W grudniu wybrałam się do Sztokholmu i pojawił się, zupełnie niezwiązany z tym, co mogłabym oczekiwać po wizycie, temat wiązania, artystycznego pętania sznurem ciał, głównie damskich, rzadziej męskich, niekoniecznie całkowicie ubranych. Wiązanie, co by się zdawało oczywiste, służyło najpierw pętaniu jeńca czy upokarzaniu wroga, z czasem stało się prężną gałęzią biznesu rozrywkowego, i erotycznego głównie w Japonii. Stało się sztuką, ze swoimi skomplikowanymi technikami, wzorami i stylami oplątywania ciała. Jednocześnie stanowi prężną część kultury popularnej. Istnieją pracownie, istnieją modelki, istnieją fotografie - przede wszystkim fotografie! – i cały obieg z tym związany. Mnie w tym, dość egzotycznym czy subkulturowym w Europie zwyczaju, uderza cecha, którą bym nazwała zgrzebnością i zwykłością, a która zderza się z oczywistą perwersją i erotyką. Modelki pojawiają się w wymyślnych i opresyjnych sytuacjach, ale sprawiają wrażenie wcale nie przerażonych własną bezbronnością, raczej zadowolone z niej ze swoim spojrzeniem psa gotowego na wszystko, by zadowolić pana, świadome gry we wzbudzanie pożądania. Bezbronne, nie mogące się poruszać, zdane na łaskę swego „pana” z aparatem fotograficznym jako substytutem oka i „pana” w postaci widza. Nie są jednak zwykłymi tylko ofiarami pornograficznego oka. Właśnie, co mnie zdumiewa, wcale się nimi nie wydają. A przecież czasami nie mają w ogóle podparcia, nagie lub częściowo ubrane, absurdalnie zawisają w powietrzu.
Autorka Scarabee.blog objaśnia:
…shibari jest sztuką wiązania. Można się zetknąć z innymi nazwami - kinbaku albo hojojutsu. Tego drugiego słowa używano w dawnych czasach, kiedy rozmaitymi metodami wiązania przeciwnika posługiwali się japońscy wojownicy i policja. ...Technik takiego erotycznego wiązania jest nieskończenie wiele, ale główne szkoły mamy dwie - shinju i karada. Pierwsza z nich obejmuje metody wiązania górnej części ciała, głównie ramion i piersi, robienia takich swoistych biustonoszy czy - jak to niektórzy nazywają - uprzęży. Co sprawniejsi manualnie mogą też spleść sznurek tak, żeby powstało coś w rodzaju bardzo skąpych stringów... Druga szkoła, karada, to dużo bardziej złożona sprawa. Więzy przypominają wtedy gorset i mają kształt diamentów. Spętuje się całe ciało, jednym sznurem. Oczywiście węzełki powinny lekko uciskać punkty witalne.
Co ważne, shibari jest sztuką wiązania kochanki (…mężczyznom się tego nie robi…).
Tak więc, sznur powinien pobudzać kobietę – ciekawe, że od razu zakłada się, że kochankę - i sprawiać jej przyjemność. Jak piszą inni, sztuka erotycznego wiązania, bierze się z inspiracji de Sadem, na innej stronie www przeczytałam: Praktykujący shibari powiedzieliby, że poddaństwo i poniżenie uwalnia kobietę... Uwalnia od czego i do czego? Tego nie wyjaśniają. Chodzi więc o koncepcję kobiecej seksualności rozumianej zgodnie z mizoginistycznymi teoriami w rodzaju histerii. Wchodzimy w problematykę tzw. kobiecego masochizmu, więc na myśl przychodzi od razu Historia O i jej słynne pierwsze 30 stron zawierające opisy wymyślnych erotycznych poniżeń głównej bohaterki i psychicznej dominacji w relacji pan i niewolnica – a książkę napisała kobieta. Gdzieś przeczytałam określenie, że jest to powieść z gatunku BDSM, co oznacza „Bondage, Domination, Sadism, Masochism”.
Te skojarzenia nasunęły mi się po obejrzeniu wystawy „Araki: Self, Life, Death” w sztokholmskim Kulturhuset. Wystawa ta została zorganizowana przez Barbican Art Galleries w Londynie, gdzie była wcześniej pokazywana – i muszę powiedzieć, że jeśli wcześniej nie przepadałam za Arakim, tak teraz byłam pod wrażeniem.
Przygotowano ją bardzo solidnie, nie skupiając się bynajmniej tylko na fotografiach najbardziej skandalizujących, ale i pokazując najważniejsze motywy, osoby i cykle w twórczości Arakiego. Wystawa obracała się jednak w sumie wokół dwóch rzeczy: niemożliwości oddzielenia życia od fotografii i subiektywności, gdzie autor ujawnia swoją obecność. Życie jest fotografią - powiedział Araki. Jedno łączy się z drugim, robienie zdjęć jest tak naturalne jak jedzenie, spanie, oddychanie. Jak patrzenie. Araki stworzył koncept „Ja-fotografii”.
Były tu więc kapitalne portrety, zdjęcia kwiatów, Tokio, jedzenia. Było oczywiście bardzo wiele zdjęć erotycznych. W tym zdjęć związanych kobiet. Bardzo zmysłowych. Wizerunki wielkookich kobiet bezbronnie, ale i bezczelnie umieszczonych w siatkach grubych lin tnących ich ciała, wiszących karnie w wymyślnych pozach, w oczekiwaniu rozkoszy. A wszystko w tak banalnym otoczeniu, brzydkim i ciasnym.
Co to znaczy erotyczne? Są one czymś więcej niż tylko zdjęciami erotycznymi, a może są głębiej erotyczne niż zwykłe zdjęcia mające wywołać podniecenie. Jest w tym nie tylko zamiar podniecenia widza, ale takie rozumienie fotografii, które zakłada wspólnictwo i wspólnotę. Obrazy o potencjale erotycznym Araki wykorzystuje po to, żeby przełamywać barierę między obserwującym a obserwowanym, aby przebić się przez dzielącą ich szybę, nie pozwala patrzącemu pozostać tylko zimnym, bezpiecznie ukrytym podglądaczem. Tak jak fotograf staje się uczestnikiem wydarzenia przez siebie kreowanego i ujawnianego, tak widzowie mają się stać jego wspólnikami. Araki skraca dystans…
Powróćmy znów do ciągu skojarzeń. W tym samym Sztokholmie, gdzie widziałam wystawę Arakiego, natknęłam się na niewielki obiekt autorstwa Meret Oppenheim. Pokazywany jest w Moderna Museet, jako część kolekcji. Artystka poświęciła go swojej opiekunce. To białe buty na obcasie. Bezbronnie odwrócone zniszczonymi, podeszwami do góry, zostały związane sznurkiem. Na obcasy zostały nałożone papierowe obrączki, jakie nakłada się pieczonym kurczakom. Tak więc Oppenheim stworzyła tutaj erotyczny fetysz – kobietę do zjedzenia, ale jednocześnie i służącą, podporządkowaną, spętaną sznurkiem niewolnicę. Sznurek sygnalizuje dwuznaczność wymowy pracy.
Sztuce wiązania poświęciła film Hito Steyerl. Lovely Andrea można go było zobaczyć na ostatnich Documenta. Autorka, wyimaginowana lub prawdziwa modelka, pozująca rzekomo w 1987 do fotografii, związana w technice nawa-shibari, poszukiwała studia, w którym fotografię wykonano. Poszukiwanie stało się pretekstem do rozmów, odwiedzin archiwów i pracowni fotograficznych. Steyerl miała świetny pomysł i zebrała niezły materiał do studium psychologicznego i socjologicznego pokazującego japoński przemysł porno, ale poruszała również kwestie związane z popędem, seksualnością, odczuwaniem pożądania. Dlaczego ludzi to podnieca? Dlaczego kobiety chcą być wiązane?
W swym filmowym eseju Steyerl przypomina też współczesne praktyki torturowania jeńców czy więźniów, tutaj pojawia się m.in. Abu Ghraib. Tak więc wiązanie się łączy jednak z kwestiami o wiele bardziej niepokojącymi: nadużywania władzy, prawdziwego zadawania cierpienia, upokarzania.
Krytycy mówią, że bondage stało się w filmie Steyerl metaforą współczesnego świata. Z kolei sama artystka: Bondage jest wszędzie. Specjalnie używam słowa angielskiego, wyraża ona jednocześnie niewolnictwo i wiązanie.