzebna. Przynosi mnóstwo informacji, ale pozostawia wiele tropów nadających się do pogłębienia. Czego jednak się spodziewać? Sędzia Główny wciąż działa i ma się dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Grupa Sędzia Główny&lt;/em&gt;, koncepcja publikacji Wojciech Kozłowski, Sędzia Główny, redakcja Karol Sienkiewicz, Zielona Góra 2008&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7158690128647730059-3472652195141856772?l=magdalena-ujma.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/feeds/3472652195141856772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/05/staniczki-i-majteczki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3472652195141856772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7158690128647730059/posts/default/3472652195141856772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magdalena-ujma.blogspot.com/2009/05/staniczki-i-majteczki.html' title='&quot;Staniczki i majteczki&quot;'/><author><name>Magda Ujma</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05420718120589413097</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='29' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_USsjtgtjI8o/TVHsze9XAGI/AAAAAAAAAho/uZTGpTJ85kk/s220/mdzik.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7158690128647730059.post-7653070705478201475</id><published>2009-05-19T13:46:00.004+02:00</published><updated>2009-05-28T19:24:49.920+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='archiwum'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Miesiąc Fotografii w Krakowie'/><title type='text'>Wystawa jako archiwum</title><content type='html'>Zaczął się Miesiąc Fotografii w Krakowie. Maj stał się w Polsce czasem fotografii, bo i w Łodzi trwa festiwal, i otworzyło się Biennale w Poznaniu. Nie zauważyliśmy jak fotografia stała się najbardziej rozchwytywaną dyscypliną artystyczną w naszym kraju. A ciągle znajduje się jakby z boku głównego nurtu życia artystycznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krakowski Miesiąc Fotografii utrzymuje wysoki poziom z zeszłych lat. Tegoroczny sprawia wrażenie bardziej jednorodnego i konsekwentnego niż poprzednie. Nie widziałam do tej pory wszystkiego, jednak z tego, co zobaczyłam, wnioskuję, że to, co przeszkadzało dotychczas – część rzeczy włączonych na siłę – nie ma teraz miejsca. Tradycyjnie już imprez zorganizowano bardzo wiele, pojawił temat wiodący (pamięć przetworzona), gość festiwalu (Czechy), jest program off i sporo miejsc oraz instytucji współpracujących.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo sympatyczną cechę Miesiąca stanowi rozrzucenie go po mieście, co sprawia, że odwiedzając wystawy, chodzi się po Krakowie i poznaje niekoniecznie najbardziej znane i turystyczne zakątki. W tym roku zabrakło jednak wystaw w prywatnych mieszkaniach, co wcześniej dawało niepowtarzalna okazję do poznawania podszewki miasta, jego życia prywatnego. Można za to przejść się ulicą Starowiślną, co prawda niezbyt nastrojową, ale prowadzącą ze Starego Miasta do Wisły, i zobaczyć zdjęcia porozrzucane w różnych witrynach barów i sklepików. Znalazły się nawet w sklepie spożywczym w mojej kamienicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zróżnicowaniu lokalizacji odpowiada zróżnicowanie charakteru imprez. Obok wystaw indywidualnych, są tu ambitne wystawy zbiorowe. Te ostatnie są dla mnie, prawdę mówiąc, najatrakcyjniejszą częścią Miesiąca. W tym roku wszyscy mówią o wystawie „Archiwum Centralne”. Zapowiada się pasjonująco, w życiu publicznym bowiem archiwa odgrywają zasadniczą, a zarazem złowieszczą rolę – mogą złamać komuś życie. Tymczasem „Archiwum Centralne” rezygnuje już na wstępie z oczywistych tropów. Nie ma publicystycznych odniesień do najnowszej polskiej historii. Segregatory i mikrofilmy znalazły się na zdjęciach Przemysława Pokryckiego, jednak nie ma mowy o tropieniu TW w wydaniu polskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Archiwum” zmusza do wyjścia poza tradycyjne centrum Krakowa. Umieszczono je w fabryce Erdal, której wejście zdobi symbol firmy – wielka żaba w koronie (przy czym żaba jest koloru czerwonego). Wystawa ma aż czterech kuratorów. Ma też dość enigmatyczny wstęp, z którego najbardziej przypadł mi do gustu następujący passus: &lt;em&gt;Miejsce, w którym dokonuje się&lt;/em&gt; […] &lt;em&gt;proces fermentacji, maturacji archiwum fotograficznego: przestrzeń, w której z olbrzymiej masy nagromadzonego materiału wytrącają się sensy&lt;/em&gt;. Czy rzeczywiście z powyższego wynika, że zadaniem kuratorskim było nagromadzić masę materiału w nadziei na sprowokowanie procesów, które same wygenerują znaczenie? Ryzykowny eksperyment. Wystawa ma stanowić zbiór kilkunastu samodzielnych projektów. Taka zasada kompozycyjna ma uzmysłowić rozległość tematyki. Tak więc, oddzielne pokazy, zrealizowane przez oddzielne zespoły ludzi (co robi zresztą duże wrażenie: wystawa w końcu nie tak wielka, a wszędzie jakaś współpraca, jacyś asystenci, no i nie zapominajmy o aż czterech kuratorach!), mają poruszać rozmaite aspekty tematyki archiwalnej, pokazać jak różny użytek można czynić z miejsc, w których przechowuje się dokumenty, jak mogą one przysłużyć się sztuce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrażenie jakby materiał wszedł na głowę kuratorom, jednak dominuje, tak jakby widząc rozległość pola, kuratorzy od razu złożyli broń (co zresztą zasugerowali we wstępie). Przy czym, jako osoby intensywnie nad czymś pracujące, obiekt swych poszukiwań zaczęli dostrzegać wszędzie. Inne podejrzenie, jakie żywię, jest takie, że dotarli do świetnych rzeczy, ale dość jednak przypadkowych. Tak by się tłumaczył nierówny poziom projektów wchodzących w skład wystawy. Rzeczy intrygujące sąsiadują ze wstrząsającymi, te z nudnymi, wtórnymi bądź wypadającymi komicznie. Zdarzają się też zmarnowane okazje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tych ostatnich należą, moim zdaniem, fotografie przyrodnicze ze zbiorów Biblioteki Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. Przedstawiają martwe zwierzęta, albo jakieś po nich pozostałości (np. czaszki). Jest ich dosłownie kilka, a szkoda, bo stanowią bardzo obiecujący, niepokojący w wymowie materiał. Ich powiększenie do rozmiarów fototapety, a także wybór zdjęć atrakcyjnych ze względu na kuriozalność, upiorność i niesamowitość, sprawia, ze patrzy się na nie jako na estetyczne, tracące myszką okazy. Straconą okazję stanowi też archiwum Zbigniewa Dłubaka. Archiwa artystów to w ogóle olbrzymi i pasjonujący temat. Mieszają się w nich źródła inspiracji, rzeczy, którymi nigdy się nie zajęli, choć zamierzali, dokumentacja własnej twórczości, zawsze czekająca na uporządkowanie. O zajęcie się archiwum Dłubaka został poproszony Krzysztof Pijarski, który nie dał sobie rady, bo nie miał pojęcia jak je ugryźć. Stąd dość nieśmiałe próby przeniesienia archiwum do Fabryki Erdal w formie po prostu przefotografowanej – i to w skromnym wyborze, jak sądzę. Gdyby jeszcze całość, to znaczy każda kartka i każdy element ze zbiorów artysty znalazł się na zdjęciach, tymczasem trafiły tu materiały wyselekcjonowane, nie wiadomo według jakiego klucza. Niewiele z nich wynika. Tak samo zresztą jak oglądanie już po raz nie wiem który filmu dokumentującego działania Kowalni. Pracownia Grzegorza Kowalskiego nie jest niczemu winna, ale pokaz irytuje, bo sprawia wrażenie jakby nie było w Polsce innych twórczych pracowni. Pewnie stanowią rzadkość, trudno jednak uwierzyć, że Kowalnia i długo nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najciekawszą część stanowi grupa projektów prezentujących zdjęcia związane z historią, propagandą, służbami specjalnymi, szpiegowaniem ludzi, lub jeszcze inne projekty dokumentujące rzeczywiste wydarzenia, fakty. Zespół zdjęć z Pragi czeskiej stanowi wstrząsający dokument. „Praga w obiektywie tajnej policji” to materiały operacyjne bezpieki, w wyborze Vladimira Bosaka, które – jak głosił tekst komentarza – nigdy wcześniej nie zostały wywołane, a pochodzą ze szpiegowania ludzi. Dziwne i niezbyt komfortowe wrażenie sprawia świadomość, że zdjęcia te to coś więcej niż tylko obrazki. Że miały władzę nad ludzkimi życiami, ludzie na ich podstawie lądowali na długie lata w więzieniu, byli zsyłani do pracy palacza w kotłowni (jak Hrabal) itp. A teraz leżą sobie gdzieś w jakichś teczkach, na półkach. Na te, które pokazano w „Archiwum” być może nikt nawet nie spojrzał. Dopiero teraz patrzymy na nie, ale spojrzenie się zmieniło, nie oznacza zagrożenia, oskarżenia o czynienie rzeczy antypaństwowych czy zabronionych przez prawo. Dzisiaj zdjęcia zostały wybrane ze względu na wartość wystawienniczą. Mają więc być interesujące, odpowiednio wymowne, przenosić wartości estetyczne. Ich zła jakość, specyficzna kompozycja, niedoświetlenie sprawia, że czujemy historię czającą się za plecami, groźbę tych narzędzi prześladowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobną problematykę podejmują zdjęcia z Poznania („On Duty. Poznań 56”). Kolejny już raz na Miesiącu Fotografii pojawia się zestaw zdjęć dokumentujących Poznański czerwiec 1956. Tym razem są to zdjęcia robione z ukrycia – aparat był ponoć umieszczony w guziku – i przez to, że nieupozowane, spontaniczne, robią tym bardziej wstrząsające wrażenie. Widzimy początek protestów: ludzi, którzy spontanicznie dołączają do demonstracji, wysypują się z okien, obserwują. Uderza dokument epoki, jak wyglądali, jak biednie byli ubrani. Jednocześnie nad ludźmi tymi wisi groźba, symbolizuje ją zaznaczony nad niektórymi głowami, na niektórych zdjęciach krzyżyk, oznaczający, że ten fragment jest do powiększenia. Fotografa nie widzi nikt – mamy więc autentyczny dokument epoki, z samego serca wydarzeń, wykonany w ramach czynności operacyjnych SB.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oba zespoły zdjęć dotykają więc podobnego problemu: dokumentu i jego władzy nad ludźmi. Nie bardzo jednak wiem jaki aktualny problem związany z archiwami się tutaj pojawia. Czy coś więcej ponad banalne stwierdzenie o tym, że można czynić z nich różny użytek i że zdjęcia w nich przechowywane mają rozmaite zastosowanie, które zmieniają się w miarę upływu czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej grupy dochodzą inne, niezwykle interesujące zestawy zdjęć: „Nein, Onkel. Kadry z innego frontu 1938-1945” ze zdjęciami pochodzącymi z Archiwum Współczesnych Konfliktów w Londynie oraz zdjęcia z pracowni fotograficznej przy Muzeum Żydowskim w Pradze. Wnoszą one inną nieco problematykę, wiążą się z kreacją obrazu, z upamiętnianiem, więcej w nich kreacji, nie pokazują przy tym typowych obrazów, kojarzących się z danymi wydarzeniami historycznymi. Pierwsza grupa, „weseli Naziści”, pokazuje co się działo na zapleczu frontu, chwile odprężenia, zabawy żołnierzy III Rzeszy. Pokazuje młodych chłopców i dojrzałych mężczyzn, jak w czasie wakacji, w śmiesznych przebraniach, w wiejskim plenerze. Jak napisano nie bez racji w komentarzu, &lt;em&gt;wykonywane do domowych albumów fotografie pokazują ludzi oddających się codziennym czynnościom, w tym beztroskiej zabawie często zabarwionej podtekstami erotycznymi.&lt;/em&gt; Z kolei fotografie z Muzeum Żydowskiego to inscenizowane martwe natury. Nie są one jednak „niewinne”, przedmioty wybrane do nich stanowią mienie zagrabione Żydom w czasie wojny. Przedmioty te zostały poustawiane w rytmiczne kompozycje, raz np. pojawiają się termometry lekarskie, innym razem termosy i wszelkie inne przedmioty, jakich używa się w domu. Jak piszą Daniella Deutelbalm i Ondrej Chrobak, przedmioty te należały do kogoś, kto je nabył, ich używał i być może lubił. Są zaś fotografowane przez kogoś, kogo przedmioty wkrótce skończą w ten sam sposób. Zdjęcia, robione z użyciem reguł kompozycji awangardowej powstawały bowiem przy Gminie Żydowskiej jako ilustracje do rocznych sprawozdań z rabunku majątku tych, których zdążono już wywieźć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zestawy te uzupełniają się. I tu, i tam mamy do czynienia z poczuciem niewygody. W pierwszym przypadku uwodzi, ale i uwiera świadomość, że na zdjęciach niewinnie bawią się kaci i że tak jak my lubią zachody słońca, małe pieski, wyścigi w workach i tym podobne, poczciwe atrakcje życiowe. Na pewno zresztą zdjęcia te nie byłyby nawet w połowie tak interesujące, gdyby występowali na nich jacykolwiek mężczyźni. W zestawie praskim mamy do czynienia z efektem działalności tych właśnie mężczyzn, co tak niewinnie się bawią. Nie widzimy twarzy ofiar, ale widzimy ślady ich zwykłego życia. I tu, i tam, nie to, co widzimy, jest ważne i tworzy napięcie, ale historia, która stoi poza zdjęciami, w tle. Do odbioru tych zdjęć potrzebna jest znajomość tego kiedy i w jakich warunkach powstały. Inaczej będą to zwykłe, może i śmieszne obrazki. Jaką rolę w ich wypadku pełnią archiwa? Przechowywanie i udostępnianie. Zadanie interpretacji do archiwów już nie należy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze wspominanego już Archiwum Współczesnych Konfliktów pochodzi także zestaw zdjęć Igora Vikhoreva. Te powstały niezależnie od biegu historii. Znamy inne przykłady takiej działalności, na poły obsesyjnej, na poły artystycznej w reżimie totalitarnym. Przybierają one formę działań prywatnych, na własny użytek, często pod osłoną czterech ścian domu. Zdjęcia były robione w latach 60. w Petersburgu, w czasie Chruszczowowskiej odwilży. Pojawia się na nich kobieta pozująca pewnie i władczo, często dosiada mężczyzny lub zwierząt (co pewnie w niezamierzony sposób nawiązuje do archaicznej ikonografii bogiń, ale to inna sprawa). Tutaj na pozór historia jest zupełnie nieobecna. Oczywiście, to nieprawda, bo widać ją przez swoiste zamknięcie się tych zdjęć, skupienie się na prywatności, ściśniętą, ograniczoną przestrzeń. W samej formie pojawiają się tu elementy mówiące o ciśnieniu historii. Tak więc, w archiwach znajduje się także miejsce na prywatne, erotyczne obsesje, które mimochodem dają świadectwo czasom swego powstania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne zdjęcia nie wchodzą już w skład tak mocnych całości i stanowią mniej lub bardziej trafiony do dodatek do wspomnianych projektów. Najciekawsze, lecz o zupełnie innym charakterze i obdarzone kompletnie odmienną interpretacją, są zdjęcia z kolekcji Wojciecha Nowickiego. Interpretację tę charakteryzuje pewna lekkość, żeby nie powiedzieć nonszalancja, która wyróżnia ten zespół archiwalny, od reszty, kojarzącej się raczej z „ciężką” historią, rzeczami zasadniczymi. Według Nowickiego zatem zdjęcia należy zostawić z pewnym niedomówieniem, pozwolić im na posiadanie taje
